Witajcie Kochani!

Dzisiaj trochę opowieści 🙂 i ciekawych zdjęć. Więc pora zacząć tego posta 🙂

Maximilian Park

Kiedy w 1943 zamknięto kopalnię „Maksimiliam” w Hamm, które było miasteczkiem górniczym, nikt nie podejrzewał, że powstanie tam park. W 1984 roku zaczęto przekształcać ruiny kopalni w coś co do dzisiaj cieszy ludzkie oko w Hamm.

Kopalnia „Maksymilian” powstała w 1902 roku, wydobywała ona 100 tys ton węgla rocznie. Później jednak złoża się wyczerpały, a kopalnia poupadała i została zamknięta. A na jej terenie rozrastały się różne rośliny. Obecnie 22 hektary dawnej kopalni odznaczają się bujną roślinnością oraz pięknymi motylami. W parku jest pełno atrakcji dla dzieciaków – place zabaw i nie tylko są idealną rozrywką dla najmłodszych. Starsi zadowolą się pięknym i ogromnym szklanym słoniem – który góruje nad parkiem. W środku słonia znajdziemy okolicznościowe wystawy oraz wspaniała panorama Hamm i krajobraz Westfalii.

Muszę przyznać, ze spacerowanie po tym parku było nie lada gratka w piękna pogodę. A zwiedzanie Domu Motyli, gdzie można było zobaczyć rożne stadia motyli. Niektóre miałam okazję mieć na ręce i na ramieniu. Musze przyznać, że jest to przepiękny widok. Poniżej filmiki oraz zdjęcia z mojego sobotniego wypadu. Jeśli będziecie w okolicy Hamm, polecam wam wyjście do tego parku. Szczególnie w najbliższym okresie. Bo od 20 października do 5 listopada będzie tam kolejna wystawa „Jesiennych Świateł”. Sama mam zamiar się tam wybrać. Wejścia w pierwszym tygodniu będą od 19, a kolejnym już od 18. Jeśli będziecie w okolicy zapraszam 🙂

A na dzisiaj tyle, pozdrawiam Molcia :*

Udostępnij

Witam Was Kochani!

A jednak dzisiaj post trochę później niż zapowiadałam, no ale cóż. Wróćmy do tematu głównego 🙂 Nie dawno wspominałam tutaj o symbolice lwa umieszczanej na różnych pomnikach w miastach jakie miałam okazję odwiedzić. Dlatego nie wypada mi nie wspomnieć o moim rodowitym lwie.

„Lew Śpiący” powstał w Berlińskiej Odlewni Gladenbeck w 1873 roku. Lew ten był autorskiego projektu Theodora Kalidego, powstałego trzy lata wcześniej. Lew z brązu miał na celu upamiętnić mieszkańców powiatu Bytomskiego, którzy polegli w wojnie francusko-pruskiej rozgrywającej się na przełomie lat 1870-1871. Na pomniku umieszczone były jeszcze tablice z nazwiskami poległych. Na „Lwie śpiącym” zamieszczono sygnaturę: GEGOSSEN von H. GLADENBECK, BERLIN 1873. Odlewnia wykonała jeszcze inne lwy, podobne pomniki znajdziemy w Legnicy, Berlinie, Dortmundzie (nie omieszkam go poszukać podczas mojej wyprawy już niebawem 🙂 ), Lubece czy Mainz.

Pomnik z Lwem Śpiącym

A jak wygląda nasz lew? Rzeźba „Lwa śpiącego”, zwanego także „umierającym” ukazuje konające zwierzę, które leży z głową lekko pochyloną w prawą stronę oraz ułożonej na wyciągniętych do przodu łapach. Lew ma zamknięte oczy, leży bardzo spokojnie. Rzeźba jest bardzo realistycznie oddana. Jak wspomniałam już wcześniej – Lew symbolizuje tutaj moc, władzę, męstwo, zwycięstwo, a także rozum. Śpiący lew symbolizuje głównie umierających wojowników. Większość pomników upamiętniająca męstwo poległych – wykorzystuje posturę „Lwa śpiącego”. Spotkamy się z tym na terenie Polski, Niemiec czy Czech.

Lew w Berlinie, Cmentarz Inwalidów

Losy Lwa

Lew na placu Akademickim, 1913

Istnieją dwie teorie rozebrania Bytomskiego Lwa Śpiącego. Pierwsza wersja mówi, że rozebrano go w latach 30. XX wieku przez władze, druga wspomina iż rozebranie pomnika nastąpiło dopiero po II wojnie światowej. Lwa na początku przeniesiono na plac Akademicki, następnie do Parku Miejskiego. Gdzieś na przełomie lat 1952/53 nasz Lew zniknął z parku i powędrował do Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie, gdzie znajdował się od 1954 roku. Do Bytomia powrócił 4 października 2008 roku i umieszczony został na rynku.

Lew Śpiący na Bytomskim Rynku

To tyle na dzisiaj 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Molcia :*

Udostępnij

Witam Was!

Od bardzo dawna próbowałam dokończyć kiedyś zaczęty temat o tygrysie bengalskim. Dzisiaj w końcu uda mi się go dokończyć. Oto kolejna porcja informacjo o tym przepięknym dzikim kocie.

Dorosłość w pojedynkę

Tygrysy są samotnikami. Dorosłe osobniki żyją pojedynczo na precyzyjnie wyznaczonych terytoriach, które nie pokrywają się na ogół z areałami innych osobników tej samej płci. W przypadku samic wielkość obszaru osobniczego zależy głównie od jakości siedliska i dostępności pokarmu – tygrysica utrzymuje na tyle duże terytorium, by była w stanie zaspokoić potrzeby całej swojej rodziny.
Terytoria samców są większe. W ich skład wchodzą zazwyczaj trzy lub cztery areały samic. Oznacza to, że znaczna część tygrysów pozostaje bez terytoriów – są to najczęściej młode zwierzęta. Prowadząc koczowniczy tryb życia, regularnie przechodzą przez terytoria osiadłych samców, lecz unikają konfrontacji z nimi.
Zarówno samce, jak i samice tygrysów bengalskich strzegą swoich terenów osobniczych, pozostawiając na nich m.in. ślady zapachowe. To na ogół wystarcza, żeby powstrzymać inne tygrysy przed wkroczeniem na ich osobisty teren.
 

Zaloty i gody

 Samice tygrysów mają wiele cyklów rujowych w ciągu roku. Zazwyczaj okresy receptywności samicy (gotowości do przyjęcia zalotów samca)trwają od trzech do sześciu dni i powtarzają się między listopadem a kwietniem, co trzy do dziewięciu tygodni, dotąd aż samica zajdzie w ciążę lub gdy zakończy się sezon rozrodczy. O swoim stanie tygrysica informuje samce ryczące i znacząc swoje terytorium moczem o specyficznym zapachu.
Rezydujący na danym obszarze samiec monitoruje stan fizjologiczny samic żyjących w obrębie jego terytorium i zwykle przebywa na czas, by zostać ojcem. Od czasu do czasu obcy samiec może demonstrować swoją wyższość nad miejscowym samcem, ale społeczeństwo tygrysów zorganizowane jest na zasadzie „prawa pierwszeństwa”, dlatego rezydent prawie zawsze jest w stanie przepędzić intruza.
Walki o samice zdarzają się rzadko. Znaczenie częściej widuje się starcia między samicami lub nowo przybyłymi osobnikami. Po zapłodnieniu u samicy zanikają okresy rui. Pojawiają się dopiero wtedy, gdy jej młode nabędą wystarczających umiejętności życiowych, by sobie poradzić (w wieku 1,5 – 3 lat).
 
Natura Matki
Tygrysica może mieć w miocie do sześciu młodych, ale zazwyczaj są tylko trzy lub cztery kocięta. Pomiędzy samicą i jej dziećmi istnieje bardzo silna więź. Samiec bardzo rzadko uczestniczy w wychowywaniu młodych. Jest to domena matki. Co najmniej przez pierwsze trzy miesiące młode są uzależnione od jej mleka.
W tym czasie tygrysica musi polować, by mieć co jeść, a polowania z gromadką rozbrykanych tygrysiątek bywają raczej mało skuteczne. Samotne wyprawy łowieckie narażają z kolei dzieci na niebezpieczeństwo ataku ze strony tygrysów i innych drapieżników.
Zainteresowanie jedzeniem mięsa pojawia się u młodych, gdy mają zaledwie dwa miesiące. Parę miesięcy później matka zaczyna je wprawiać w sztuce polowania – na przykład wystawiając im do zabicia niesprawną ofiarę.
Kociaki zaczynają polować samodzielnie w wieku około 12 miesięcy, ale pod opieką matki pozostają jeszcze przynajmniej przez następny rok. Potem w naturalny sposób rozpraszają się lub są przepędzane przez matkę, gdy ta przygotowuje się do wydania następnego miotu.
Pozdrawiam, Wasza Molcia 🙂
Udostępnij

Witam moi Drodzy Czytelnicy!

Od Czwartku próbuję zebrać się i napisać o czymś dla mnie ważnym, wiele znaczącym – ale jakoś nie starczyło mi czasu przy tym całym natłoku zajęć. Poza tym wczoraj miałam okazję pojechać do Wrocławskiego Zoo i poznać kilka fajnych osób. Ogólnie mogę powiedzieć, że ten tydzień był bardzo ciężki. Praktyki, niewyspanie, złe samopoczucie, wyjazd i parę ekstra dokładek dały mi popalić. Więc może dlatego czuję się dzisiaj jak wyciągnięta ledwo co z pralki bluzka 🙂 Ale nie o tym. Zatem zacznijmy od początku.

W czwartek miałam okazję pomagać (po raz kolejny oczywiście) w promocji szkoły w biurze promocji naszego miasta 🙂 Ale abstrahując od tego po całym tym przedsięwzięciu, miałam okazje posiedzieć i porozmawiać z moją wychowawczynią. Chciałam porozmawiać i poradzić się jej co mam ze sobą zrobić. Ostatnio mam wiele decyzji do podjęcia, ale jakoś z żadną mi nie po drodze, jak już wcześniej mówiłam. W każdym razie nie przeliczyłam się w nadziei, że moja wychowawczyni mi pomoże.

Doradziła mi coś, co z jednej strony nie jest prostym rozwiązaniem – na pewno będzie dla mnie i moich bliskich bolesne, ale z drugiej jest to jedyne rozsądne i odpowiednie w tej sytuacji. Miałam okazję powiedzieć jej co nie co o sobie, o swoich przejściach, określić jak się czuję z niektórymi rzeczami. A wiecie czemu to zrobiłam??? Bo pewnie się zapytacie, po co w ogóle w swoje życie mieszać nauczycieli? A ja odpowiem tak – dla mnie moja wychowawczyni jest kimś więcej niż już tylko nauczycielem.

To dzięki niej mam możliwość pokazać czasem na co mnie stać, co umiem zrobić, poszaleć nawet. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że mam z nią o niebo lepszy kontakt niż z własną rodziną… Od śmierci mojej mamy zaczęłam uważać, że nie rodzina cię określa jako człowieka na świecie, tylko to jakich ma się przyjaciół i ludzi wokół siebie. Jestem osobą trudną w pożyciu, ale jeśli ktoś mnie potrafi poznać, wie że zawsze można na mnie liczyć i można do mnie bić o pomoc – jeśli umiem to pomogę, jak nie będę szukać tak długo aż jakoś doradzę.

Wiecie co jeszcze było naprawdę fajnie podczas tej rozmowy?

Ja pomimo, iż mam niską samoocenę, to moja wychowawczyni wymieniła aż 8 cech które podobno przejawiam w swoim życiu. To bardzo mnie podbudowało, bo poza moimi przyjaciółkami, rzadko ktoś mi mówi, że jestem coś warta. Tak więc muszę przyznać moją wychowawczyni da się lubić, ba nawet więcej 🙂 Jest to kobieta otwarta (poza murami szkolnymi oczywiście :D), sympatyczna, szczera i co najważniejsze nie bagatelizuje problemów innych, oraz tolerancyjna względem innych. Cenię również sobie to, że poświęciła mi czas – który równie dobrze mogła spędzić z mężem i córeczką, a nie w moim towarzystwie. No i zapomniałabym o najważniejszym 😀 Moja wychowawczyni jest tak samo uparta jak Ja :D.

Więc jak to określiła kiedyś  na naszych zajęciach – trafiła kosa na kamień we wspólnej współpracy :). Zatem kończąc tę część – dziękuję za pomoc i wsparcie droga Pani. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła tak samo pomóc, jak to zrobiła Pani – pomagając mi.

Warszawskie Zoo

A teraz opowiadając kolejną historyjkę muszę zacząć od tego, że wstawanie o 5:30 w sobotę to zbrodnia. Ale wczoraj akurat się opłacała 🙂 Miałam okazję pojechać wraz z około 100 innymi osobami do Wrocławskiego Zoo. Nie powiem było super, szczególnie w Afrykanarium i Oceanarium. Całe Zoo też było fajnie – najbardziej urzekły mnie chyba Niedźwiedzie Brunatne, które spały do siebie przytulone 😀 to było bardzo fajny – jak to mówią Niedźwiedzi Uścisk :).

No i małpki które jadły i biegały gdzie popadnie. O tym, że mi się podobało może też świadczyć ilość zdjęć zrobionych przeze mnie na wyjeździe – ponad 2200 :D. Byłam w ogromnym szoku, że pod koniec dnia mój telefon jeszcze się trzymał 😀 Ale poza tym, że uchodziłam się po terenie całego Zoo, zrobiłam sobie mały wyskok na centrum Wrocławia w intensywnym poszukiwaniu pocztówek, które mogłabym zabrać ze sobą z powrotem do domu.

Moja wycieczka po Wrocławiu!

No i niestety tutaj przeżyłam rozczarowanie, bo nigdzie dostać pocztówek nie umiałam… No ale przynajmniej pojadłam w dobrej Greckiej Restauracji niedaleko Pasażu Grunwaldzkiego. Ale chyba ważniejsze jest to, jakie miałam towarzystwo podczas wyjazdu. Miałam okazję poznać trochę osób, które znałam pewnie z widzenia, ale nie tak osobiście. Zatem poznałam sporo fajnych szkrabów, które rozbawiały mnie w autokarze do łez, ich rodziców z którymi też można było się pośmiać niesamowicie 🙂

No i trochę starszych osób z którymi dało się normalnie porozmawiać i pośmiać (okazało się, że jedni bliscy znajomi nawet na czas pobytu w Zoo przygarnęli mnie i byli moim tata i mama. Tekst – „Curuś jeśli chcesz piwko musisz się mamy zapytać najpierw, czy ci pozwoli” – pozwolił na to, że popłakałam się do łez ze śmiechu :D). Zatem są kolejne osoby z którymi można zawsze się umówić na kawę i spędzić fajnie czas 🙂 Ale poza nowymi osobami, byli też starzy znajomi. Których znam już nie od wczoraj tylko trochę dłużej. Ogólnie cały wyjazd był genialny 😀 Jedynym minusem dla mnie było to, że nie miałam okazji zobaczyć wydr… Ale cóż nie wszystko można. A poniżej trochę zdjęć z mojej kolekcji oraz trasa jaką szalałam wczoraj po bezdrożach wrocławskiego zoo.

Trasa dla Wytrwałych

A poniżej trochę moich zdjęć z wyjścia po Zoo:

No i to tyle na dzisiaj… Rozpisałam się okropnie. Ale mam nadzieję, ze będzie to fajną lekturą. Zatem do ponownego spisanie i usłyszenia

Pozdrawiam Serdecznie Molcia :*

Udostępnij

Cześć i czołem Kochani!

Ostatnio miałam własnie okazję pochodzić trochę po chorzowskim Zoo, chociaż mieszkam nie daleko byłam w nim po raz pierwszy, a mam już prawie 25 lat. Dziwne to, ale jednak jakoś nigdy się nie złożyło. W każdym bądź razie wraz z znajomym z Krakowa wybraliśmy się na zwiedzanie i pogawędkę po tutejszym ZOO.  I chociaż nie była to daleka podróż – była ona bardzo fajna 😉

Brama Wejściowa

Żeby zapoznać się z historią i tym co można znaleźć w Chorzowskim ZOO zapraszam byście odwiedzili tą stronkę: http://zoo.silesia.pl/index.php?id=119 Jest tam kilka fajny informacji i możliwość zwiedzenia wirtualnie Zoo. Ja natomiast wrzucam parę swoich fotem z tej eskapady 😉

20140727_154118

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij