Witam Was!

Ostatnio trochę więcej piszę na temat historii na blogu, co spowodowane jest tym, że oglądam serial który mnie niesamowicie wkręcił. Dzisiaj by trochę przerwać monotonię wrzucę piosenkę, tez z tego serialu – która chodzi za mną od kilku dni i słucham jej w kółko. Muszę przyznać że ścieżkę dźwiękową mają super. Więc zapraszam do posłuchania, a ja dalej będę pracować nad notkami historycznymi 🙂

Pozdrawiam Molcia 🙂

 

Udostępnij

Witam Was!

Tak jak wspominałam mam zamiar teraz trochę popisać o historii 😀 Przynajmniej taki jest plan 😛 Dzisiaj znowu mała ściąga z wikipedi tym razem o Katarzynie Medycejskiej – matki delfina i późniejszego króla Francji Franciszka II oraz teściowej jego żony Marii I Stuart (o której już tutaj na blogu pisałam). Więc zapraszam do przeczytania tego króciutko 🙂

Katarzyna Medycejska

właściwie to Caterina Maria Romola di Lorenzo de’Medici
urodziła się 13 kwietnia 1519 roku w Florencji, zmarła 5 stycznia 1589 roku w Blois

Księżna z rodu włoskich Medyceuszy, żona delfina, a potem króla Francji Henryka II (dynastia Walezjuszy)

Ojcem był Lorenzo II Medyceusz, książę Urbino, matka to Mageleine de la Tour. Jej stryjami byli papieże Leon X i Klemens VII. Katarzyna została sierotą bardzo wcześnie, matka zmarła w połogu, ojciec trzy tygodnie później z powodu syfilisa.
Katarzyna uwielbiała bale, polowania, wyprawy konne i wszelkie rodzaje zabaw. W wieku 14 lat została żoną Henryka de Valois, księcia Orleanu. Ślub został zawarty 28 października 1533 roku. Małżeństwo nie było szczęśliwe, Henryk nie kochał żony i już w rok po ślubie rozpoczął romans z Dianą de Poitiers, który trwał aż 25 lat – do śmierci króla. To ona wymyśliła damski styl jazdy konno, by móc towarzyszyć swojemu teściowi Franciszkowi I w polowaniach.

W 1547 roku Henryk został koronowany na króla Francji, jako Henryk II. Po jego śmierci stałe się regentką dla swoich synów, wywierając decydujący wpływ na politykę państwa francuskiego kolejno podczas panowania: Franciszka II, Karola IX i Henryka III Walezego. Szukała ona również sojusznika do walki z Habsburgami. M.in. dlatego starała się by jej syn Henryk III został następcą Zygmunta Starego na tronie Polskim.

Jako, że Katarzyna była katoliczką – prowadziło to do zaciekłych walk z kalwinami francuskimi. Zainicjowała noc św. Bartłomieja w 1572 roku podczas której wymordowano przywódców francuskich hugenotów, ściągniętych pod pretekstem ślubu jej córki Małgorzaty de Valois z Henrykiem Nawarskim. Zamordowano wtedy około 3 tysięcy osób. Znana z protektoratu Nostradamusa, który przewidział śmierć jej męża i dzieci.

Katarzyna miała 10 dzieci z czego większość z nich zmarła przed śmiercią samej Katarzyny:

– Franciszek II (19.01.1544 – 5.12.1560)
– Karol IX (27.06.1550 – 30.05.1574)
– Henryk III (19.09.1551 – 2.08.1589)
– Elżbieta Walezjuszka (2.04.1545 – 3.10.1568)
– Klaudia Walezjuszka (12.11.1547 – 21.02.1575)
– Małgorzata Walezjuszka znaną jako królowa Margot (14.05.1553 – 27.03.1615)
– Franciszek Herkules (18.03.1555 – 10.06.1584)
– Ludwika zmarła jako niemowlę
– Wiktoria i Joanna (bliźniaczki zmarły w dzieciństwie).

Jak widać matkę przeżyło tylko dwójka z dziesięciorga dzieci.

Tyle o samej Katarzynie 🙂 Czasami aż dziwne mi, że niektóre wątki wracają do szperania w historii Polski 😀 A nawet nie pomyślałam o tym w momencie kiedy zaczęłam oglądać serial 😀 A no właśnie. Obecnie w The CW jest transmitowany serial oparty na losach Marii I Stuart, o której już wspominałam, ale jest też wpleciona tam sytuacja życiowa i losy Katarzyny. Zachęcam byście zobaczyli jak dobrze wcieliła się w rolę Megan Follows 🙂 którą pewnie pamiętacie z innej niezapomnianej adaptacji 🙂

Pozdrawiam Was, Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Ostatnio pisałam wam, że znowu natrafiłam na smykałkę historyka 😀 Znowu mam dobrą zabawę oglądając coś co wiążę się z historią i zachęca mnie do szukania dalszych wątków. Zatem dzisiejszy ranek spędziłam na pisaniu o Marii I Stuart.

Podpis Marii, Królowej Szkotów

Maria I Stuart

Jak ostatnio pisałam oglądam teraz serial pt. Reign – bazujący na historii Marii. Główna bohaterka – Maria, królowa Szkotów grana jest przez Adelaide Kane – 25 letnią aktorkę pochodzącą z Australii. I właśnie to sprawiło, że znowu kopię w historii Anglii i Europy z tamtego okresu. Dzisiaj napisałam dwustronicowe streszczenie jej historii na podstawie Wikipedii. Więc wybaczcie, jeśli wam się nie spodoba 🙂 Jednak jestem z siebie zadowolona. Bo dawno tego nie robiłam, a mam trochę zaległości w tym temacie 😀

Zatem oto moje wypociny:

Maria I Stuart

Pozdrawiam Molcia 🙂

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Dzisiaj trochę o mojej pasji jaką jest historia. Jak większość wie, uwielbiam okres panowania Franciszka Józefa I i co się z tym wiążę okres kiedy powstała Monarchia Austro-Węgierska. Jednak w ostatnim czasie dość często sięgam po inne pozycje historyczne. Które nie zawsze są książkami, ale również to filmy i seriale.

Nawiązując do tytuły – przeczytałam właśnie ostatnio książkę pod tym tytułem, autorstwa Elisabeth Kostowej opowiadająca historię Vlada Tepesha – znanego jako Dracula 🙂 Książka bardzo przyjemna i gruba. Fajnie napisana i ciekawa pod względem historycznym, więc wiem – że na pewno znowu trochę poszperam po tematach związanych z Draculą i rejonem Sudet.

Kolejnym ciekawym tematem historycznym o który się ostatnio otarłam to film opowiadający o Gertrude Bell, angielce która zawojowała na Bliskim Wschodzie przed i po I Wojnie Światowej. Właśnie jestem w trakcie pisania jakieś krótkiej notki/biografi własnego autorstwa, więc pewnie niedługo się ukaże.

No i ostatni wątek – to serial Reign. Opowiadający losy młodej Królowej Szkotów Marii Stuart z czasów Elżbiety I Dziewicy – córki Henryka VIII, która była jej kuzynką. Serial bardzo ciekawy, jednak znowu naprowadził mnie na mój mały hoplik z dynastią Tudorów i Stuartów, których w Anglii uwielbiam. Więc pewnie i o nich napiszę, jak znajdę chwilę natchnienia. Serial zapowiada się bardzo fajnie, więc na pewno będę go śledzić z zapartych tchem.

A więc takie plany!

Więc takie plany na najbliższe wpisy mam nadzieję. W każdym razie – jeśli ktoś lubi historię, polecam poszperać i poszukać lub pooglądać. Czasami filmy czy seriale są o wiele lepsze od nudnych stron zapisanych drobnym drukiem, a pomagają na nowo odnaleźć ten zachwyt i radość z szukania czegoś, z poznawania kolejnych dziejów czy losów swoich ulubionych postaci. Dają możliwość szukania, organizowania czy też próbowania pisania historii na nowo – to co każdy historyk chciałby zawsze zrobić. Jestem amatorem, ale uwielbiam to, bo czasami pomaga mi to na nowo odkryć swoją pasję i radość z robienia czegoś, co dla większości jest nudne.

To tyle na dzisiaj 🙂 Pozdrawiam Was Serdecznie i do spisania, Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Przez ostatnie dni zastanawiam się jak jakieś seriale, historie czy piosenki potrafią nam pomóc w najgorszych momentach naszego życia. Wyda wam się to śmieszne, jednak ostatnio zastanawiałam się jak poradzić sobie z dość głupim faktem. Od trzech dni wiem, że jedna z aktorek, która wcielała się w moją ulubioną postać w serialu. Nie jest to zbyt istotne, ale sporo ludzi zareagowało bardzo nieprzychylne i są żli, wstrząśnięci.

Przyznam się, że też nie jestem zachwycona tym, że główna bohaterka już się nie pojawi. Szczególnie – choć wiem, że zabrzmi to głupio – ta właśnie m.in. postać pomogła Mi wygrzebać się z niektórych przykrych uczuć i zachowań. Kiedy zmarła moja mama, miałam wspaniałych przyjaciół przy sobie, mogłam rozmawiać i czułam, że mam kogoś bliskiego. Jednak kiedy nadchodziła noc – wszyscy szli spać, rozchodzili się do domów – a Ja?! Zostawałam sama w czterech ścianach mieszkania rodziców z wszystkimi wspomnieniami, z swoją rozpaczą i bezradnością. Z swoimi uczuciami, których nie umiałam ogarnąć. Wtedy właśnie trzy seriale dotrzymywały mi towarzystwa. Pozwalały się zatracić, nie myśleć, nie płakać. Główne postacie stały się dla mnie jak rodzina. Główne bohaterki miały ten sam problem co ja. Cierpiały po stracie mamy.

I jak mi to pomagało?!

Może to tylko była gra aktorek, może to tylko napisany scenariusz przez kogoś. Jednak sytuacja mogła się zdarzyć, mogłaby być prawdziwa. Wtedy była to dla mnie brzytwa, której chwyta się tonący by się uratować. To było moje jedyne zajęcie, które pomogło przetrwać. Pomogło mi wyjść z czarnej dziury. Tak jak główne bohaterki miały wsparcie z strony swoich bliskich, ja zyskałam je od moich przyjaciół i opiekunów w szkole. Zaczęłam pisać pamiętnik, zaczęłam chodzić znowu na terapię do psychiatry – by nie popełnić głupstwa jak kiedyś. Próbowałam walczyć o siebie, tak jak walczyły te bohaterki – bo miały jakiś cel, do którego dążyły. Ja próbowałam znaleźć ten cel przez długie tygodnie i nic mi nie pomagało. Robienie planów, stawianie kolejnych kroczków – nie pomagało, nie zdawało egzaminu. Jedynie chciałam doczekać wieczora by znowu z butelką wina zacząć kolejne odcinki serialu, poznać kolejne losy moich ulubionych postaci.

To doprowadziło do nieprzyjemnej rutyny. Bycie zombie w ciągu dnia i ożywanie przy winie i serialu w nocy. Nieprzespane noce, długie godziny samotne z ekranem telewizora lub laptopa. To była rutyna, która doprowadziła mnie prawie do ruiny, niewiele brakowało a doprowadziłaby do tragedii. To spowodowało, że przejrzałam na oczy, że chciałam coś z tym zrobić. I wtedy zaczęłam walczyć o swoje pragnienia, marzenia i nie tylko. Bo uznałam że zasługuję na coś więcej. Bo uznałam że chce być tak jak te bohaterki, chce być silna, samodzielna i chce mieć przyjaciół na których mogę polegać, a oni na mnie. Że chce przestać być tym okropnym wrakiem osoby, jaką wtedy się czułam, tym wielkim zerem jakim byłam.

A teraz co czuję, kiedy kończą się moje seriale?

Więc teraz kiedy seriale się kończą, kiedy odchodzą główne bohaterki to czuję się jakby zabrano mi część jakiegoś życia. Może dlatego wracam z chęcią do tych seriali, może dlatego wracam do książek, które kochała moja mama i czytam je po raz kolejny mimo, iż znam zakończenie. Wiem, że kiedyś wszystko musi się skończyć, że musi się zacząć nowa strona opowiadania. Ale nie zawsze jest łatwo to przyjąć, przystosować się – zacząć od początku nową historię.

Nie wiem czy teraz znajdę kolejne seriale, które będą mnie tak motywować czy też wspierać w wspomnieniach radosnych chwil. Jednak te trzy są dla mnie ważne, bo przypominają np. wspólne siedzenie z rodzicami i oglądanie tego serialu, lub tylko z mamą. Komentowanie stroju głównej bohaterki czy też jej słów, zachowania. Może to głupota, ale te seriale to kawał mojego życia, tego dobrego szczęśliwego i tej okropnej czarnej dziury w pewnym momencie. I jeśli uważacie, że to śmieszne – to Wasza sprawa. Ale dla mnie to było coś dobrego. I chyba mam jakieś prawo być zła?! Wściekła?! Albo i nie, sama już nie wiem.

To tyle na dzisiaj wyżalania się  🙂

Pozdrawiam Was serdecznie, Molcia 😀

Udostępnij

Witam Was!

Dawno nic nie pisałam jakiś krótkich notek o muzyce. Dzisiaj po 10 dniach przerwy w pisaniu, kiedy to próbuję cokolwiek ogarnąć w swojej głowie, by napisać – postanowiłam, że umieszczę tutaj piosenkę, która ostatnio chodzi mi po głowie w związku z serialem który oglądam.

Castle jest znany chyba większości osób czytających mój blog. A jeśli nie to serial opowiada o przygodach policjantki i pisarza, którzy szuka natchnienia do pisania swoich książek. Jak ja to lubię mówić, on pisze o morderstwach, a ona je rozwiązuje z jego pomocą. Jest to para bardzo dobrana, irytująca siebie nawzajem, ale co ważniejsze jest między nimi ta chemia.

Wracając do piosenki, utwór ten jest ulubionym kawałkiem głównej pary bohaterów i w miarę często jest motywem przewodnim w ważniejszych scenach serialu. Podobnie jak piosenka wykonywana w serialu Poldark – ta jest odtwarzana ostatnio bardzo często w moim skromnym domostwie. Nawet w chwili obecnej jej słucham, by jeszcze lepiej nastroić się do pisania o niej. Tak jak mam w zwyczaju, zamieszczę polski i angielski tekst oraz linka do filmiki na YT. Zapraszam was serdecznie do posłuchania.

A tym bardziej zapraszam do zapoznania się z duetem serialowym – Beckett i Castle z serialu Castle (dla chcących 8 sezonów dobrego serialu i śmiechu).

Angielski Tekst:

Nothing goes as planned
Everything will break
People say goodbye
In their own special way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Everything will change
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone’s to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
No I cannot get you out
No I cannot get you out
Oh no, I cannot get you out
No I cannot get you…
Everything is dark
It’s more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
No, i cannot get you out
No, i cannot get you out…
Oh no, I cannot get you…

A teraz polskie tłumaczenie:

Nic nie idzie zgodnie z planem
Wszystko się rozpadnie
Ludzie mówią żegnaj
Na swój specjalny sposób
Wszystko, na czym możesz polegać
I wszystko co możesz udać
Zostawi cię z rana
Znajdzie za dnia
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś , bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Wszystko się zmieni
Nic nie zostanie takie samo
Nikt nie jest idealny
Oh, ale każdy jest winny
Wszystko, na czym możesz polegać
I wszystko co możesz ocalić
Zostawi cię z rana
Znajdzie za dnia
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś, bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Wszystko jest ciemne
To więcej, niż możesz znieść
Ale łapiesz promienie słońca
Świecące
Świecące na twoją twarz
Twoją twarz
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś, bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh nie, nie mogę się ciebie pozbyć

Poniżej link do YT:

Miłego słuchania i do spisania 😉

Wasza Molcia

Udostępnij

Po raz kolejny Witam Was 😉

i to nie ostatni dzisiaj raz 🙂

Tak jak wspominałam w poprzednim poście – mam zamiar powiedzieć kilka słów o wyżej wymienionej serii książek. Winston Graham to angielski pisarz urodzony w 1908 roku i autor ponad 40 książek, w tym serii 12 książek opowiadających o rodzinie Poldark.

Pierwsza część tej serii została wydana w 1945 roku, a ostatni 12 tom w 2002 roku. Głównym bohaterem sagi jest Ross Poldark – kapitan powracający do Kornwalii po wojnach toczonych w Ameryce – próbując uratować coś z majątku ojca. Ogólnie nic więcej na temat książek nie wiem – bo mam w planach dopiero je przeczytać i to w dodatku po angielsku, więc czeka mnie nie lada wyzwanie.

Ale zapytacie się czemu akurat ta seria?! Otóż są dwa powody:

  • po pierwsze – lubię ten okres w historii, Anglia XVIII wieczna to jest to coś co zawsze mnie pasjonowało, poza tym to bardzo ciekawy okres w historii całej Europy.
  • po drugie – serial który powstał na podstawie tej sagi. Uwierzcie mi, gdy przyjaciółka mi go poleciła podeszłam do niego sceptycznie. Ale dzisiaj to po prostu to istny obłęd się zaczął, skoro jestem wstanie czytać książkę w oryginale 🙂

Wracając do serialu – jest obecnie transmitowany w TVP1 pod tytułem „Poldark – Wichry losu” raz w tygodniu od 15 stycznia 2016 roku, i jeśli się nie mylę to w niedziele. Na chwilę obecną jest tylko jeden sezon, ale na jesień ma ruszyć 2 sezon historii Rossa Poldarka i Demelzy – dwójki głównych bohaterów. Pierwszy sezon opiera się na pierwszych dwóch tomach, kolejny będzie odnosił się do trzeciej i czwartej książki z serii. Zachęcam was do obejrzenia serialu – jeśli ktoś lubi te klimaty, a tym bardziej do sięgnięcia po książkę. Podobno bardzo fajna, ja się przekonam już niebawem 🙂 No i na szczęście wydawnictwo Czarna Owca wydaje już 17 lutego w wersji polskiej pierwszy tom sagi 😀

A poniżej tak na zakończenie posta – piosenka, która chodzi za mną od tygodnia jak oglądam Poldarka 😉 więc jak najbardziej w klimacie utrzyma.

Pozdrawiam Molcia 😉

Udostępnij

Witam!

Siedząc dzisiaj przed kompem i oglądając zaległe odcinki serialu Dowodów Zbrodni, natknęłam się na odcinek mówiący o Amerykańskim Korpusie Pilotów Kobiet z okresu II Wojny Światowej który powstał w wrześniu 1942 roku. Przyznam się, że odkąd interesuję się historią nie natknęłam się na WASP podczas nauki czy też ciekawostek z II WŚ. Dzisiaj zaczęłam znowu trochę grzebać w internecie, pewnie dokopię się do kilku ciekawych historii. Jednak dzisiaj tylko tak krótko.

WASP czyli Women Airforce Service Pilots była organizacją para militarną w której kobiety pokazywały jak są przydatne dla kraju. Kobiety jako cywile latały na wojskowych maszynach. 5 sierpnia 1943 roku pod nazwę WAPS dołączono jeszcze dwie jednostki WFTD (Departament Szkolący Kobiety Latające) i WAFS tworząc grupę 1074 kobiet latających jako „Piękne Osy”. Kobiety te przeleciały ponad 60 milionów mil na różnych typach wojskowych samolotów. WASP było elitarną jednostką – z 25 tysięcy ochotniczek tylko 1074 kobiety miały możliwość reprezentować i konkurować z mężczyznami na froncie powietrznym. Każda z Os posiadała już doświadczenie a co ważniejsze było – licencję Pilota. Każda z kobiet musiała mieć za sobą około 1400 godzin latania oraz orientacji pilotażowej. Podczas 30 dniowej orientacji dochodziło im – dowiedzenie się jak wypełniać dokumentację wojskową oraz zasady na jakiś się lata się w wojsku. Następnie dostawy przydziały i latały już na poszczególne misje.

Były prowadzone dwie grupy:

  • pierwsza przez Nancy Love w Wilmington (łącznie wyszło spod jej skrzydła 19 grup)
  • druga przez Jacqueline Cochran w Houston (łącznie wyszkoliła 18 grup)

Kobiety posiadały minimalną opiekę zdrowotną, ubezpieczenie na życie, musiały szukać na własną rękę zakwaterowania. Niektóre nawet nie posiadały stosownego umundurowania. Z brakami w administracji, transporcie oraz maszynach rozpoczynały szkolenia, a później również pracę na trasach lotniczych.

Pierwszą tragedią jaka się wydarzyła była katastrofa 7 marca 1943 roku. Rozbiły się wtedy – Margaret Oldenburg z 43-W-4 i jej instruktorka, Norris G. Morgan. Rozbiły się siedem mil na południe od Houston i zginęły na miejscu wyniku zderzenia z ziemią.

Na razie tyle w temacie 🙂 Postaram się cosik znowu dopisać na ten temat. Jednak najpierw muszę potłumaczyć sobie z Angielskiego. Chociaż przyznam się, że temat mnie mocno zainteresował. Więc mam kolejny temat nad którym mogę trochę posiedzieć i poszerzyć wiedzę. A mówią, że seriale ogłupiają – jednak mój czegoś mnie nauczył 😉

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witajcie!

Dzisiaj wpis zacznę cytatem:

„Wszyscy dokonujemy trudnych decyzji i potrzebujemy różnych rzeczy. W końcu uczymy się, jak określić nasze szczęście na naszych warunkach, pomimo bólu, który spowodowali inni ludzie.”

Słowa te usłyszałam w jednym z odcinków mojego serialu. A po wczorajszym wieczorze z moją siostrą jestem w stanie je potwierdzić. Bardzo rzadko zdarza mi się patrzeć jak moja najstarsza siostra płacze, przeważnie jest osobą bardzo zaciętą i nie łatwo okazuje swoje uczucia – zresztą jak mama. Jednak wczoraj tama w końcu puściła, pierwszy raz odkąd pamiętam widziałam ją bezsilną, zdołowaną i przygnębioną. A wszystko spowodowane całą tą sytuacją rodziną jaka na nas spadła po śmierci mamy.

Patrząc wczoraj na nią zastanawiałam się jak długo ja musiałam się w sobie zbierać by właśnie tak ciągle nie reagować, ile sił i nerwów mnie to kosztowało. Ile straconego czasu na stawianie potrzeb mojego rodzeństwa ponad moje. I tak wczoraj patrząc na nią próbowałam jej pomóc, rozmawiać – radzić. Bo przeszłam przez to samo. A jednak nigdy nie zdarzyło mi się jej aż tak pocieszyć jak wczoraj. Nie raz widziałam jak wyzywa, jak odreagowuje – ale takiego widoku jak wczoraj… Fakt – mówi się, że rodziny się nie wybiera, jednak nie można odpowiadać za wszystko co ona robi. I to właśnie chyba ostatnio zbyt dobitnie sobie uświadamiam. Że w końcu idę po rozum do głowy i staram się odseparować od tych ciągłych oskarżeń, niechęci i zazdrości. Może nie zawsze mi to wychodzi, ale na pewno jestem w lepszej sytuacji niż moja siostra. Po raz pierwszy wczoraj naprawdę jej współczułam.

W ostatnich dniach miałam bardzo dużo trudnych emocjonalnie chwile, a jednak dzisiaj siedzę i piszę o nich spokojnie w pamiętniku i wspominam tutaj. I chociaż wiele kosztowało mnie wczoraj utrzymanie nerwów na wodzy i nie zadzwonienie do rodzeństwa i ich opierdzielenie, dałam radę. Z Siostrą też dzisiaj rozmawiałam i powtórzyłam jej jeszcze raz to samo co wczoraj. I mam nadzieję, że w końcu weźmie się w garść tak jak ja i nie da sobie więcej w kaszę dmuchać.

A moja reakcja?

Pomimo tej sytuacji ja po prostu dzisiaj się z tego śmieję… Tak chce mi się z tego śmiać, że nawet mocno się zastanawiam czy jestem normalna. Ale nie mam już ochoty reagować złością, nerwami, łzami… A przecież śmiech przedłuża życie i człowiek lepiej się czuje. Prawda? No i właśnie dlatego dzisiaj ten cytat z OTH. Bo ja po tych kilkunastu miesiącach w końcu staram się o szczęście na własnych warunkach, z większymi lub mniejszymi wpadkami. Jednak widzę, że coraz mniej jest chwil kiedy płaczę – bo zabrakło mi już tego potoku łez.

Coraz mniej się denerwuje – bo nie ja odpowiadam za poczynania mojego „kochanego” rodzeństwa. A przede wszystkim powoli w sercu czuję coraz mniej nienawiści do nich… Może żal pozostaje, ale mija gniew i uczucie niechęci. I pomimo to, iż nie wiem jak ułoży mi się życie, jak długo ono jeszcze potrwa. Wiem jedno – muszę patrzeć na siebie i osoby, dla których jestem w stanie coś zrobić i wiem, że one to docenią. Choć pewnie i tu nie raz jeszcze się przejadę. W każdym bądź razie takie jest życie. I chyba na tym dzisiaj skończę.

Do usłyszenia niebawem 😉 Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was Kochani Czytelnicy!

No to pora na kolejną moją pasję jaka są seriale. Jednym z licznych jakie oglądam/oglądałam to Chirurdzy. W jednym z odcinków było kilka ciekawych cytató dotyczących żałoby – okresu który dotyczy każdego z nas. Zapraszam do przejrzenia ich:

„Słownik definiuje żałobę jako przytłaczające cierpienie psychiczne albo boleść po nieszczęściu lub stracie. Dojmujący smutek, bolesny żal. Jako chirurdzy, naukowcy nauczyliśmy się polegać na książkach, definicjach, jednoznacznościach. Ale w życiu… Ścisłe definicje rzadko się sprawdzają.”

„W Życiu… Żałoba może wyglądać jak mnóstwo rzeczy, słabo przypominających dominujący smutek.”

„Miał cel. Chciał ratować ludzi. A teraz nie będzie miał takiej szansy. Nie ma szansy niczego dokonać, ale Ty masz. Mogłabyś pójść na medycynę. Spotykać się z przyjaciółmi. Nieważne, co byś zrobiła. Zrób coś ze swoim życiem, bo je masz. Przeżyłaś. (…) Więc idź i żyj, do cholery.”

„Wszyscy przechodzimy przez żałobę, ale u każdego wygląda ona inaczej. Nie tylko śmierć wywołuje żałobę. To również życie, strata, zmiana. I kiedy zastanawiamy się, dlaczego musi być tak beznadziejnie, musi tak bardzo boleć, trzeba pamiętać, że wszystko może się nagle odmienić. Właśnie tak pozostajesz wśród żywych. Kiedy boli tak bardzo, że nie możesz oddychać, dzięki temu żyjesz. Pamiętając ten jeden dzień, jakoś… niemożliwie… Nie będziesz już tak czuć, nie będzie tak bardzo boleć. żałoba przychodzi do każdego w swoim czasie, na swój własny sposób. Najlepsze, co możemy zrobić, co ktokolwiek może zrobić, to zdobyć się na szczerość. Najbardziej kijową rzeczą, najgorszą częścią żałoby jest to, że nie można jej kontrolować. Najlepsze co możemy zrobić, to ją przyjąć, kiedy przyjdzie. I odpuścić, kiedy będziemy gotowi. Najgorsze jest to, że kiedy już myślimy, że minęło, zaczyna się od początku. I zawsze, za każdym razem… Odbiera Ci to oddech. Jest pięć etapów żałoby… U każdego przebiegają inaczej, ale zawsze jest ich pięć. Zaprzeczenie. Gniew. Targowanie się. Depresja. Akceptacja.”

Oto link do serialu na platformie Filmweb:

http://www.filmweb.pl/serial/Chirurdzy-2005-165277

Zachęcam do zajrzenia 🙂 i obejrzenia serialu. Jeśli ktoś lubi medycynę i perypetie życiowe.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij