Wspomnienia – nie łatwe do czytania

Witajcie Kochani!

Każdy z nas ma w rodzinie kogoś kto przeżył lub urodził się podczas II wojny światowej.  W mojej rodzinie sporo osob nie pamięta już tego okresu,  jednak pozostają jakieś nieliczne zapiski,  zdjęcia czy też opowiadania w pamięci z tego okresu.

Jeden z członków mojej rodziny miał okazję brać czynny udział w II wojnie światowej i niestety zginął w Auschwitz w sierpniu 1944 roku. Dzięki jego pamiętnikom, które się tam zachowały mam możliwość poznania swojego wujka i jego dziejów,  decyzji,  charakteru. Nie raz się Mi zdarza, gdy czytam jego relacje –  że zastanawiam się czy potrafiła bym się tak samo zachować jak on w tej sytuacji. Czy byłoby mnie stać na taka odwagę czy też potrafiła bym wytrzymać psychicznie ten cały terror na jaki musiał patrzeć.

Ostatnio opowiadałam jego historię oraz jego relacje z tego okresu, i innych osób o tym jak się żyło, jak sie walczyło o przetrwanie.  I dzisiaj mam w planach zamieścić kilka jego wspomnien i nie tylko jego –  mówiących o tej ogromnej tragedii jaka spotkała młodych ludzi,  a przede wszystkim lekcji historii i życia jaka ja osobiscie mogę wyciągnąć z tych relacji cytując Georga Santayana: „Kto nie pamięta historii jest skazany na jej przeżycie.”

Getto Warszawskie okres 1940 –  1943:

„Całe rodziny musiały opuścić swoje domy, pozostawić całe dobytki albo je sprzedać za bezcen,  po to by zamieszkać w 5/6 osób w jednym pokoju lub na ulicy. Nie dostają odpowiednich racji żywnościowych,  ograbiamy ich z godności i wszelkich kosztowności.  Gdy wczoraj skończyliśmy budować mur i zamknęło się Getto. Nie ma już odwrotu. Dopiero teraz zacznie się piekło dla nas –  udowadniając SS-manom, że i my potrafimy być tacy jak Oni. Że możemy udawać to okrucieństwo z jakim Oni traktują Żydów dla przyjemności. ”

” Najtrudniejsze dzisiaj co musiałem zrobić to pozbawić kobietę godności.  Wraz z innym SS-manem krzyczałem i kazałem się jej rozbierać na środku ulicy. Wygrażałem karabinem, kazałem jej się spieszyć,  bo nie mam czasu na zabawy,  że jest tylko żydowskim ścierwem. Nawet nie zauważyłem kiedy ten drugi zastrzelił staruszka chcącego pomóc dziewczynie. Nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko.  Dziewczyna uciekła,  staruszek zmarł –  a ja obserwowałem to z boku. Nagle dostałem cios w tył głowy – za to że nie dopilnowałem dziewczyny – która stanowiła zabawkę dla SS-mana. Jednak cieszę się,  że nie mam ich krwi na rękach.  Że jutro znów wyjdę na ulicę i będę mógł szmuglowacć żywność, lekarstwa i dzieci przez mur. To jest dobre,  to walka w słusznej sprawie, prawda?”

„Coraz trudniej wychodzi mi udawanie,  że jestem sprzymierzeńcem Niemców. Każdego dnia coraz chętniej mam ochotę zastrzelić mojego zwierzchnika. Ale co mi to da? Czy warto ryzykować całe przedsięwzięcie –  moją głupią zachcianką? Ja i Alik robimy tyle dobrego dla tych maluchów,  dajemy im szansę ucieczki,  lepszego życia. Ale czy do wystarczające wytłumaczenie dla tych okropnych czynów jakie muszę robić każdego dnia?”

„Jest po wszystkim. Tyle osób zginęło niepotrzebnie. Mogłem próbować jeszcze coś więcej zrobić,  ale jak? Każdy dzień to jakby chodzenie po linie nad przepaścią.  Nic nie jest pewne u SS-mana. Jego nastrój,  humor. Nigdy nie wiem co zrobi ta druga osoba,  po drugiej stronie – która nawet nie wie,  że chce im pomóc. Wykańcza mnie psychicznie i fizycznie to cierpienie ludzi, moja maska –  jaką nosze z niechęcią,  to lawirowanie w sieci kłamstw. Czasami zastanawiam się czy nie lepiej zginąć.  Mieć to za sobą wszystko, pozostawić to piekło na ziemi.”

Powstanie Warszawskie –  sierpien 1944 rok:

„Jest chyba 6 rano. Siedzę od 11 godzin w piwnicy i zastanawiam się kiedy Niemcy skończą naloty. Jeszcze dwa tygodnie temu mogłem chodzić po zrujnowanym mieście,  dzisiaj uciekam przed Niemcami za zdradę. To cena jaką płace za podwojne życie i szpiegostwo. Ale nie żałuję. Przez ostatnie miesiące nie czułem się dobrze jak teraz. Kiedy w końcu mogłem wszystko powiedzieć,  co sądzę o wojnie, o Niemcach,  o tym wszystkim co czuję. Nawet nie wiesz jaka to ulga,  móc powiedzieć po 5 latach uśmiechania się i służby u Niemców –  tego co naprawdę się myśli prosto im w twarz.”

„19 sierpnia.  Jutro ważny dzień,  oby tylko udało się wysadzić zaplanowany punkt.  A co najważniejsze –  nie możemy dać się złapać.”

„Złapali mnie.  Od samego początku czułem,  że coś pójdzie nie tak. Ale trudno się mówi. Teraz stoję w zatłoczonym wagonie,  ledwo umiem oddychać,  jestem głodny i brudny od błota. Mam potrzebę,  ale nie mogę się ruszyć.  Wszędzie czuć mocz i kał,  pot dookoła. Nie wiem gdzie jadę,  ale spodziewam się,  że do któregoś obozu.  Ludzie wokół mówią, że jedziemy w głąb Niemiec.  Ja jednak w to wątpię,  za długo z nimi pracowałem,  wiem, że im się to nie opłaca.  Zastanawiam się ile już jedziemy. Z każdą kolejną minutą moje nogi coraz bardziej są zmęczone,  trudniej mi się utrzymać. Nawet nie za bardzo już pisać potrafię.  Chce wyjść,  chce zaczerpnąć powietrza.”

To ostatni zapis jaki mogłam przeczytać w pamiętnikach mojego wujka. Kolejne relacje będą już innych osób,  które przeżyły obóz w Auschwitz.

„Trzeba było być egoistą by przeżyć.  Trzeba było skoncentrować się tylko na sobie.  Ja zostałam sama jak miałam 12 lat,  to musiałam myśleć o tym jak przetrwać,  jak się uratować,  jak się potem wychować i zacząć żyć normalnie.” –  wspomina Agata Bołdok.

Fella Allon wspomina:

„Codziennie o piątej rano były apele. Ustawiali nas w szeregach. Byłam chuda i bardzo drobna,  ale pomimo tego mama kazała mi stawać w pierwszym rzędzie,  obok najzdrowszych i najsilniejszych.  W ten sposób chciała uratować mi życie.  Ona cały czas się mną opiekowała,  dbała o mnie.”

O wyjściu z obozu w Auschwitz pisze tak: „Zaczął się marsz śmierci. Jeśli zatrzymałeś się na chwilę albo usiadłeś,  Niemcy od razu strzelali i zostawiali ciała na drodze.  W pewnej chwili nie miałam już siły iść dalej i powiedziałam mamie, że muszę usiąść. Mama się zgodziła i powiedziała, że w takim razie ona usiądzie ze mną. To dało mi siłę,  żeby iść dalej, bo wiedziałam,  że jak usiądziemy,  to nas zastrzelą.”
„To,  co pamiętam,  to krzyki kobiet w barakach. Krzyki spowodowane bólem, gdy jedna z więźniarek niechcący nadeptywały na stopę innej więźniarki. Ich stopy były poranione przez lód. To był ból spowodowany długim marszem, boso.”

Podobne wspomnienia opisuje Alina Dąbrowska: „Sam marsz nie stanowił najgorszego wydarzenia. Szło się, było zimno, spaliśmy w stodołach,  jechaliśmy w otwartych wagonach. Było potwornie zimno. Najstraszniejszy był jednak głód w Revensbruck. Nie byłyśmy tam mile widziane. Nazywano nas ‚bandą z Oświęcimia’.  Jeżeli w południe nie poszłam z miską i siłą,  narażając się na pobicie kijem,  nie zabrałabym z kotła choć trochę zupy, to nie mialabym co jeść. „

Kolejna więźniarka –  Olga Hoffman wspomina swoje przeżycia z pierwszych chwil w obozie:

„Rozdzielali matki i dzieci,  rozdzielali siostry. Trzeba było przejść z podniesionymi rękami,  oni sprawdzali, czy nic przy sobie nie masz. Jeśli miało się cokolwiek, odsyłali na bok. Wszyscy panikowali,  bo było wiadomo,  co się stanie,  jeśli każą odejść na bok. Najgorsze doświadczenie w moim życiu to selekcja. Ten cały strach.”

„Rano była czarna kawa. Wieczorem kawałek chleba i odrobina zupy. Cały czas byliśmy głodni,  cały czas. I cały czas rozmawiało się o jedzeniu. Pracowałam przy budowie baraku. W tym błocie i ziemi, musieliśmy bo w innych barakach nie było już miejsca. Raz w tygodniu chodziliśmy na piechotę z Birkenau do Auschwitz.”

Kolejną osobą która również wspomina o selekcji oraz komorach gazowych w Auschwitz jest Irving Roth:

„Ci, którzy zostali przy selekcji skazani na śmierć w komorze gazowej, musieli ustawiać się przed wejściem do niej. Mówiło się, że idą wziąć prysznic. W środku było pusto. Były tylko ponumerowane haki wbite w ścianę. Kiedy ludzie zaczynali panikować, strażnicy mówili, żeby zapamiętać numer wieszaka, na którym powiesiło się ubrania, żeby móc je po prysznicu znaleźć. Kazali wiązać buty parami, żeby się nie pogubiły. Przed wejściem do baraku był napis ‚łaźnia’. Każdy dostawał kostkę mydła, a w środku były prysznice, więc ludzie wchodzili do środka.”

O tym jak kobiety i inni są mordowani w komorach gazowych jest wiele wspomnień, opowiadań osób, które przy tym zadaniu musiały pracować. M.in. pan Zalewski wspomina o nich czy wtedy młody żyd z Czech – Michael Honey. Sporo takich wspomnień można odszukać na internecie, w książkach czy gazetach o tematyce II wojny światowej. Na koniec wspomnę jeszcze o jednej osobie, która opisuje normalny dzień z życia więźniów. Są to wspomnienia pana J. Harmsa:

„Dni powszednie nie różniły się od siebie. Prawie równocześnie z porannym gongiem, oznajmiającym porę wstawania, do naszych baraków, wpadał blokowy. Pilnował on porządku i nadzorował uprzątnięcie sali przy użyciu bicia i krzyków. Bez względu na pogodę wypędzano nas na ulicę obozową. Naszym śniadaniem było pół litra gorzkiego płynu nazywanego kawą. Po tym ‚posiłku’ ustawialiśmy się na placu apelowym, by później wymaszerować pięcioosobowymi grupami do 12 godzinnej pracy. Pracować musieliśmy bardzo często w biegu, bez wytchnienia. Pracowaliśmy pod nadzorem uzbrojonych w pałki SS-manów i Kapo. Czas naszej pracy odmierzano liczbą zabitych. Była tylko jedna przerwa, na której spożywaliśmy zupę z przegniłych warzyw. Dodatkowo pracę utrudniały drewniane buty, które grzęzły w rozkopanym terenie. Gdy wracaliśmy nieśliśmy lub wieźliśmy na taczkach zabitych więźniów i tych poranionych. Wiedzieliśmy, że my możemy jutro znaleźć się na ich miejscu. Po pracy mieliśmy apele, na których było trzeba się stawić żywym lub martwym. Apele trwały od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. Staliśmy lub siedzieliśmy w przysiadzie. Po apelach mieliśmy kolację. Na kolację otrzymywaliśmy 300 gram chleba, często spleśniałego, 30 gram margaryny i płyn z ziół. Dni różniły się tylko tym, że padał deszcz, śnieg lub było mroźno i wiatr, albo upalne słońce.

Wiem, że wiele się o tym pisze i mówi. Jednak temat do łatwych nie należy. Dla mnie Auschwitz to przykre wspomnienia, duże emocje i jakieś powiązania rodzinne. Jednak uczą mnie dużej pokory względem historii i doceniania jej – nie tylko jako mojej pasji, ale również by wyciągnąć jakieś wnioski odnośnie swojego życia. Przeżycia wujka i innych osób pozwalają mi na wyciągnięcie wniosków i możliwość postawienia się w ich sytuacji. Sama nie wiem czy potrafiłabym postąpić jak te osoby. Nikt tego nie wie, do póki nie staje przed takim wyborem.

Dlatego to opisuję, nie jako kolejny materiał – tylko jako moją lekcję.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *