Witam Was 😉

Dzisiaj kolejna osoba znana z mojego ulubionego okresu historycznego. Pewnie co po niektórzy będą wiedzieć o kogo chodzi. Jest zaliczana do najbardziej znanych i może też wpływowych Matres XIX i XX wieku. A o kim mowa?! Dzisiaj krótka notka o Katarzynie Schratt. Zapraszam:

Katharina Schtatt urodziła się 11 września 1853 roku w Baden, w Dolnej Austrii. A zmarła 18 kwietnia 1940 roku w Wiedniu. Była austriacką aktorką. Znana głównie jako „droga przyjaciółka” czy „łaskawa pani” i w opinii wielu wieloletnia kochanka cesarza Franciszka Józefa I.

Od 1883 roku pracowała w Cesarsko-Króleswkim Teatrze w Hofburgu. Cesarza poznała również w Teatrze, a ich dalsza znajomość była zasługą żony Cesarza – Cesarzowej Elżbiety. Do 1909 roku była żoną Mikołaja von Kiss, pomimo rozstania wcześniej.

Katarzyna Schratt – tajna żona cesarza

Życie Katarzyny Schratt uchodziło zawsze za coś więcej niż niezwykłe. Najważniejszym mężczyzną w jej życiu był Cesarz Austrii – Franciszek Józef I. Aktorka przez ponad trzy dekady była jego najbliższą zaufaną osobą. Przez dziesięciolecia była zaprzyjaźnionym „oknem na świat” przez które do pałacu Schönbrunn i Hofburgu docierały wiadomości do zniewolonego niczym więźnia – Cesarza Franciszka. Temat przyjaźni Cesarza i Aktorki nurtował ludność Monarchii, rozmawiano o tym jak żyli, o tym co myśleli oraz o tym co robili.

Schratt to rozumiała, iż ze względu na pozycje jej „Franziego” – jest w centrum uwagi, ale również posądzana była o to, że czerpie osobiste korzyści ze stosunków jakie miała z Cesarzem. Jej pozycja w Burgtheater była umacniania właśnie dzięki Franciszkowi Józefowi. Aktorka musiała często przechodzić przez kpiny typu: „Ona nade wszystko kochająca Franciszka Józefa”.

Prezenty jakie otrzymywała od Cesarza nie ułatwiały tego postrzegania Schratt. Cesarz który zresztą był bardzo hojny – jak wobec swojej żony, Sisi – podarował jej Willę ala Schönbrunn, pałac na Ringstrasse czy też najwartościowszą kolekcję biżuterii jego czasów, zaraz po kolekcji jaką posiadała Cesarzowa Sisi.

Nie łatwe życie

Jako zaufana osoba, Schratt stała w centrum władzy i wydarzeń, które prowadziły Franciszka Józefa – 68-letniego Cesarza – do końca austro-węgierskiej Monarchii. Na Gloriettegasse, w pobliżu pałacu Schönbrunn stoi willa, w której mieszkała Schratt. Przyjaźń Cesarza z aktorką się umacniała, szczególnie po gwałtownej śmierci Sisi w 1898 roku w Genewie.

Co tak bardzo fascynowało najpotężniejszego Monarchę Europy w córce papierniczego i sprzedawcy biurowego z Baden około Wiednia? Cesarz bywał u niej prawie codziennie, i w kuchni Schratt – kucharz gotował wszystko, czego tylko zapragnęło cesarskie podniebienie.

Autor „Biografia Schratt” Georgowi Markusowi udało się zebrać wypowiedzi świadków, które potwierdzają jednoznacznie, co było dotychczas tylko przypuszczeniem: „Franciszek Józef po śmierci swojej żony, Cesarzowej Elżbiety i śmierci męża Schratt, para postanawia sformalizować swoje uczucie. Aktorka wychodzi za mąż za Cesarza. Ze zrozumiałych powodów ta różnorodna para bierze ślub, w Wiedeńskim Ordynacie Arcybiskupim przed Bogiem – na wiarę, ale nie jawnie wobec wszystkich w Monarchii. W ten sposób Franciszek Józef chciał zalegalizować długotrwały związek ze Schratt.” Była też jedną z pierwszych osób wpuszczonych do łóża po śmierci Cesarza w listopadzie 1916 roku.

Jednak Franciszek Józef nie był jedynym Monarchą Europy, który uległ czarowi i wdziękowi aktorki, który fascynował i publiczność i krytyków. Schratt wywarła również wrażenie na niemieckim Cesarzu Wilhelmie I oraz Królu Belgii, który utrzymywał z nią stosunki.

To tyle na dzisiaj 🙂

Pozdrawiam, Molcia 🙂

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Jak co roku i teraz postanowiłam wziąć udział w wyzwaniach różnego typu. W tamtym roku nie udało mi się spełnić wszystkich. A jak będzie w tym roku?! Sama nie wiem, jak na razie jestem w miarę zadowolona z czterech wyzwań jakie podjęłam na ten rok 🙂

Ogólnie biorę udział w dwóch wyzwaniach czytelniczych – jakże by inaczej. Jednym wyzwaniu serialowym i jednym filmowym. Czytelnicze polegają na przeczytaniu 52 książek w roku według pewnych kryteriów, oraz przeczytaniu po prostu 104 książek (zarówno papierowych i e-booków). Póki co na pierwsze 21 dni roku mam za sobą 9 e-booków i jedną książkę papierową. Z czego jest to spełnienie tylko 2 kryteriów z listy 52 jakie sobie przyjęłam.

Wydarzenie serialowe póki co spełnia się najlepiej, z 52 punktów – mam już 11 za sobą. I pewnie do końca stycznia uda mi się jeszcze trzy kolejne dopisać 🙂 Po prostu mam czas w pracy, by to ogarnąć. Z filmowym wyzwaniem jest o wiele trudniej. Bo kryteria są już bardziej rygorystyczne i trudno cokolwiek w to wpasować z tego co chce oglądać. Udało mi się zaliczyć dwa punkty póki co. Pierwszy to oglądanie filmu który miał premierę 25 lat wcześniej w dniu w którym go oglądam. A drugi punkt to film autorstwa Hitchcocka. Kolejne pozycje są trochę cięższe, bo np. nie znam jeszcze dorocznego zdobywcy Oskara. Więc na realizację tego wyzwania poczekam aż się pochoruje 😉

A czy wy macie jakieś wyzwania z którymi chcecie powalczyć w tym roku?! Powalczyć w pozytywnym sensie?! 😉 Bo wyzwanie wyzwaniem, ale przede wszystkim ma to sprawiać frajdę 😉 Zatem?! Poniżej moje wyzwania 😉

Wyzwanie Czytelnicze

Wyzwanie Filmowe

Wyzwanie Serialowe

Pozdrawiam, Molcia :*

 

Udostępnij

Witam Was!

Winnie the Pooh – to fikcyjna postać znana każdemu z nas. Postać stworzona przez brytyjskiego pisarza A.A. Milne’a w 1926 roku.

Pierwszy raz opublikowana została 14 października 1926 roku, i poza Kubusiem, spotykamy tam również Prosiaczka, Królika, Kłapouchego, Sowę Przemądrzałą, Mamę Kangurzycę i Maleństwo oraz Krzysia. Od kolejnej części poznajemy też losy Tygrysa. Choć nam bardziej znany jest Tygrysek, jednak to imię stworzyła Wytwórnia Disneya.

Imię głównej postaci wzięło się od prawdziwego misia maskotki kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego Kanady, który od października 1914 roku znajdował się w Londyńskim Ogrodzie Zoologicznym. Tam też w 1924 roku widział go czteroletni syn autora i polubił go od razu. W Polsce najsłynniejszy przekład jest autorstwa Ireny Tuwim.

 

Książki, gdzie występuje postać Puchatka autorstwa Milne’a:

– 1926 – Kubuś Puchatek
– 1928 – Chatka Puchatka
– 1924, 1927 – Wiersze dla Krzysia

Od wielu lat prawa do książek o Kubusiu Puchatku ma wytwórnia The Walt Disney Company, która także zarejestrowana jego wizerunek jako znak towarowy w wielu krajach.

Jest wiele ekranizacji Kubusia Puchatka. Zarówno filmowe jak i serialowe. Najstarsza wersja pochodzi z 1966 roku pt. „Kubuś Puchatek i miododajne drzewo”. Ostatnia ekranizacja z nawiązaniem do żółtego misia miała miejsce w 2011 roku w filmie pt „Kubuś i przyjaciele”.

Kadr z serialu „Nowe Przygody Kubusia Puchatka” z lat 1988 – 1992

Dla mnie Kubuś jest symbolem dzieciństwa. Jedne z najlepszych wspomnień związane z wieczorami przy rodzicach, oglądanie wieczorynki z Kubusiem Puchatkiem. A dzisiejszy post jest nawiązaniem do 18 stycznia, który jest uznany za światowy dzień Kubusia Puchatka. Trochę spóźniona publikacja, ale mam nadzieję, że się nie obrazicie.

To tyle na dzisiaj 😉
Do usłyszenia, Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Na początek przeprosiny się wam należą, nie pisałam bardzo długooo. Od powrotu do domu, jestem w ciągłym wirze remontowania mieszkania i małych urlopów, że nie mam głowy do tego by pisać. Ale obiecuję, poprawię się 🙂 Zresztą mam już dla Was kilka postów przygotowanych. A zaczniemy od tego. Jak wspominałam jakiś czas temu na instagramie – chce wam przedstawić pozycję „Był sobie Pies”. Książka naprawdę dobra. Popłakałam się na niej aż 4 razy, co zdarza mi się naprawdę rzadko w mojej karierze „mola książkowego”. Ponadto na podstawie książki powstał, też film – który jest dobry dla całej rodziny do zobaczenia.

Każdy z nas jako dziecko marzył o tym by posiadać psa. Jednym udało się to marzenie zrealizować, innym nie. A jednak posiadanie takiego psa jest naprawdę sporą odpowiedzialnością. To tak jakby posiadanie dziecka, tylko ono nigdy się nie wyprowadzi z domu. Pies jednak jest zawsze oddanym przyjacielem, i jest przy nas niezależnie od sytuacji.
Moim marzeniem od zawsze było posiadanie psa rasy Labradora Golden Retrivier, Bernardyna lub Owczarka Niemieckiego. Jednak jako dziecko nie mogłam ze względu na to, iż moja mama była uczulona.

A o czym jest ta historia?

Książka i film opowiada o kilku kolejnych żywotach psa, który pamięta co działo się z nim wcześniej. Bailey to labrador który trafia w ręce chłopca o imieniu Ethan. Bailey uczy się różnych rzeczy, które wykorzystuje potem w kolejnych swoich wcieleniach, wciąż pamiętając o wielkiej miłości jaką darzył swojego chłopca. Film i książka mają jeden cel – pokazać, że miłość nie zna granic, a nasi najbliżsi zawsze są przy nas. To cel kiedy stajemy się dla kogoś przyjacielem. Ponadto pies przez cały czas zastanawia się co jest sensem jego życia. Podsumowując książka i film są dobrym przygotowaniem do posiadania psa lub chęci adoptowania go. Zarówno książka jak i film podkreślają – że to od nas, a nie psa zależy jak wyglądać będzie nasze życie z czworonogiem.

I to prowadzi mnie do tematu tego, jak zadbać o nasze psiaki w nadchodzącym okresie zimowym. Wiadomo, że każda rasa psa potrzebuje odpowiedniego wyposażenia do domu jak i na spacerki. Przez kilka miesięcy miałam okazję pracować w sklepach zoologicznych, więc napomknę o kilku rzeczach.

W co warto zaopatrzyć czworonoga?!

Po pierwsze – potrzebują one specjalnej karmy. Jeśli mamy rasowe psy – wiadomo nie mogą one wszystkiego jeść co tradycyjny kundelek. Mamy dwa rodzaje karmy – suchą i chyba najczęściej preferowaną przez posiadaczy czworonogów oraz mokrą (typu konserwy), wiadomo również że musimy jakoś rozpieszczać nasze czworonogi, więc warto przyjrzeć się też różnym smakołykom jakie są na półkach. Osobiście chyba największą różnorodność widziałam marki Pedigree, ale nie powiem często też dla rasowych psów polecana jest karma firmy Royal Canin, np. Royal Canin dla Labradora.

Po drugie – ubranka dla psa. Jeśli nam jest w zimę zimno, to co powiedzieć o naszych wiernych towarzyszach?! Nie jestem promotorem „strojenia” psów, ale ubranka typu płaszcz czy też ocieplacze na łapy, kiedy na dworze jest około -20 stopni nie są dla mnie głupim pomysłem.

Po trzecie – w domu czy w mieszkaniu – pupil ma swoje legowisko. Warto byłoby też czasami zadbać by było mu w nim wygodnie. Ja osobiście wybierałam prawie 3h materac do łóżka, więc czemu dla psa miałoby być inaczej. Kiedy pracowałam przy inwentaryzacjach, zazwyczaj zajmowałam się legowiskami – jako tłumacz zagranicą najszybciej mogłam się dopytać o ceny – spowodowało to, że miałam okazję poznać trochę różnych wariantów poszczególnych firm. Najbardziej do gustu przypadła mi firma Trixie – która też jest dostępna na polskim rynku. Moją ulubioną wizualnie linią było Legowisko „Charly” – miękkie w dotyku, fajnie i łatwe do przenoszenia i co chyba najważniejsze – lekkie. Jeśli podróżujemy z psiakiem – lekkie legowisko jest dużym ułatwieniem 🙂

Oraz ostatni punkt o którym moim zdaniem warto wspomnieć – to zabawki i inne akcesoria dla psiaków. Wiadomo, że nie samą pracą człowiek żyje, więc czasem fajnie byłoby poskakać ze swoim czworonogiem 😉 No i tutaj kłania się nam cała masa przeróżnych zabawek dla psa i akcesoriów ułatwiających życie nam i naszym czworonogom. Chociażby – Gryzaki świetnie zastąpią nasze buty lub ubrania, maty do drapania zastąpią nasze meble 😉 Czego chcieć więcej, sama radość dla nas i psiaka.

To tyle na dzisiaj 😉 Mam nadzieję, że skorzystacie z posta 🙂

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Ostatnio na Facebooku była akcja na grupie czytelniczej o swoich sekretach związanych z czytaniem. Jako, że jestem molem książkowym, postanowiłam że też coś od siebie napiszę. No i przyznałam się do kilku swoich czytelniczych „grzeszków”.

Zatem co mam na sumieniu?!

Po pierwsze – zaginam strony książek – przy czytaniu, jeśli natykam się na ciekawy cytat, wartościowy moment akcji czy choćby fragment do którego będzie chciała wrócić – zaginam stronę, tzn jej róg. Lub jeśli posiadam długopis to podkreślam. Co prowadzi do kolejnego punktu.

Po drugie – piszę w własnych książkach. Zaznaczam, podkreślam. Proszę o dedykację w nich. Wszystko co ma dla mnie znaczenie zawsze jest podkreślone, długopisem, ołówkiem czy flamastrem.

Po trzecie – chyba najbardziej karygodne – jem i piję przy książkach. Już nie raz spotkała mnie za to kara, typu zalana kawą czy herbatą książka. Albo ubrudzona jedzeniem, a jednak to najlepsze co mogę robić jednocześnie czytając. Kubek gorącej czekolady, wafle ryżowe albo inne słodkości i książka to mój idealny zimowy wieczór pod kocem w domu.

Po czwarte – czytam wszędzie. To prawda zabieram książkę ze sobą nawet do toalety. Wiem nie musicie tego czytać, ale jednak. W drodze, na spacerze, podczas podróży. Staram się czytać jak najwięcej w każdej możliwej chwili. Jeśli nie mam w danym momencie kaca czytelniczego.

Po piąte – czytam na wszystkim. Poza książkami drukowanymi, książki czytam też na komputerze, tablecie i na telefonie. Głównie na Adobe Acrobat Reader ale mam też dobrą apkę pt. „eReader Prestigio”.

I ostatni mój grzeszek – uwielbiam zapach książek, mam ich sporo i często zdarza mi się otworzyć książkę po to tylko by ją powąchać. Nawet nie po to by ją przeczytać.

To takie moja małe wyznania, jako książkoholika. A wy macie jakieś swoje grzeszki przy czytaniu książek? Albo oglądaniu telewizji czy siedzeniu na komputerze? Podzielcie się 🙂 w komentarzach. A tymczasem, życzę wam spokojnego wieczoru 🙂

Wasza Molcia :*

Udostępnij

Witajcie!

Dzisiaj mały powrót kawy. Dawno już nie zamieszczałam żadnego przepisu na dobrą kawkę 🙂 Więc dzisiaj przedstawie kawkę która zmrozi w gorące dni lub ostudzi zapał do ciężkiej pracy 😀 Kawa dobra, mnie smakowała choć zamiast lodów czekoladowych ja dostałam wersję z waniliowymi.

A oto przepis:

  • 1 szklanka zimnej, mocnej kawy
  • 1 szklanka mleka 2%
  • 1 szklanka lodów czekoladowych
  • 2 łyżki cukru
  • 3 łyżki słodowego mleka w proszku

Starcza na 2 szklanki. Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy na wysokich obrotach. Następnie przelewamy do dużych wysokich szklanek. Można dla ozdoby dodać bitą śmietanę i trochę kakao.

1 Porcja zawiera: 274 kalorii, 38g węglowodanów, 8g białka, 11g tłuszczu (34% kalorii zawiera mleko), 43 mg cholesterolu, 155mg sodu, 466mg potasu, 70mg kofeiny.

Pozdrawiam i do spisania 😀

Wasza Molcia :*

 

Udostępnij

Witajcie Kochani!!!

Dzisiaj trochę o kolejnej książce którą dorwałam do czytania. „Ta Kobieta, Wallis Simpson” autorstwa Anne Sebba jest biografią o bohaterce jednego z największych skandali XX wieku. Tak wkręciłam się w czytanie jej. Nutka historii i cała ta opowieść o życiu Wallis jest naprawdę fajnie napisana. Jestem aktualnie w połowie, więc to bardzo dużo jak na drugi dzień czytania w pracy. Zainspirowana tą książką postanowiłam dzisiaj trochę o niej napisać. Na razie bez szczegółów, bo nie skończyłam jeszcze książki 😀

Wallis Simpson
a właściwie Bessie Wallis Warfield, urodziła się 19 czerwca 1896 roku w Pensylwanii, a zmarła 24 kwietnia 1986 roku w Paryżu.
Najbardziej znana z tego, iż była kochanką księcia Walii i następcy tronu, a potem króla Anglii – Edwarda VIII. W późniejszym czasie po abdykacji – jego żona.
Po raz pierwszy spotkała księcia na jednym z przyjęć w Stanach. Edwardowi spodobało się jej żywe usposobienie oraz szczerość. Byli nierozłączni od 1934 roku. Ich romans przyniósł ogromne oburzenie w rodzinie królewskiej z powodu tego, że Wallis była dwukrotną rozwódką. Gdy parlament nie przychylił się do prośby Edwarda na ślub, postanowił on abdykować. Co uczynił 10 grudnia 1936 roku, a pół roku później został on trzecim mężem Wallis. Oboje używali tytułu księcia i księżnej Windsoru. Co można o niej jeszcze powiedzieć?! Jej wcześniejsze małżeństwa według książek i autobiografii nie były szczęśliwe. Wallis nie umiała się w nich odnaleźć. Małżeństwo z Winfieldem Spencerem trwało 11 lat (1916-1927), a z Ernestem Aldrichem Simpsonem (już tylko 8 lat). Najdłużej wytrwała w małżeństwie z Edwardem – około 35 lat.

To tyle dzisiaj na ten temat, obszerniejszą pracę zrobię po skończeniu książki 🙂

A dzisiaj już pozdrawiam i do usłyszenia.

Wasza Molcia 😀

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Dzisiaj po miesiącu od wydania kolejnego tomu cyklu Millennium, jestem po skończeniu tej książki. I powiem szczerze z tomu na tom dla mnie historia jest słabsza…Pierwsze trzy napisane przez Stiega Larssona są najlepsze. Lagercrantz próbuje mu dorównać, jednak jest daleko w tyle. Po przeczytaniu 4 tomu, byłam lekko rozczarowana – jednak historia zachowywała spójność. Piąty tom jest dla mnie pisany już na siłę. Śmierć jednego z głównych bohaterów niby był dobrym chwytem, a jednak… Cała historia przedstawiona na kartach „Millennium, Mężczyzna, który gonił swój cień” jest niby ciekawa, niby pomysłowa… A jednak do kitu. Choć to tylko moje zdanie, nie wiem jak innych.

O czym jest?

Lisbeth Salander odbywa karę w więzieniu dla kobiet Flodberga i stara się nie wchodzić w żadne konflikty. Ale pewnego dnia staje w obronie prześladowanej dziewczyny z Bangladeszu i ściera się z przywódczynią więziennego gangu. Tymczasem Holger Palmgren informuje Lisbeth, że posiada dokumenty, które rzucają nowe światło na wydarzenia z jej dzieciństwa. Hakerka prosi o pomoc Mikaela Blomkvista. Śledztwo doprowadza ich do Leo Mannheimera, bogatego maklera giełdowego.

Książka składa się z 420 stron opowiadająca kolejną historię z dzieciństwa Lisbeth. Nie wchodząc w szczegóły bo zdradzę wszystko, znowu była mocno wykorzystana przez system. Historia całkiem w porządku, nie „utknęłam” na niej, czytało się przyzwoicie. Ale jak już wspomniałam brakowało mi tego czegoś w tej książce. Ktoś też zauważył w recenzjach książki, że jak na kontynuację losów Lisbeth – jej i Blomvista jest stanowczo za mało.

Jakie są wnioski?!

Dla zapaleńców Larssona – nie polecam tej książki, dla osób lubiących dobry kryminał – jak najbardziej fajna książka. Polecam wam byście przeczytali 😉 I sami ocenili ją. Książkę zamówicie wszędzie, najszybciej dostaniecie ją w empiku (Tom 5). Ale też w każdej stacjonarnej księgarni.

5 tom Millennium

I na koniec 🙂

Przedstawie wam dwa cytaty, które bardzo spodobały mi się w tej książce:

„Oczywiście życie nie było tylko czarne jak noc.”

„Życie najczęściej jest najpiękniejsze z daleka.”

No to tyle na dzisiaj 😉 Do usłyszenia niebawem

Pozdrawiam Molcia 🙂

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Jakiś czas temu przedstawiałam wam przepis na kawę Amaretto – Amaretto Coffee.  Dzisiaj chce wam dać kolejny przepis z wykorzystaniem tej kawy 😉 Przepis idealny kiedy chcecie zrobić imprezę albo na następne lato 😉 jak będą gorące dni. Zapewnia idealne orzeźwienie, jest to kawa z aromatem i lekka. A teraz zapodam przepis:

  • 1 szklanka świeżo zaparzonej kawy Amaretto
  • 1 szklanka mleka 2%
  • 1/2 łyżeczka olejku waniliowego
  • 1/3 łyżeczki olejku migdałowego
  • 1 łyżka cukru
  • kostki lodu
  • szczypta cynamonu – ale ten składnik akurat odpuściłam sobie

Składniki starczają na dwie porcje. Kawę mieszamy z mlekiem, olejkami i cukrem. Do wysokich szklanek wrzucamy kostki lodu. Zalewamy je kawą. Posypujemy cynamonem na wierzchu – wolę dać bitą śmietanę 😉

1 porcja zapewnia: 72 kcal, 8g węglowodanów, 4g białka, 2g tłuszczu (30% kalorii z tłuszczu), 9mg cholesterolu, 65mg sodu, 256mg potasu, 70mg kofeiny.

Polecam, zróbcie sobie ją 🙂 Jest bardzo dobra. I to tyle na dzisiaj.

Pozdrawiam Was Serdecznie, Molcia :*

Udostępnij

Pomyślę o tym wszystkim jutro, w Tarze. Zniosę to wtedy lepiej. Jutro pomyślę,jak go odzyskać. Mimo wszystko, życie się dzisiaj nie kończy.

Witajcie Kochani!

Dzisiaj przywitałam was cytatem z książki pt. „Przeminęło z Wiatrem” – Margaret Mitchell. Prawie każdy z nas zna ten cytat lub słyszał o pięknej zielonookiej Scarlett O’Hara. Jedną z najlepszych wcieleń kinowych tej bohaterki zaprezentowała 78 lat temu Vivien Leight w filmie pod tym samym tytułem. Więc dzisiaj trochę o tym filmie 😉 o książce może w niedługim czasie też napisze 😛

Przeminęło z wiatrem – Gone With the Wind

Klasyka kina amerykańskiego z Okresu Złotego Wieku autorstwa Victora Fleminga trwająca prawie cztery godziny. Jeden z najdłuższych filmów jaki oglądałam i jeden z najlepszych na jakich wytrzymałam tyle przed telewizorem. Powstał w latach 1938/1939 roku i jest jednym z pierwszych filmów kolorowych. Melodramat oparty na powieści pod tym samym tytułem autorstwa wspomnianej już przeze mnie – Margaret Mitchell. Zdjęcia zaczęto w grudniu 1938 roku a ukończono je w listopadzie 1939 roku.

15 grudnia 1939 roku odbyła się premiera filmu w Atlancie. Koszt produkcji wyniósł około 4 mln dolarów, jednak film zarobił o niebo więcej na całym świecie, niż w ogóle zakładano iż zarobi. Według Box Office Mojo – jest to najbardziej dochodowy film wszechczasów, pobijając nawet Avatara. W Polsce premiera filmu odbyła się dopiero w 1963 roku.

O czym jest?

Fabuła osadzona jest podczas wojny secesyjnej i przedstawia losy Scarlett O’Hary i jej rodziny oraz przyjaciół. Po przegranej wojnie Scarlett przeżywa trudne chwile. W między czasie do życia Scarlett wkrada się – zakochany w niej po uszy Rhett Butler. To powoduje wiele różnych sytuacji w których musi odnaleźć się Scarlett.

W główną parę grają w filmie – Vivien Leigh i Clark Gable (Rhett). Poza tym w filmie grają również inne wielkie sławy ówczesnego kina, takie jak Barbara O’Neil (matka Scarlett) czy Leslie Howard – grający Ashleya Wilkesa. Reżyserem był wspomniany już Victor Fleming, który wyreżyserował około 45% filmu. Scenariuszem zajął się Sidney Howard, a za muzyke odpowiedzialny był Max Steiner.

Ciekawostki o filmie

Przeminęło z Wiatrem był też jednym z najlepiej nagrodzonych filmów podczas 12 rozdania Oscarów w 1939 roku. Na 13 nominacji do oscara, wygrał on 8 nagród, m.in. dla najlepszego filmu, najlepszego reżysera, najlepszej aktorki czy najlepszego scenariuszu adaptowanego. Poza tym przez lata film wygrywał różne plebiscyty. I znajduje się na liście 100 najlepszych amerykańskich filmów wszechczasów w pierwszej 10 listy. Wyprzedzają go tylko Obywatel Kane z 1941 roku, Casablanca z 1942 roku oraz Ojciec Chrzesny z 1972 roku.

Co można jeszcze powiedzieć o tym filmie? Na przykład to, że Hattie McDaniel to pierwsza czarnoskóra laureatka Oskara za najlepszą drugoplanową rolę. Ponadto w poszukiwaniu odtwórczyni roli Scarlett przesłuchano aż 1400 aktorek, m.in. Katharine Hepburn czy Bette Davis. Rolę Rhetta Batleta natomiast odrzucił Gary Cooper mówiąc, że to będzie największa klapa w całym Hoolywood – oj jak bardzo się mylił. Odnosząc się jeszcze do Oskarów – po raz pierwszy została ona też przyznana pośmiertnie dla Sidneya Howarda za scenariusz. A mówiąc o funduszach – stacja CBS zapłaciła bagatela 35 mln dolarów za prawo emisji filmu na swoim kanale.

To tyle mówiąc o tym filmie. Do dziś uwielbiam go za najlepszą rolę męską – Clarke Gable jest tutaj niesamowity. A kwestie jego to najlepsza szkoła aktorska jaka może być. A kiedy wypowiada pamiętną kwestię: „Kocham cię, Scarlett, za to, że jesteś tak bardzo do mnie podobna… Za to, że oboje jesteśmy renegatami i egoistami. Żadne z nas nie dba o to, czy świat idzie na psy, byle nam było dobrze i przyjemnie.” – to aż nogi mi miękną podczas oglądania. I tym akcentem zakończę dzisiejszego posta i wezmę się za ponowne oglądanie tego klasyku.

Pozdrawiam was serdecznie, Molcia 😉

Udostępnij