Witajcie Kochani!

Na początek przeprosiny się wam należą, nie pisałam bardzo długooo. Od powrotu do domu, jestem w ciągłym wirze remontowania mieszkania i małych urlopów, że nie mam głowy do tego by pisać. Ale obiecuję, poprawię się 🙂 Zresztą mam już dla Was kilka postów przygotowanych. A zaczniemy od tego. Jak wspominałam jakiś czas temu na instagramie – chce wam przedstawić pozycję „Był sobie Pies”. Książka naprawdę dobra. Popłakałam się na niej aż 4 razy, co zdarza mi się naprawdę rzadko w mojej karierze „mola książkowego”. Ponadto na podstawie książki powstał, też film – który jest dobry dla całej rodziny do zobaczenia.

Każdy z nas jako dziecko marzył o tym by posiadać psa. Jednym udało się to marzenie zrealizować, innym nie. A jednak posiadanie takiego psa jest naprawdę sporą odpowiedzialnością. To tak jakby posiadanie dziecka, tylko ono nigdy się nie wyprowadzi z domu. Pies jednak jest zawsze oddanym przyjacielem, i jest przy nas niezależnie od sytuacji.
Moim marzeniem od zawsze było posiadanie psa rasy Labradora Golden Retrivier, Bernardyna lub Owczarka Niemieckiego. Jednak jako dziecko nie mogłam ze względu na to, iż moja mama była uczulona.

A o czym jest ta historia?

Książka i film opowiada o kilku kolejnych żywotach psa, który pamięta co działo się z nim wcześniej. Bailey to labrador który trafia w ręce chłopca o imieniu Ethan. Bailey uczy się różnych rzeczy, które wykorzystuje potem w kolejnych swoich wcieleniach, wciąż pamiętając o wielkiej miłości jaką darzył swojego chłopca. Film i książka mają jeden cel – pokazać, że miłość nie zna granic, a nasi najbliżsi zawsze są przy nas. To cel kiedy stajemy się dla kogoś przyjacielem. Ponadto pies przez cały czas zastanawia się co jest sensem jego życia. Podsumowując książka i film są dobrym przygotowaniem do posiadania psa lub chęci adoptowania go. Zarówno książka jak i film podkreślają – że to od nas, a nie psa zależy jak wyglądać będzie nasze życie z czworonogiem.

I to prowadzi mnie do tematu tego, jak zadbać o nasze psiaki w nadchodzącym okresie zimowym. Wiadomo, że każda rasa psa potrzebuje odpowiedniego wyposażenia do domu jak i na spacerki. Przez kilka miesięcy miałam okazję pracować w sklepach zoologicznych, więc napomknę o kilku rzeczach.

W co warto zaopatrzyć czworonoga?!

Po pierwsze – potrzebują one specjalnej karmy. Jeśli mamy rasowe psy – wiadomo nie mogą one wszystkiego jeść co tradycyjny kundelek. Mamy dwa rodzaje karmy – suchą i chyba najczęściej preferowaną przez posiadaczy czworonogów oraz mokrą (typu konserwy), wiadomo również że musimy jakoś rozpieszczać nasze czworonogi, więc warto przyjrzeć się też różnym smakołykom jakie są na półkach. Osobiście chyba największą różnorodność widziałam marki Pedigree, ale nie powiem często też dla rasowych psów polecana jest karma firmy Royal Canin, np. Royal Canin dla Labradora.

Po drugie – ubranka dla psa. Jeśli nam jest w zimę zimno, to co powiedzieć o naszych wiernych towarzyszach?! Nie jestem promotorem „strojenia” psów, ale ubranka typu płaszcz czy też ocieplacze na łapy, kiedy na dworze jest około -20 stopni nie są dla mnie głupim pomysłem.

Po trzecie – w domu czy w mieszkaniu – pupil ma swoje legowisko. Warto byłoby też czasami zadbać by było mu w nim wygodnie. Ja osobiście wybierałam prawie 3h materac do łóżka, więc czemu dla psa miałoby być inaczej. Kiedy pracowałam przy inwentaryzacjach, zazwyczaj zajmowałam się legowiskami – jako tłumacz zagranicą najszybciej mogłam się dopytać o ceny – spowodowało to, że miałam okazję poznać trochę różnych wariantów poszczególnych firm. Najbardziej do gustu przypadła mi firma Trixie – która też jest dostępna na polskim rynku. Moją ulubioną wizualnie linią było Legowisko „Charly” – miękkie w dotyku, fajnie i łatwe do przenoszenia i co chyba najważniejsze – lekkie. Jeśli podróżujemy z psiakiem – lekkie legowisko jest dużym ułatwieniem 🙂

Oraz ostatni punkt o którym moim zdaniem warto wspomnieć – to zabawki i inne akcesoria dla psiaków. Wiadomo, że nie samą pracą człowiek żyje, więc czasem fajnie byłoby poskakać ze swoim czworonogiem 😉 No i tutaj kłania się nam cała masa przeróżnych zabawek dla psa i akcesoriów ułatwiających życie nam i naszym czworonogom. Chociażby – Gryzaki świetnie zastąpią nasze buty lub ubrania, maty do drapania zastąpią nasze meble 😉 Czego chcieć więcej, sama radość dla nas i psiaka.

To tyle na dzisiaj 😉 Mam nadzieję, że skorzystacie z posta 🙂

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Zastanawiam się co napisać, ale sama już nie wiem. Ostatnio spotkało mnie kolejne nieszczęście… Umarła mi bardzo bliska osoba, była dla mnie jak druga mama. I teraz szczerze jakoś sobie nie radzę z uczuciami względem tego wszystkiego. Wyrzucam sobie, że nie starałam się bardziej, nie dzwoniłam częściej i nie pomagałam. Jednak płakanie nad rozlanym mlekiem nie pomorze. Ta osoba już nie cierpi, i wiem, że nie chciałaby bym i ja się zamęczała. A jednak płaczę kiedy ją wspominam. Tak samo jak zawsze gdy wspominam mamę.

Ta ciocia była nie tylko moją przyjaciółką, ale zastępowała mi też mamę, babcię i traktowała mnie jak swoją przyszywaną wnuczkę. To z nią mogłam rozmawiać o mamie, wspominać dobre chwilę z mamą. To ona pomagała mi przejść przez trudny okres choroby mamy i po jej śmierci. Ciocia była dla mnie ostoją i jakimś stałym punktem w planie dnia. Codzienne rozmowy i odwiedziny kiedy przebywałam w domu. Zapominam się już też iż pod tym numerem już nigdy więcej nie usłyszę tego ciepłego i miłego głosu Cioci. A teraz mam już tylko kolejne miejsce na cmentarzu do odwiedzania…

Nie powinno mi być smutno, bo wiem, że ciocia chorowała i jest teraz tak lepiej. Ale jakoś nie mogę. Ehhh na serio trochę to dla mnie ciężkie psychicznie, bo straciłam kolejną ważną dla mnie osobę i to grono coraz bardziej się uszczupla. Ale wiem, że nadal mam ostoje w postaci moich przyjaciół. I jakoś znowu sobie wszystko poukładam z czasem. A jak to zobaczy za jakiś czas. Jak to mówią, co nas nie zabije to nas wzmocni…

Na razie, Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Po takiej długiej przerwie w pisaniu. Ale jak ostatnio wspominałam miałam u siebie przyjaciółkę, spędziłam trochę czasu w pracy i z nią oraz z drugą przyjaciółką. Ostatnie tygodnie pokazały mi, jak bardzo czasami potrzebuję towarzystwa. I potwierdzają słowa, które kiedyś czytałam w książce pt. „Kubuś Puchatek”:

„- Puchatku! – zawołał Prosiaczek.
– Tak, Prosiaczku? – Odpowiedział Puchatek
– Nic, chce się tylko upewnić, że jesteś obok mnie przyjacielu.
– Jestem, zawsze!”

Ostatnie dni pokazały mi, że potrafię być wredna i drobnostkowa – jednak jestem człowiekiem, który tęskni i oddałby wszystko co może swoim najbliższym. A takimi  właśnie osobami są dla mnie – moi przyjaciele. Od wielu lat się powtarza, że w obecnym świecie mieć jednego prawdziwego przyjaciela to cud, prawdziwe złoto. Ja mam ich aż pięciu, za których jestem ogromnie wdzięczna. Bo zawsze, bez względu na wszystko – mogę na nich polegać, mogę z nimi porozmawiać, poradzić się, pośmiać czy nawet pobeczeć. I może nie zawsze jestem ideałem w tej relacji, znamy się i staramy się nawzajem znosić i tolerować swoje dziwactwa.

Moje złoto

Już nie raz o nich pisałam. Nie raz dziękowałam losowi za nich, i pewnie nadal będę. Nie muszę się rozpisywać nie wiadomo ile. Ostatnio jak byłam z przyjaciółką w Świerklańcu, to ona bez problemu wyczuła, że coś mnie gnębi. I byłam jej wdzięczna za to, że potrafi to zauważyć, wyczuć.

Bo pomimo, iż ostatnio miałam naprawdę wspaniały czas z moimi przyjaciółkami. To gdzieś w podświadomości miałam mały kłopot. Przy moich wojażach po Polsce czułam się wolna i przez to miałam wyrzuty sumienia. Bo kiedy moja mama żyła, nigdy nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. A teraz kiedy jej nie ma – poznaję na nowo świat, poznaję jego piękno… I jest mi przykro, że odkrywam to wszystko sama, bez niej u boku. Może, jest to głupie… Sama już nie wiem, pewnie to kolejny problem do omówienia na terapii u Psychiatry.

Jednak czasami żałuję, że mama pozbawiała się wszystkiego z powodu innych, że ja też musiałam przez większość czasu pozbawiać się odrobiny przygody – bo nie mogłyśmy z jakiś powodów. Nie mam do niej o to specjalnych pretensji, ale to powoduje, że  brakuję mi tych wspomnień, ciekawych i radosnych do pielęgnowania czy oglądania na fotografiach. Brakuje mi po prostu tych wspomnień. By móc pamiętać mamę inaczej niż zazwyczaj. Teraz tworzę sama swoją historię, swoje wspomnienia i realizuję swoje jakieś marzenia. W gronie osób które szanuję i cenię, które można powiedzieć w pewien sposób kocham.

To znowu mi ostatnio tak przysłowiowo leżało na wątrobie. Nie jest to składnie i ładnie, trudno się mówi. Jednak musiałam to z siebie wyrzucić.

Na razie i do usłyszenia
Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was serdecznie!

Po tak długiej przerwie. Wybaczcie je, ale mam gościa w domu i trochę więcej rzeczy do załatwiania w ostatnim czasie i tak jakoś to schodzi. Dzisiaj będąc już po kawce i nocy w pracy :), postanowiłam opisać Wam trochę mój weekendowy wypad do Moszny wraz z przyjaciółkami.

Otóż w tej miejscowości mieści się piękny zamek rodu Tiele-Winckler, który pochodzi z mojego rodzinnego miasta. Tiele-Wincklerowie byli śląsko-meklemburskim rodem szlacheckim, wywodzący się z Kurlandii. Zaliczanym do szlachty śląskiej. Powstał on poprzez Chrystiana Gottlieba von Tiele, który żył w latach 1751 – 1811. Ród prawa szlacheckie dostał dopiero w 1905 roku, gdzie mógł być już dziedziczony – jako pruski tytuł baronów. Można wyróżnić w rodzie dwie linie – starszą (która panowała w moim mieście i na górnym Śląsku) oraz młodszą.

Gałąź Tiele-Winckler założył Hubert von Tiele – Winckler, który żył w latach 1823 – 1893. W moim mieście najbardziej znaną postacią jest Ewa von Tiele-Winckler lub znana również jako Matka Ewa. Była ona założycielką zgromadzenia diakonis „Ostoja Pokoju” w Miechowicach. Obecnie można odwiedzać dom Matki Ewy jako miejsce uważane jako Zabytek, a pod nazwą „Ostoja Pokoju” znajduje się Dom Opieki pod wezwaniem Ewangelickim.

Główną posiadłością był wspomniany przeze mnie zamek w Mosznie, który miałam okazję zwiedzać. Bardzo ładny, dobrze zachowany i opowiadający historię z ostatnich 200 lat 🙂 Wycieczkę można było uznać za bardzo udaną, pogoda dopisywała, a zdjęcia wychodził bardzo ładnie. No i właśnie poniżej kilka fotek dla was z Zamku (pierwsze dwie mojego autorstwa, kolejne z stronek).

 

 

Zapraszam Was serdecznie – jeśli macie jakieś wolny chwile, jedźcie a nie pożałujecie. Jest co zwiedzać, jest gdzie miło spędzić czas w gronie rodziny lub z przyjaciółmi.

Pozdrawiam, Wasza Molcia 🙂

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Jest druga nad ranem a ja spać nie potrafię. Zatem pomyślałam że wykorzystam to do pisania.
Ostatnio miałam małe załamanie z powodu bardzo trywialnego, a jednak gdzieś tam w sercu moim ważnego. Otóż kończąc teraz moją edukację błędnie myślałam, że nie będę miała z kim dzielić swojego sukcesu, kolejnej ważnej i szczęśliwej chwili w moim życiu. Z błędu jak zawsze wyprowadziła mnie moja przyjaciółka. Bo mam wspaniałych ludzi którzy są moimi przyjaciółmi i tak jakby jednocześnie najbliższą Mi rodziną. Cała trójka przyjaciół dała mi do zrozumienia i odczucia, że zależy im by mnie wspierać i się ze mną cieszyć pomimo swoich problemów i planów. Jestem im niezmiernie wdzięczna – bo sądziłam że po śmierci Mamy już nikogo nie będę takiego miała. Nie wiem czym zasłużyłam sobie na taką wspaniałą przyjaźń z ich strony, ale zawsze staram się być też dla nich kimś na kogo mogą liczyć. I teraz to okazywanie gotowości wyszło również z ich strony. Jestem im bardzo serdecznie za to wdzięczna.

To chyba na tyle w tym krótkim temacie. Do spisania niebawem,
Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Ostatnio nie mam czasu – co zresztą można zauważyć po ilości wpisów. Jednak nie o tym dzisiaj. Przez ostatni tydzień miałam prawdziwą wojnę nerwów i nieprzyjemnych sytuacji. Co najbardziej chyba mnie boli – to zachowanie niektórych osób.

Od jakiegoś czasu staram się walczyć z wspomnieniami, które nie są przyjemne. Walka ta trochę wygląda, jak próby przejścia chociaż kawałka drogi podczas okropnej wichury. I pomimo, że zrobię jeden krok do przodu – za chwilę cofam się o dwa, a nawet i więcej. Walczę z nimi nie ustanie od długich już lat, ale ostatnie tygodnie są szczególnie pod tym względem trudne. Bez pomocy kilku osób nie dałabym rady – jednak boli mnie bardzo, jak wiele osób potrafi łatwo mnie osądzić na podstawie skąpych informacji o tych przeżyciach.

Jedna uwaga – ile może zdziałać?!

Nawet nie wiecie ile jedna głupia uwaga może wyrządzić krzywdy – osobie która te piekło przeżywa przez 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 lub 366 dni w roku przez jakiś okres. Rozmowy pomagają w dużej mierze z zaprzyjaźnionymi osobami, jednak w sercu i umyśle to ciągle otwarta rana, która bardzo powoli się goi. A nie muszę tłumaczyć każdemu z osobna czemu nie łatwo mi z czymś sobie poradzić. Podobno jestem twarda i zaradna – takie są o mnie opinie – ale szkoda, że nie widzicie tej drugiej strony, kiedy nie potrafię wstać z łóżka i ruszyć w świat, kiedy każda kolejna minuta jest dla mnie torturą.

Zdarzają się dni, kiedy wszystko się układa i wierzę, że będzie lepiej. Jednak już następnego dnia mój spokój i wiara uciekają jak powietrze z balonu – bo znowu stanęłam pod murem, znowu ktoś zażartował sobie w niestosowny lub niewłaściwy sposób. Najlepsze jest to, że wiele osób naprawdę – nawet znając prawdę – nie potrafią zrezygnować by jakoś jej nie skomentować. Czasami aż zadziwia mnie to jak ludzie potrafią być egoistyczni. Fakt nikt ideałem nie jest i nie będzie, ja również – jednak można starać się jakoś uważać na odczucia innych (co mi ostatnio też niestety za dobrze nie wychodzi).

Nie jestem ideałem

Sama wiem, że wiele razy dopięłam taką szpilkę moim najbliższym osobą, i pomimo szczerych przeprosić – dalej czuję się jak ostatni drań. Jednak wiem że takim zachowaniem podkopuję ich zaufanie do mnie, że czasami potem człowiek się zatrzymuję na chwilę i zastanawia się czy warto znowu coś powiedzieć tej osobie, by mi się nie odgryzła niespodziewanie. Andrew Davidson napisał kiedyś, że to nasze blizny czynią nas tym kim jesteśmy. A ja się zgadzam z tym. To co każdy z nas przechodzi z pewnością w pewien sposób nas kształtuje.

Mnie życie bardzo zmieniło, nie wszyscy są w stanie to zaakceptować – jednak to już nie mój problem. Nie jestem tą samą osobą co 10 lat temu, fakt może skończyłam 18 lat i stałam się dorosłą osobą – jednak gdzieś ciągle w głębi jestem tylko dzieckiem. To jako dziecku zostało mi odebrane wszystko co najważniejsze – poczucie miłości, bezpieczeństwa i oparcia. Trudno, jakoś przeszłam przez to i teraz na nowo staram się odbudować w sobie to poczucie, tego, że komuś jeszcze na Mnie zależy. Straciłam przyjaciół – ale zyskałam kolejnych, na których wiem że mogę polegać. Nie myślę jak większość dwudziestolatków, mam całkiem inny tok myślenia zmieniony tym, że wiele przeszłam.

Kiedyś byłam bardziej radosna – teraz otwarcie mogę powiedzieć, że większość czasu jestem wrakiem psychicznym. Kiedyś bardziej byłam pomocna – teraz staram się dbać tylko o swój interes lub przyjaciół. Potrafiłam się cieszyć z życia – teraz mnie ono przeraża z każdą kolejną chwilą. I to tylko dlatego, że dostałam kilka bolesnych i ciężkich nauczek od życia.

Jakie wnioski?!

I co z tego wyniosłam, pewnie się zapytacie. Szczerze?! Nie wiele, tylko to co zawsze się powtarza od wielu stuleci – życie jest pełne wzlotów i upadków, rozczarowań i szczęśliwych chwil. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Jedni pozostają na chwilę, ale potrafią zrujnować Ci całe życie, drudzy zostają na dłużej i pomagają Ci uporać się z tym całym bałaganem. To moje wnioski – żadne odkrywcze, nie nowe, znane od dawien dawna. A jednak pomimo iż mówi się o tym, najczęściej człowiek przekonuje się o tym sam po doświadczeniach i próbach.

Mama mi zawsze powtarzała bym uczyła się na jej błędach, bym swoich robiła jak najmniej, bym jak najmniej cierpiała. Szkoda, że nie do końca udało mi się zrealizować tą prośbę, jednak mam przed sobą jeszcze jakiś czas by móc nad tym popracować.

A zatem to tyle na dzisiaj, wybaczcie te bazgroły. Do usłyszenia wkrótce 🙂 Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Muszę przyznać, że tytuł dzisiejszego wpisu po postu wynika z tego, że jak zwykle bywa gdy odprowadzam swoją przyjaciółkę na busa czy też ona mnie – ja zawsze płaczę. Pomimo, że większość osób to irytuje, mnie dzisiaj powiedziano iż to coś dobrego. Znaczy to, że mi zależy na tej osobie. Pomimo, iż wiem, że za jakiś czas znowu się spotkamy, a jutro będę do niej dzwonić i bulwersować się na pracę, że będziemy rozmawiać – to jednak te łzy nawet nie chcą przestać płynąć. Wiem, że to głupie podejście.

Ale z drugiej strony wiem też, że to świadczy o tym jak mi zależy na tej osobie, na tej więzi między nami, że zależy mi na tej przyjaźni. Wiecie im bardziej ostatnio wątpię w siebie – a zdarza się to bardzo często, i zaczynam wątpić w to, że jakoś mi się w końcu wszystko poukłada, tym bardziej przekonuję się, że mam wokół siebie ludzi, którym na mnie zależy. To te osoby sprawiają, że pomimo moich wad, niedociągnięć, nieprzemyślanych czasem słów, niesamowicie zmiennych humorów – ja staram się coś robić dla nich, jednocześnie robiąc też dla siebie.

Zawsze mogę na nich liczyć

Mam ich przy sobie kiedy chce porozmawiać, nie osądzają mnie na podstawie moich decyzji, nie każą robić tego czy owego – chociaż nie zawsze tak to się kończy, doradzają w rozsądny sposób i co ważniejsze nie wchodzą butami w moje życie jakby to było coś normalnego. Zdarza się, że powiedzą mi z prosto z mostu, że coś odwalam i że w ogóle mam wrzucić na luz, bo za bardzo się martwię albo panikuję. Oni po prostu starają się mi pomóc i to jest w nich wspaniałe. Dzięki tym trzem osobom ten weekend w Krakowie, który właśnie dobiega do końca był niesamowity.

Pełen śmiechu, rozmowy, zabawy, relaksu i co ważniejsze złapania dla mnie jakieś dystansu znowu co do poniektórych spraw. Pomimo nieprzyjemności jakie mnie spotkały, ten weekend był naprawdę udany. I nie mówię tego tylko dlatego by im się przypodobać, ja po prostu czuję to. A wracając do tytułu postu – za każdym razem gdy odprowadzam kogoś mi bliskiego, i wiem że znów się spotkamy za jakiś czas – moje oczy same są zaszklone w momencie. Przyjaciółka powiedziała mi – że to oznacza, iż zależy mi bardzo na tej osobie, że jest mi bliska. I taka jest prosta, ale realna prawda.

Kończąc ten wpis zacytuję książkę dla dzieci, dobrze znaną każdemu z nas. „Kubuś Puchatek” Alana A. Milne’a:

  • A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając misiową łapkę. – Co wtedy?
  • Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, ten drugi ktoś nigdy nie znika.

To bardzo prawdziwe słowa. I właśnie je kieruję do moich przyjaciół. Pomimo, że znamy się od różnej ilości czasu, poznaliśmy się w różnych okolicznościach, pomimo różnić wiekowych, różnic zdania, pomimo różnych zainteresowań – jesteśmy zgraną ekipą, która potrafi pomóc i zatroszczyć się o siebie. I za to wam dziękuję. A podsumuję wpis ostatnimi słowami: „Przyjaźń jest naturalną harmonią, połączeniem przeciwieństw.” (Simone Weil).

I tym kończę, pozdrawiam Was i do usłyszenia. Wasza Molcia 🙂

Ps. A i tak na małe zakończenie coś do posłuchania, po mych wywodach w wykonaniu oryginalnym przez Jamesa Taylora oraz moja bardziej ulubionej wersji wykonywanej przez: Celine Dion, Shanaia Twain, Carole King i Glorię Estefan. Pozdrawiam :*

Udostępnij

Witam Kochani!

Przepraszam was najmocniej za moją 8 dniową nieobecność, bo jakoś nie umiałam się zebrać by coś napisać. Od poniedziałku zaczęłam praktyki zawodowe, więc jest nawet bardzo ciekawie i bardzo nie czasowo u mnie 🙂 Jest wiele sytuacji miłych i kilka nie przyjemnych, ale wszystko to buduje każdego z nas. Ale teraz tak trochę z innej perspektywy chciałabym coś napisać.

Od paru dni chodzi mi po głowie pewna piosenka. Mówi o kimś bliskim dla nas – kto potrafi nas podnieść w każdej sytuacji. Ja mogę powiedzieć, że ta piosenka idealnie pasuje do 3 osób bardzo ważnych w moim życiu. To osoby mi bliskie, wspierające mnie i będące moimi przyjaciółkami – 3 niesamowite, doświadczone kobiety, które mają głowę na karku i co najważniejsze nie są w moim wieku. Co chyba najbardziej mnie cieszy – bo każda z nich potrafi mi doradzić z innej perspektywy, z innego punktu odniesienia do swojego doświadczenia.

A wiecie co cenię u nich najbardziej?! To, że potrafią zwrócić się do mnie o pomoc, jeśli jest im ona potrzebna. Że nie wstydzą się o nią poprosić, nie mają takich oporów jak ja. Cenię u nich również to, że rozmawiają ze mną o wszystkim, tylko im potrafię powiedzieć co mi na duszy leży. Nie wyobrażam sobie dnia bez napisania, zamienienia słowa czy nawet nie pomyślenia o nich. To dzięki nim jestem teraz taką a nie inną osobą. To też dzięki nim podejmuję teraz takie decyzje. I chociaż nie zawsze jestem w stanie zrobić dla nich wszystkiego, ale wiem jedno – potrafię się im odpłacić tym samym – co One mi dają.

Te trzy Kobiety są wyjątkowymi osobami, bo codziennie mam możliwość widzieć jak zmagają się z tą szarą rzeczywistością. I codziennie daje mi to siły by robić to samo, co one – czyli walczyć o swoje szczęście, nie uzależniając go od innych. Zatem dzisiaj piosenka dla nich i o nich.

Kochane moje Przyjaciółki i Towarzyszki dla was coś co jest pięknym oddaniem słów jakie od zawsze chciałabym do was kierować, gdybym umiała tak ładnie ułożyć to co czuję w swoim sercu:

A tutaj tłumaczenie:

Kiedy jestem załamany i moja dusza jest taka zmęczona
Kiedy przychodzą kłopoty i moje serce zostaje obciążone
Wtedy wciąż jestem i czekam tutaj w ciszy
Aż przyjdziesz i usiądziesz ze mną na chwilę  

Podnosisz mnie, bym mógł stanąć na wysokich górach
Podnosisz mnie, bym przeszedł po wzburzonym morzu
Jestem silny, kiedy jestem w Twoich ramionach
Podnosisz mnie, bym był kimś więcej niż potrafię być.  

Podnosisz mnie, bym mógł stanąć na wysokich górach
Podnosisz mnie, bym przeszedł po wzburzonym morzu
Jestem silny, kiedy jestem w Twoich ramionach
Podnosisz mnie, bym był kimś więcej niż potrafię być.  

Podnosisz mnie, bym mógł stanąć na wysokich górach
Podnosisz mnie, bym przeszedł po wzburzonym morzu
Jestem silny, kiedy jestem w Twoich ramionach
Podnosisz mnie, bym był kimś więcej niż potrafię być.  

Podnosisz mnie, bym mógł stanąć na wysokich górach
Podnosisz mnie, bym przeszedł po wzburzonym morzu
Jestem silny, kiedy jestem w Twoich ramionach
Podnosisz mnie, bym był kimś więcej niż potrafię być. 

Pozdrawiam Was Molcia :*

Udostępnij

Witam Was!

Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo wyczerpujące psychicznie. Chociaż może nie do końca to prawda. Początek i koniec moich Ferii (bo właśnie dzisiaj je skończyłam) miałam w bardzo fajnym i sympatycznym towarzystwie. Potem tydzień choroby (jak to mam w zwyczaju) oraz tydzień mocnej aktywności fizycznej. Ale pomimo to dość ciężko okupiłam te dni psychicznie.

Przede wszystkim zaczęłam od próby rozliczenia się z moją przeszłością i problemami które były spychane naprawdę w najdalsze zakamarki mojego umysłu. Dzięki rozmowie i powiedzeniu tego od ponad 16 lat zaczęłam czuć powoli ulgę, że w końcu ktoś wie. Że mam za sobą pierwszy krok – powiedzenie komuś o tym. Ale nie dla wzbudzenia współczucia tylko dla siebie, by móc w końcu stawić temu czoła i powiedzieć innym.

Nie jest to dla mnie łatwe, bo sprowadza się do dość bolesnych wspomnień, bolesnych doświadczeń – które odżyły z podwójną siłą niestety. Ale mam je już częściowo za sobą, teraz tylko spróbować przekuć to jeszcze w kolejną cząstkę siły jaką powinnam mieć, a będzie super.

Kolejny trudny czas

Potem przyszedł okres rozmyślania nad wszystkim co się stało, co mam zrobić – okres refleksji nad moim życiem. Może dlatego, że zmieniam w końcu mieszkanie, że będę układać na nowo swoje życie, że dokładnie dzisiaj zamknęłam za sobą okres dwóch lat wzdychania i rozpamiętywania jakiegoś debilnego uczucia, które były prawdziwe tylko dla mnie. Że w końcu przejrzałam na oczy, iż nie jest to warte, jedynie zachodzę w głowę: Czemu tak długo?! Czemu akurat teraz?! Chociaż z drugiej strony dobrze, mam już jasną sytuację i mogę próbować znowu zacząć szukać szczęścia dla siebie. Do tego problem w rodzinie – kolejny, który nie należy do najłatwiejszych. Ale pomimo to jakoś sobie z tym wszystkim radzę, co najbardziej mnie chyba zaskakuje.

„My mamy przyszłość. Mamy do kogo otworzyć gębę, mamy kogoś, kto się choć trochę nami przejmuje (…). Ja mam ciebie, a ty masz mnie.”

John SteinbeckMyszy i ludzie

Szukałam jakiegoś określenia właśnie dla jednej osoby. Przez dwa weekendy miałam okazję poznać jeszcze bliżej moją znajomą. Zastanawiam się co mam o niej napisać, poza tym co już jej powiedziałam. Mogę dziękować nie wiadomo ile razy, bo i tak nie odda to tego co czuję, mogę pisać wiele różnych słów mających głęboki sens – ale nie na tym mi zależy. Sama powiedziała mi dzisiaj przed wyjazdem, że gdyby nie to, że mieszkamy dość kawałek od siebie to nie byłoby miedzy nami tego porozumienia. Może ma rację.

Ja jestem bardzo ciężką osobą w obyciu na co dzień, pomimo że jestem otwarta i bardzo lubię poznawać innych i z nimi rozmawiać. A jednak jest coś w niej co sprawia, że próbuję wydobyć z siebie coś lepszego. Że potrafi sprawić jednym lub kilkoma słowami to czego niektórzy przez lata nie mogli dokonać. Choćby przekonać mnie, że można nosić lakier na paznokciach 😀

Chociaż może nie są to jakieś ważne czyny, są to pierdoły z życia codziennego które zmieniają mnie powoli –  a moje otoczenie to widzi i się dziwią. Nigdy bym nie powiedziała, że ktoś może tak na mnie czasem siąść, a ja nie potrafię się postawić. A podobno jestem mocno wyszczekana 😉 Nie wiem co mam jeszcze napisać. Zawsze powtarzam jej, że jestem jej wdzięczna za to – że jest. Bo gdyby nie ona może by mnie tu nie było w danej chwili. I chyba tylko tyle mogę powiedzieć by znowu nie beczeć.

Zatem co zyskałam?

Dwa tygodnie naprawdę fajne, naprawdę spożytkowane przynajmniej w moim mniemaniu dobrze. Ale dwa tygodnie ciężkiej walki psychicznej – która nie jest łatwa. Jednak każdego dnia jestem wdzięczna, że moja znajoma zmusiła mnie do postawienia tych pierwszych kroków. Bo może dzięki temu moja przeszłość pozostanie w końcu przeszłością, a przyszłość będzie w bardziej jasnych kolorach i nie będzie skrywać już ciemnych plam strachu i bólu. I taki stawiam sobie cel na kolejne tygodnie. By robić małe kroczki ku spokojowi w mojej głowie.

Zatem to tyle w ten ostatni wieczór ferii 😉 Wiem, że nie odzywałam się kilka dni, postaram się to po nadrabiać, jeśli znajdę teraz moment. Zatem na razie życzę wam kolorowych snów kochani. I do ponownego usłyszenia 😉

Wasza Molcia :*

Udostępnij

Cześć Wam!

Ostatnio bardzo dużo myślę na temat przyjaciół jakich posiadam. I w pewnym momencie chciałam coś o nich napisać, napisać coś od siebie, by pokazać ile dla mnie znaczą. Pomimo iż długi czas nie dostrzegałam, iż mam oddanych i lojalnych przyjaciół wokół siebie. Teraz chce im za to serdecznie podziękować z całego serca. Oto kilka słów dla was:

„Przyjaciel”

Słowo warte zachodu w obecnym świecie,
Mimo smutku i żalu, który panuje wokół
istnieje iskierka radości, nadziei,
właśnie dzięki przyjaźni.
Przyjaciel potrzebny, gdy smutki przygniatają,
ale też w radosnych chwilach jest obecny.
A czym się przejawia przyjaźń?
Tym, że tęsknisz za drugą osobą,
tym, że ufasz jej i powierzasz swe tajemnice,
tym, że kochasz Go jak brata lub siostrę,
tym, że dzielisz z nim szczęśliwe chwile,
oraz tym, że masz potrzeby przebywania z Nim,
gdy Ci smutno.
Cenisz Jego zdanie,
Traktujesz Go jak diament.
Tym jest przyjaźń – pamiętać trzeba jednak
by nie pochopnie o kimś powiedzieć – Przyjacielu…
Bo znaczy ono bardzo wiele.

(Autor Molcia)

Dziękuję Wam, że jesteście i pozdrawiam Was, Molcia :*

Udostępnij