Wiele i nie wiele…

Witam moi Drodzy Czytelnicy!

Od Czwartku próbuję zebrać się i napisać o czymś dla mnie ważnym, wiele znaczącym – ale jakoś nie starczyło mi czasu przy tym całym natłoku zajęć. Poza tym wczoraj miałam okazję pojechać do Wrocławskiego Zoo i poznać kilka fajnych osób. Ogólnie mogę powiedzieć, że ten tydzień był bardzo ciężki. Praktyki, niewyspanie, złe samopoczucie, wyjazd i parę ekstra dokładek dały mi popalić. Więc może dlatego czuję się dzisiaj jak wyciągnięta ledwo co z pralki bluzka 🙂 Ale nie o tym. Zatem zacznijmy od początku.

W czwartek miałam okazję pomagać (po raz kolejny oczywiście) w promocji szkoły w biurze promocji naszego miasta 🙂 Ale abstrahując od tego po całym tym przedsięwzięciu, miałam okazje posiedzieć i porozmawiać z moją wychowawczynią. Chciałam porozmawiać i poradzić się jej co mam ze sobą zrobić. Ostatnio mam wiele decyzji do podjęcia, ale jakoś z żadną mi nie po drodze, jak już wcześniej mówiłam. W każdym razie nie przeliczyłam się w nadziei, że moja wychowawczyni mi pomoże.

Doradziła mi coś, co z jednej strony nie jest prostym rozwiązaniem – na pewno będzie dla mnie i moich bliskich bolesne, ale z drugiej jest to jedyne rozsądne i odpowiednie w tej sytuacji. Miałam okazję powiedzieć jej co nie co o sobie, o swoich przejściach, określić jak się czuję z niektórymi rzeczami. A wiecie czemu to zrobiłam??? Bo pewnie się zapytacie, po co w ogóle w swoje życie mieszać nauczycieli? A ja odpowiem tak – dla mnie moja wychowawczyni jest kimś więcej niż już tylko nauczycielem.

To dzięki niej mam możliwość pokazać czasem na co mnie stać, co umiem zrobić, poszaleć nawet. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że mam z nią o niebo lepszy kontakt niż z własną rodziną… Od śmierci mojej mamy zaczęłam uważać, że nie rodzina cię określa jako człowieka na świecie, tylko to jakich ma się przyjaciół i ludzi wokół siebie. Jestem osobą trudną w pożyciu, ale jeśli ktoś mnie potrafi poznać, wie że zawsze można na mnie liczyć i można do mnie bić o pomoc – jeśli umiem to pomogę, jak nie będę szukać tak długo aż jakoś doradzę.

Wiecie co jeszcze było naprawdę fajnie podczas tej rozmowy?

Ja pomimo, iż mam niską samoocenę, to moja wychowawczyni wymieniła aż 8 cech które podobno przejawiam w swoim życiu. To bardzo mnie podbudowało, bo poza moimi przyjaciółkami, rzadko ktoś mi mówi, że jestem coś warta. Tak więc muszę przyznać moją wychowawczyni da się lubić, ba nawet więcej 🙂 Jest to kobieta otwarta (poza murami szkolnymi oczywiście :D), sympatyczna, szczera i co najważniejsze nie bagatelizuje problemów innych, oraz tolerancyjna względem innych. Cenię również sobie to, że poświęciła mi czas – który równie dobrze mogła spędzić z mężem i córeczką, a nie w moim towarzystwie. No i zapomniałabym o najważniejszym 😀 Moja wychowawczyni jest tak samo uparta jak Ja :D.

Więc jak to określiła kiedyś  na naszych zajęciach – trafiła kosa na kamień we wspólnej współpracy :). Zatem kończąc tę część – dziękuję za pomoc i wsparcie droga Pani. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła tak samo pomóc, jak to zrobiła Pani – pomagając mi.

Warszawskie Zoo

A teraz opowiadając kolejną historyjkę muszę zacząć od tego, że wstawanie o 5:30 w sobotę to zbrodnia. Ale wczoraj akurat się opłacała 🙂 Miałam okazję pojechać wraz z około 100 innymi osobami do Wrocławskiego Zoo. Nie powiem było super, szczególnie w Afrykanarium i Oceanarium. Całe Zoo też było fajnie – najbardziej urzekły mnie chyba Niedźwiedzie Brunatne, które spały do siebie przytulone 😀 to było bardzo fajny – jak to mówią Niedźwiedzi Uścisk :).

No i małpki które jadły i biegały gdzie popadnie. O tym, że mi się podobało może też świadczyć ilość zdjęć zrobionych przeze mnie na wyjeździe – ponad 2200 :D. Byłam w ogromnym szoku, że pod koniec dnia mój telefon jeszcze się trzymał 😀 Ale poza tym, że uchodziłam się po terenie całego Zoo, zrobiłam sobie mały wyskok na centrum Wrocławia w intensywnym poszukiwaniu pocztówek, które mogłabym zabrać ze sobą z powrotem do domu.

Moja wycieczka po Wrocławiu!

No i niestety tutaj przeżyłam rozczarowanie, bo nigdzie dostać pocztówek nie umiałam… No ale przynajmniej pojadłam w dobrej Greckiej Restauracji niedaleko Pasażu Grunwaldzkiego. Ale chyba ważniejsze jest to, jakie miałam towarzystwo podczas wyjazdu. Miałam okazję poznać trochę osób, które znałam pewnie z widzenia, ale nie tak osobiście. Zatem poznałam sporo fajnych szkrabów, które rozbawiały mnie w autokarze do łez, ich rodziców z którymi też można było się pośmiać niesamowicie 🙂

No i trochę starszych osób z którymi dało się normalnie porozmawiać i pośmiać (okazało się, że jedni bliscy znajomi nawet na czas pobytu w Zoo przygarnęli mnie i byli moim tata i mama. Tekst – „Curuś jeśli chcesz piwko musisz się mamy zapytać najpierw, czy ci pozwoli” – pozwolił na to, że popłakałam się do łez ze śmiechu :D). Zatem są kolejne osoby z którymi można zawsze się umówić na kawę i spędzić fajnie czas 🙂 Ale poza nowymi osobami, byli też starzy znajomi. Których znam już nie od wczoraj tylko trochę dłużej. Ogólnie cały wyjazd był genialny 😀 Jedynym minusem dla mnie było to, że nie miałam okazji zobaczyć wydr… Ale cóż nie wszystko można. A poniżej trochę zdjęć z mojej kolekcji oraz trasa jaką szalałam wczoraj po bezdrożach wrocławskiego zoo.

Trasa dla Wytrwałych

A poniżej trochę moich zdjęć z wyjścia po Zoo:

No i to tyle na dzisiaj… Rozpisałam się okropnie. Ale mam nadzieję, ze będzie to fajną lekturą. Zatem do ponownego spisanie i usłyszenia

Pozdrawiam Serdecznie Molcia :*

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *