Witam Was!

Podejrzewam, że pisząc dzisiaj tego posta narażę się na krytykę i to sporą. Ale cóż. Od ponad 24 godzin staram się być na bieżąco z dramatyczną sytuacją w Pakistanie. Chodzi o himalaistów pod Nanga Parbat. Na wysokości prawie 7300 metrów utknął Polak, a jego partnerka – Francuzka postanowiła zejść. Obecnie znajduje się na wysokości około 6700 metrów. Walczy i dalej próbuje zejść na dół.

Jest wiele różnych opinii na ten temat. Wielu się wypowiada o motywacjach obojga. Jacy to głupi byli, nierozsądni i tym podobne, nawet padają komentarze po co ich ratować. Jest wielu jednak którzy pomagają słowami otuchy, bronią czy też wspierają w zbieraniu funduszy. Dwie typowe postawy, tak przewidywalne dla otoczenia obecnie.

Samo porównywanie już obojga do sytuacji, jakie spotykamy na co dzień w Tatrach jest dla mnie absurdem i abstrakcją. Himalaizm to nie przelewki to zdobywanie szczytów powyżej 7000 metrów, gdzie nie idzie się w sandałkach tylko w pełnym ekwipunku. To, że teraz losy tych dwóch doświadczonych wspinaczy potoczyły się tak a nie inaczej mogło zależeć od wielu czynników. A oni z pewnością się z tym liczyli. Nikt z nas nie może przewidzieć jak zachowa się góra, czy choćby sama pogoda. A ci, co po górach chodzą, wiedzą że ona jest najbardziej w tych rejonach zdradliwa.

Pasja? Ile warta?

Jednak co mi do tego?! Może nie jestem wysokiej rangi himalaistą czy też alpinistą, ale potrafię tych ludzi zrozumieć. Zrozumieć ich pasję. Sama uwielbiam góry – choć w Himalaje się nie wybieram, ale Alpy to mój świat. I choć jestem amatorem to zaliczyłam parę szczytów do 3400 metrów. Więc jestem w stanie zrozumieć tych ludzi. Ich chęć zobaczenia z szczytu tego co innym na co dzień nie jest dane. Czy da się jakoś wycenić pasję?! Czym ona jest? Według słownika języka Polskiego to wielkie zamiłowanie do czegoś. Więc jak karać ludzi za miłość do sportu, muzyki czy właśnie wspinaczki.

Dla wielu pasja była motywem wyjścia z najgorszych okresów w życiu. Bo pasja dawała motywację, dawała nadzieję na lepsze jutro. To dlaczego tylu ludzi dzisiaj gani tę dwójkę, za to że żyją swoją pasją?! Moim skromnym zdaniem, dlatego – że sami nie mają czegoś takiego. Ale co ja mogę wiedzieć?!

Nanga Parbat to jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników na ziemi. Poza K2 – to właśnie ta góra nie została zdobyta zimą przez długi czas. Pierwszy raz udało się to dopiero w 2016 roku. Przez lata góra pochłonęła ponad 60 wspinaczy. Nie wspominając o 11 którzy zostali zabici w zamachu terrorystycznym w 2013 roku. Góra ma 8126 metrów nad poziomem morza i jest to 9 najwyższa góra świata. Pierwszy raz szczyt zdobyto w 1953 roku, dokonał tego Hermann Buhl. Góra znajduje się na terytorium Pakistanu, a dokładnie w jego północno-wschodniej części.

Miejmy nadzieję, że akcja ratunkowa, która jest teraz prowadzona zakończy się sukcesem. Ja trzyma za to kciuki. Was też o to proszę.
Pozdrawiam, Molcia

Udostępnij

Witajcie!

Jakiś czas temu wspominałam wam o Maxipark w Hamm. Dzisiaj miałam okazję odwiedzić go po raz drugi na wydarzeniu „Herbstleuchten” czyli inaczej Jesienne Światła. Ogólnie bardzo mi się podobało, pomimo ilości ludzi jaka była w parku. Jak dla mnie takie atrakcje to super wydarzenie. Cena wejściówki do parku wynosi 6 euro za dorosłą osobę, a 3,5 za dziecko. Nie dziwota – rachunek za prąd musi ktoś zapłacić 🙂 A zatem poniżej przedstawie wam trochę zdjęć z mojego wieczornego wypadu. A na instagramie zapraszam na relację video z tego wydarzenia 🙂 Mam nadzieję, że wam się spodoba. A event trwa do 5 listopada, więc kto chętny może jeszcze się załapie 🙂 A oto zdjęcia:

Pozdrawiam Molcia :*

 

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Dzisiaj szperałam za czymś sensownym na swoim twardym dysku i trafiłam na Kalendarium, które opracowałam jakieś 3 lata temu. Dotyczy ono najważniejszych według mnie wydarzeń podczas II Wojny Światowej. Kalendarium zawiera 6 stron podzielonych na poszczególne lata i na pogrubieniu wytłuszczone ważniejsze wydarzenia z danego roku. Pewnie przyda się przy powtórce do sprawdzianu albo do matury 😉 Nigdy nie zaszkodzi sobie również tak poczytać. Ja osobiście siedząc obecnie przy tematyce II Wojny Światowej i opracowując sobie temat Holocaustu zaglądam do tego kalendarium, oraz mojego bardziej szczegółowego z okresu jeszcze gimnazjum – które ma aż 42 strony… Więc może jak je ogarnę ładnie wizualnie to też wam zaprezentuje 😉 A tym czasem zachęcam do przejrzenia tych kilku stron.

Kalendarium

Pozdrawiam, Wasza Molcia 😉

Udostępnij

Witam Was Kochani!

A jednak dzisiaj post trochę później niż zapowiadałam, no ale cóż. Wróćmy do tematu głównego 🙂 Nie dawno wspominałam tutaj o symbolice lwa umieszczanej na różnych pomnikach w miastach jakie miałam okazję odwiedzić. Dlatego nie wypada mi nie wspomnieć o moim rodowitym lwie.

„Lew Śpiący” powstał w Berlińskiej Odlewni Gladenbeck w 1873 roku. Lew ten był autorskiego projektu Theodora Kalidego, powstałego trzy lata wcześniej. Lew z brązu miał na celu upamiętnić mieszkańców powiatu Bytomskiego, którzy polegli w wojnie francusko-pruskiej rozgrywającej się na przełomie lat 1870-1871. Na pomniku umieszczone były jeszcze tablice z nazwiskami poległych. Na „Lwie śpiącym” zamieszczono sygnaturę: GEGOSSEN von H. GLADENBECK, BERLIN 1873. Odlewnia wykonała jeszcze inne lwy, podobne pomniki znajdziemy w Legnicy, Berlinie, Dortmundzie (nie omieszkam go poszukać podczas mojej wyprawy już niebawem 🙂 ), Lubece czy Mainz.

Pomnik z Lwem Śpiącym

A jak wygląda nasz lew? Rzeźba „Lwa śpiącego”, zwanego także „umierającym” ukazuje konające zwierzę, które leży z głową lekko pochyloną w prawą stronę oraz ułożonej na wyciągniętych do przodu łapach. Lew ma zamknięte oczy, leży bardzo spokojnie. Rzeźba jest bardzo realistycznie oddana. Jak wspomniałam już wcześniej – Lew symbolizuje tutaj moc, władzę, męstwo, zwycięstwo, a także rozum. Śpiący lew symbolizuje głównie umierających wojowników. Większość pomników upamiętniająca męstwo poległych – wykorzystuje posturę „Lwa śpiącego”. Spotkamy się z tym na terenie Polski, Niemiec czy Czech.

Lew w Berlinie, Cmentarz Inwalidów

Losy Lwa

Lew na placu Akademickim, 1913

Istnieją dwie teorie rozebrania Bytomskiego Lwa Śpiącego. Pierwsza wersja mówi, że rozebrano go w latach 30. XX wieku przez władze, druga wspomina iż rozebranie pomnika nastąpiło dopiero po II wojnie światowej. Lwa na początku przeniesiono na plac Akademicki, następnie do Parku Miejskiego. Gdzieś na przełomie lat 1952/53 nasz Lew zniknął z parku i powędrował do Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie, gdzie znajdował się od 1954 roku. Do Bytomia powrócił 4 października 2008 roku i umieszczony został na rynku.

Lew Śpiący na Bytomskim Rynku

To tyle na dzisiaj 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Molcia :*

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Dzisiaj trochę o mojej pasji jaką jest historia. Jak większość wie, uwielbiam okres panowania Franciszka Józefa I i co się z tym wiążę okres kiedy powstała Monarchia Austro-Węgierska. Jednak w ostatnim czasie dość często sięgam po inne pozycje historyczne. Które nie zawsze są książkami, ale również to filmy i seriale.

Nawiązując do tytuły – przeczytałam właśnie ostatnio książkę pod tym tytułem, autorstwa Elisabeth Kostowej opowiadająca historię Vlada Tepesha – znanego jako Dracula 🙂 Książka bardzo przyjemna i gruba. Fajnie napisana i ciekawa pod względem historycznym, więc wiem – że na pewno znowu trochę poszperam po tematach związanych z Draculą i rejonem Sudet.

Kolejnym ciekawym tematem historycznym o który się ostatnio otarłam to film opowiadający o Gertrude Bell, angielce która zawojowała na Bliskim Wschodzie przed i po I Wojnie Światowej. Właśnie jestem w trakcie pisania jakieś krótkiej notki/biografi własnego autorstwa, więc pewnie niedługo się ukaże.

No i ostatni wątek – to serial Reign. Opowiadający losy młodej Królowej Szkotów Marii Stuart z czasów Elżbiety I Dziewicy – córki Henryka VIII, która była jej kuzynką. Serial bardzo ciekawy, jednak znowu naprowadził mnie na mój mały hoplik z dynastią Tudorów i Stuartów, których w Anglii uwielbiam. Więc pewnie i o nich napiszę, jak znajdę chwilę natchnienia. Serial zapowiada się bardzo fajnie, więc na pewno będę go śledzić z zapartych tchem.

A więc takie plany!

Więc takie plany na najbliższe wpisy mam nadzieję. W każdym razie – jeśli ktoś lubi historię, polecam poszperać i poszukać lub pooglądać. Czasami filmy czy seriale są o wiele lepsze od nudnych stron zapisanych drobnym drukiem, a pomagają na nowo odnaleźć ten zachwyt i radość z szukania czegoś, z poznawania kolejnych dziejów czy losów swoich ulubionych postaci. Dają możliwość szukania, organizowania czy też próbowania pisania historii na nowo – to co każdy historyk chciałby zawsze zrobić. Jestem amatorem, ale uwielbiam to, bo czasami pomaga mi to na nowo odkryć swoją pasję i radość z robienia czegoś, co dla większości jest nudne.

To tyle na dzisiaj 🙂 Pozdrawiam Was Serdecznie i do spisania, Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Kiedyś na łamach tego bloga wspominałam, że grałam/mieszkałam w Mikronacjach – tzw. wirtualnych światach, które miały swoją politykę, gospodarkę, kulturę bazującą na historii lub tworzoną od nowa. Coś co mnie pociągało i pochłaniało do pewnego momentu. Dzisiaj porządkując swój twardy dysk – znalazłam dawno temu, bo aż 5 lat wstecz – przeprowadzony ze mną wywiad dotyczący mojego uczestnictwa w życiu Monarchii Austro-Węgierskiej. Dzisiaj w ramach ciekawostki wam go przytoczę. Osobę prowadzącą pozostawię anonimową, albo inaczej wpisze jego pierwsze litery imienia i nazwiska. A oto wywiad:

MD: Możesz coś opowiedzieć o sobie? Czym się zajmujesz w wirtualnym świecie i konkretnie – w Austro-Węgrzech?

MM: Jestem jedną z nielicznych kobiet jakie można zauważyć w mikronacjach. Czym się zajmuję? Przede wszystkim staram się dbać o pamięć, kulturę i tradycje realnej Monarchii, na bazie której powstała Monarchia wirtualna. Poza tym piszę wystawy, od czasu do czasu się kłócę z nie którymi osobami oraz pracuję na rzecz Monarchii.

MD: Jakie to wystawy?

MM: Najczęściej opowiadające o osobach ważnych w historii realnych Austro-Węgier, np. o Cesarzowej Sisi czy też samym Arcyksięciu Rudolfie, którą aktualnie możemy oglądać na stronach Monarchii. Poza tym teraz pracowaliśmy nad wystawami o miastach Monarchii, które też nie długo się pojawią.

MD: A skąd u Ciebie motywacja, by udzielać się w Monarchii? Sama powiedziałaś, że kobiety w wirtualnych państwach to raczej rzadkość. W wielu z nich nie ma ani jednej kobiety?

MM: Właśnie to jest moją motywacją. Pozwala mi to udowodnić, że mikronacje nie są tylko dla facetów. Nawet kobieta potrafi coś sobie znaleźć. Fakt, że początki nie były dla mnie łatwe i trudno było się zmusić do tego by wytrwać, ale z czasem – nie wyobrażam sobie faktu, iż nie działam w mikronacji. Choć podejrzewam, że wraz z podjęciem pracy i studiów będą to znacznie ograniczone możliwości i czasowo będę mniej dyspozycyjna, w porównaniu z moim obecnym zaangażowaniem.

MD: Realny świat mimo wszystko w poważnym stopniu ogranicza działanie w mikronacji, prawda? Wielu ludzi po prostu znika po pewnym czasie, ale nie którzy zostają. Od czego według Ciebie to zależy? To kwestia czasu, a może czegoś jeszcze?

MM: Hmmmm… Osobiście zdarzało mi się znikać tylko na kilka dni, raz jedyny na ponad miesiąc, spowodowane było to jednak awarią sprzętu. Natomiast nie którzy się nudzą tą formą rozrywki. Mam znajomych z wirtualnej Monarchii, którzy po prostu z czasem zrezygnowali, bo albo ich znudziła jednostajność tego co się dzieje, albo irytowało ich zachowanie innych. Na przykład poprzez kłótnie, które do nie dawna były dość częste. Jednak czas jest tutaj głównym czynnikiem, wiem sama po sobie oraz innych. Kiedy real (realne życie) nas dopada, bywa bardzo trudno nawet z chęcią zajrzenia do MAW (Monarchii Austro-Węgierskiej).

MD: O co się głównie kłócili znajomi? To jest będący w MAW? Ja pamiętam, że kiedyś dawno temu byłem w MAW i ludzie opuszczali mikronacje często z powodu przenoszenia kłótni politycznych z świata realnego na wirtualny, tj. z polskiego na austro-węgierski.

MM: To między innymi zniechęciło też moich znajomych. Zdarzało się, że ktoś czasami swoje frustracje władzami realnymi przelewa się na władzę austro-węgiesrką. Co nie raz prowadziło do licznych kłótni. Nawet osobiście zdarzyło mi się brać udział w takich kłótniach. I nie jestem zachwycona ich rezultatem oraz tym jak się one na mnie odbiły.

MD: Domyślam się, że wpływ tego typu kłótni nie działał na Ciebie pozytywnie. A co sądzisz o polityce w Austro-Węgrzech? Jak bardzo podobna jest ona do polityki państwa, w którym realnie żyjesz?

MM: Polityka dla mnie od kilku miesięcy jest tematem Tabu. Pomimo, iż sprawuję obecnie funkcję Ministra, obiecałam sobie właśnie po takich kłótniach nie interesować się polityką. Staram się nie interweniować w politykę bez ważnego powodu, ale też nie zajmuję się nią na co dzień, tzn. nie śledzę jej toku w MAW. A kłótnie będą zawsze – nic tego nie zmieni. Chyba, że zmienią się ludzie.

MD: Rozumiem. Czy Twoja niechęć do polityki MAW jest związana z ewentualną niechęcią do polityki w świecie realnym? Czy nie ma żadnego takiego związku?

MM: W świecie realnym też posiadam awersję do polityki i to bardzo widoczną. Po prostu nie rozumiem jej i nie znoszę. W wykonaniu mikronacji ta polityka jest jeszcze w miarę zrozumiała, ale również do czasu.

MD: I szerzej, co takiego daje Ci MAW, czego nie daje świat realny (ściślej państwo)? W sensie, czy myślisz, że pewne rzeczy łatwiej zrealizujesz w świecie wirtualnym?

MM: To na pewno. W wirtualnym świecie obierasz sobie samemu drogę jaką kroczysz. W realnym kieruje Tobą pochodzenie, znajomości czy też stan Twojego portfela. W Mikronacjach tego nie ma. Poza tym w MAW daje mi ten unikalny klimat, który można poczuć tylko podczas nielicznych imprez w Austrii czy też na Węgrzech. Tego nie da się zastąpić, a mnie tego brakuje. To tak jakby mały powrót w ukochane strony.

MD: Jesteś miłośniczką Austrii mieszkającą w Polsce? Czyli znaczenie ma też… Hmm… jak to powiedzieć – związek z przeszłością, docenianie historii? Opowiedz o tym proszę coś więcej?

MM: Korzenie mam bardzo wymieszane. Jednak od strony Ojca – rodzina zawsze była mocno zaangażowana w strukturę realnej Monarchii. Mój pradziadek był generałem w wojsku austro-węgierskim stacjonującym w  Galicji. To powoduje m.in. moją ciekawość i tożsamość z dawną Monarchią, ale to nie jest główny powód dlaczego wybrałam w Mikroświecie właśnie MAW.

MD: A główny powód to? To, że możesz być tym, kim chcesz?

MM: Cóż, moje Hobby to główny powód. Pasja jaką darzę historię życia Cesarzej Sisi i okresu panowania Franciszka Józefa I.

MD: A pamiętasz swoje początki w wirtualnej MAW?

MM: Doskonale. 15 grudnia zarejestrowałam się z ciekawości na forum MAW i przywitałam się. Pierwszą rozmowę miałam z JCKM (Jego Cesarsko Królewską Mością), a w dwa dni później byłam już Szefem Kancelarii Premiera. Jakoś w styczniu zaczęłam pracę nad uniwersytetem oraz mogłam już prowadzić swoje pierwsze przedsiębiorstwo.

MD: Szybka kariera. A co sądzisz o JCKM?

MM: Cóż JCKM Franciszek Józef II jest osobą dość miłą i szczerze – można z nim porozmawiać jak z dobrym kumplem. Znam go już półtorej roku i jak do tej pory się na nim nie zawiodłam, a współpracuję się nam równie dobrze, a można powiedzieć nawet bardzo dobrze.

MD: Pewnie wiele Ci pomógł „na starcie”, prawda?

MM: Nie koniecznie (śmiech). Powiedział co jak funkcjonuje, jednak na większości sama się uczyłam. Ale gdy była potrzeba zawsze służył pomocą. Udzielał rad przy sprawach stricto ustawowych czy też politycznych. Jednak nie powiem, że nie wpłynął na mój stosunek do pracy jaką potem wkładałam w MAW. Poza tym głównym sprzymierzeńcem i mentorem stał się dla mnie pan Trzaska. To dzięki niemu miałam możliwość tak owocnie pracować nad dobrem kultury w MAW.

MD: Rozumiem, czyli nie potrzebowałaś bezpośredniego instruktarzu, żeby zrozumieć, jak MAW działa? Pytam, bo często twórcy mikronacji zastanawiają się, jak tu pomóc młodszym użytkownikom.

MM: Gdy zaczynałam, nie było to tak rozbudowane jak teraz. Jednak pomoc nowym obywatelom jest ważna, to dzięki nim państwa mają możliwość rozwijania się. A każdy samouczek jaki powstaje jest im mniej treściwy i pożyteczniejszy, tym lepszy efekt będzie dla tego nowego obywatela i państwa.

MD: A czy gdy przybyłaś do MAW, takie samouczki już istniały?

MM: Nie, nie było. Powstały dopiero po moim przybyciu.

MD: Wróćmy do Twojej działalności. Wspomniałaś już o tworzonych wystawach. Czy spotykasz się z pozytywnym odbiorem tej działalności i czy daje Ci to dalszą motywację do zostania? I jak długo minęło czasu, zanim sprecyzowałaś swoją działalność? Chodzi o to, czy było to na zasadzie „Witam wszystkich, chcę robić to”, czy wymagało to większego zastanowienia?

MM: Nie wiem czy cieszą się pozytywnym odbiorem. Nigdy nie słyszałam negatywnej opinii o jakiejkolwiek wystawie. Natomiast choćby jedna pozytywna opinia to już motywacja do dalszego działania. Na koncie mam trzy wystawy własnego autorstwa. Przy kilku współpracowałam, jest to coś w czym mam możliwość się spełnić, podzielić wiedzą i pokazać innym, że nie zawsze trudno coś takiego napisać. Czas był u mnie względnym pojęciem. Od samego początku wiedziałam, ze chciałabym dzielić się wiedzą jaką mam na temat realnej Monarchii, jednak nie wiedziałam jak. Jednak po krótkim czasie doszłam do wniosku, że dbałość o kulturę w jakimś stopniu mi to umożliwia. I jest to najlepsza opcja z wszystkich dostępnych.

MD: No tak, wydaje się, że jesteś zadowolona, z tego, co obecnie robisz? A co sądzisz o innych mieszkańcach? Czy zawsze się odnajdują w MAW, czy zawsze trafiają z pomysłami na v-życie ?

MM: Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona – jak będzie dalej się przekonany za jakiś czas. Co do innych. Mamy sporo osób które realizuje się, bądź realizowało w kierunku w którym chcieli. Każdy z nas zaczynał jakoś. Każdy z nas posiada własną drogę sukcesu w Monarchii. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu się z niej cieszy. Jednak nie mogę odpowiadać za innych. Każdy odbiera to inaczej. Zdarzały się osoby, które nie miały pomysłu i takie osoby szybko odeszły.

MD: Rozumiem, a zdarzało Ci się bywać w innych mikronacjach i tam utrzymywać kontakty?

MM: Tak, bywałam i nadal bywam w kilku mikronacjach. Nawet powiem, że Wielka Polondia (WP) – jest teraz jak moja druga ojczyzna. Cenię sobie tam ludzi i przyjaźnie jakie zawarłam. Poza tym w innych też mam parę osób które cenię i wspólnie kreatywnie pracujemy nad promocją innych mikronacji u nas i na odwrót.

MD: Czyli masz dwie wirtualne ojczyzny? Ciekawe. A jak myślisz, czy jesteś zintegrowana z innymi  mieszkańcami obu nacji? Czy spotkałaś kogokolwiek z obywateli MAW i WP w świecie realnym?

MM: Spotkałam mieszkańców innych mikronacji osobiście. Z MAW nie miałam jeszcze sposobności. Jedynie poza hr Xaverym Klopockim, który już nie jest w MAW. Jego jedynego miałam okazję poznać osobiście. Oraz jedną osobę z WP.

MD: A wyobrażałabyś sobie siebie na spotkaniu z ludźmi z MAW? Czy chciałabyś zobaczyć niektórych mieszkańców?

MM: Z pewnością chciałabym zobaczyć swoich przyjaciół czyli JCKM i pana Waltera Jorga. Ich koniecznie. Poza tym mam jeszcze 3/4 osoby z którymi chciałabym się spotkać (uśmiech) ale nie koniecznie z wszystkimi.

MD: Jak myślisz, jak dobrze znasz osoby udzielające się w Austro-Węgrzech? Chodzi mi głównie o tych, którzy kontynuują swoją działalność do dnia dzisiejszego.

MM: Zależy o kogo mnie zapytasz. Od 1,5 roku współpracuję non stop z JCKM i panem Jorgiem. Do pewnego czasu była też współpraca z panem Szucsem, ale się urwała. Pana premiera poznałam dopiero lepiej w kwietniu, po zaproponowaniu mi stanowiska Ministra. Wszystko zależy o kogo mnie zapytasz, to odpowiem ci czy znam dobrze czy też nie. Jedynie za co mogę poświadczyć to to, że pana Andrzeja Trzaskę znam bardzo dobrze.

MD: Czy rozmawiacie ze sobą na temat życia rzeczywistego, czy raczej jest to temat tabu?

MM: Tak zdarza się porozmawiać o tym co u nas słychać poza v-światem. Najczęściej jest to po prostu w przypadku studentów narzekanie na sesję czy też nadmiar nauki, jakieś żarty z tego tytułu. Z panem Trzaską, znowu są to poważniejsze tematy, dotyczące spędzonego czasu, chorób czy też jakiś kłopotów rodzinnych.

MD: Czyli mówienie o sprawach realnych zależy po prostu od tego, jakie relacje nas łączą z poszczególnymi członkami mikronacji, prawda?

MM: Tak, jak najbardziej się zgodzę z tym stwierdzeniem.

Tak wyglądało 5 lat temu moje życie. Mogłam spokojnie rozmawiać o mikronacjach i nie przejmować się realnym życiem. Nie to co teraz. W mikronacjach wytrwałam do 2012 roku, potem odeszłam ze względu na problemy w życiu prywatnym. Zaliczyłam mały powrót w 2013 roku, ale potem definitywnie zrezygnowałam. Była to fajna przygoda, ale już nie dla mnie, a dla osób które mają dość dużo czasu. Jakie państwa dalej istnieją nie wiem, musiałabym sobie odświeżyć wiedzę. Jednak jeśli ktoś chce, zapraszam niech spróbuje.

Pozdrawiam Was, Molcia 🙂

Udostępnij

Witam Was!

Coraz bliżej jest koniec roku, jak i okres, gdzie większość osób ma trochę wolnego. Ja korzystając z tego, będę miała okazję trochę popracować nad blogiem, by go udoskonalić, a co najważniejsze dodać kilka opracowanych już postów 🙂

Będzie kilka postów o książkach, kilka o kawie – bo dawno nie pisałam ;P poza tym pora na powrót do moich korzeni i napisanie o mojej największej pasji – Monarchii Austro-Węgierskiej. więc zapowiada się pracowity okres dla mnie, ale i tez dla was – bo będzie co czytać. Poza tym jak niektórzy może wiedzą, zbliża się 2 rocznica istnienia tego bloga, więc też mam mały projekt w głowie (mam nadzieję, że on wypali). Mam też cel by w ciągu tych następnych 16 dni dojść do 100 wpisów na blogu. Jak widzicie zapowiadają się pracowite dwa tygodnie. Ale również podsumowanie tego roku. Sporo pracy i sporo zabawy przede mną 🙂 a mam nadzieję, że pomożecie trochę w tym przedsięwzięciu.

No i zastanawiam się co dzisiaj wam pozostawić w ramach tego wpisu do poczytania, ale jakoś na nic się zdecydować nie potrafię 🙂 Ale chyba wpadłam na pomysł co mogę Wam dzisiaj pozostawić.

Początek Pasji

Pracę ta kiedyś pisałam, teraz naniosłam niewielkie poprawki. Odnosi się do mojego dzieciństwa, to ten film zapoczątkował moją miłość do historii Europy XVIII /XIX wieku. Może jest to istna bajka, odbiegająca od historii – ale pozwoliła mi ona na szukanie i szperanie ciekawostek i prawy na temat tamtego okresu. Życzę Wam miłego czytania 🙂

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witam moi Drodzy Czytelnicy!

Od Czwartku próbuję zebrać się i napisać o czymś dla mnie ważnym, wiele znaczącym – ale jakoś nie starczyło mi czasu przy tym całym natłoku zajęć. Poza tym wczoraj miałam okazję pojechać do Wrocławskiego Zoo i poznać kilka fajnych osób. Ogólnie mogę powiedzieć, że ten tydzień był bardzo ciężki. Praktyki, niewyspanie, złe samopoczucie, wyjazd i parę ekstra dokładek dały mi popalić. Więc może dlatego czuję się dzisiaj jak wyciągnięta ledwo co z pralki bluzka 🙂 Ale nie o tym. Zatem zacznijmy od początku.

W czwartek miałam okazję pomagać (po raz kolejny oczywiście) w promocji szkoły w biurze promocji naszego miasta 🙂 Ale abstrahując od tego po całym tym przedsięwzięciu, miałam okazje posiedzieć i porozmawiać z moją wychowawczynią. Chciałam porozmawiać i poradzić się jej co mam ze sobą zrobić. Ostatnio mam wiele decyzji do podjęcia, ale jakoś z żadną mi nie po drodze, jak już wcześniej mówiłam. W każdym razie nie przeliczyłam się w nadziei, że moja wychowawczyni mi pomoże.

Doradziła mi coś, co z jednej strony nie jest prostym rozwiązaniem – na pewno będzie dla mnie i moich bliskich bolesne, ale z drugiej jest to jedyne rozsądne i odpowiednie w tej sytuacji. Miałam okazję powiedzieć jej co nie co o sobie, o swoich przejściach, określić jak się czuję z niektórymi rzeczami. A wiecie czemu to zrobiłam??? Bo pewnie się zapytacie, po co w ogóle w swoje życie mieszać nauczycieli? A ja odpowiem tak – dla mnie moja wychowawczyni jest kimś więcej niż już tylko nauczycielem.

To dzięki niej mam możliwość pokazać czasem na co mnie stać, co umiem zrobić, poszaleć nawet. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że mam z nią o niebo lepszy kontakt niż z własną rodziną… Od śmierci mojej mamy zaczęłam uważać, że nie rodzina cię określa jako człowieka na świecie, tylko to jakich ma się przyjaciół i ludzi wokół siebie. Jestem osobą trudną w pożyciu, ale jeśli ktoś mnie potrafi poznać, wie że zawsze można na mnie liczyć i można do mnie bić o pomoc – jeśli umiem to pomogę, jak nie będę szukać tak długo aż jakoś doradzę.

Wiecie co jeszcze było naprawdę fajnie podczas tej rozmowy?

Ja pomimo, iż mam niską samoocenę, to moja wychowawczyni wymieniła aż 8 cech które podobno przejawiam w swoim życiu. To bardzo mnie podbudowało, bo poza moimi przyjaciółkami, rzadko ktoś mi mówi, że jestem coś warta. Tak więc muszę przyznać moją wychowawczyni da się lubić, ba nawet więcej 🙂 Jest to kobieta otwarta (poza murami szkolnymi oczywiście :D), sympatyczna, szczera i co najważniejsze nie bagatelizuje problemów innych, oraz tolerancyjna względem innych. Cenię również sobie to, że poświęciła mi czas – który równie dobrze mogła spędzić z mężem i córeczką, a nie w moim towarzystwie. No i zapomniałabym o najważniejszym 😀 Moja wychowawczyni jest tak samo uparta jak Ja :D.

Więc jak to określiła kiedyś  na naszych zajęciach – trafiła kosa na kamień we wspólnej współpracy :). Zatem kończąc tę część – dziękuję za pomoc i wsparcie droga Pani. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła tak samo pomóc, jak to zrobiła Pani – pomagając mi.

Warszawskie Zoo

A teraz opowiadając kolejną historyjkę muszę zacząć od tego, że wstawanie o 5:30 w sobotę to zbrodnia. Ale wczoraj akurat się opłacała 🙂 Miałam okazję pojechać wraz z około 100 innymi osobami do Wrocławskiego Zoo. Nie powiem było super, szczególnie w Afrykanarium i Oceanarium. Całe Zoo też było fajnie – najbardziej urzekły mnie chyba Niedźwiedzie Brunatne, które spały do siebie przytulone 😀 to było bardzo fajny – jak to mówią Niedźwiedzi Uścisk :).

No i małpki które jadły i biegały gdzie popadnie. O tym, że mi się podobało może też świadczyć ilość zdjęć zrobionych przeze mnie na wyjeździe – ponad 2200 :D. Byłam w ogromnym szoku, że pod koniec dnia mój telefon jeszcze się trzymał 😀 Ale poza tym, że uchodziłam się po terenie całego Zoo, zrobiłam sobie mały wyskok na centrum Wrocławia w intensywnym poszukiwaniu pocztówek, które mogłabym zabrać ze sobą z powrotem do domu.

Moja wycieczka po Wrocławiu!

No i niestety tutaj przeżyłam rozczarowanie, bo nigdzie dostać pocztówek nie umiałam… No ale przynajmniej pojadłam w dobrej Greckiej Restauracji niedaleko Pasażu Grunwaldzkiego. Ale chyba ważniejsze jest to, jakie miałam towarzystwo podczas wyjazdu. Miałam okazję poznać trochę osób, które znałam pewnie z widzenia, ale nie tak osobiście. Zatem poznałam sporo fajnych szkrabów, które rozbawiały mnie w autokarze do łez, ich rodziców z którymi też można było się pośmiać niesamowicie 🙂

No i trochę starszych osób z którymi dało się normalnie porozmawiać i pośmiać (okazało się, że jedni bliscy znajomi nawet na czas pobytu w Zoo przygarnęli mnie i byli moim tata i mama. Tekst – „Curuś jeśli chcesz piwko musisz się mamy zapytać najpierw, czy ci pozwoli” – pozwolił na to, że popłakałam się do łez ze śmiechu :D). Zatem są kolejne osoby z którymi można zawsze się umówić na kawę i spędzić fajnie czas 🙂 Ale poza nowymi osobami, byli też starzy znajomi. Których znam już nie od wczoraj tylko trochę dłużej. Ogólnie cały wyjazd był genialny 😀 Jedynym minusem dla mnie było to, że nie miałam okazji zobaczyć wydr… Ale cóż nie wszystko można. A poniżej trochę zdjęć z mojej kolekcji oraz trasa jaką szalałam wczoraj po bezdrożach wrocławskiego zoo.

Trasa dla Wytrwałych

A poniżej trochę moich zdjęć z wyjścia po Zoo:

No i to tyle na dzisiaj… Rozpisałam się okropnie. Ale mam nadzieję, ze będzie to fajną lekturą. Zatem do ponownego spisanie i usłyszenia

Pozdrawiam Serdecznie Molcia :*

Udostępnij

Dzień Dobry Kochani!

Wybaczcie tą przerwę, ale niestety musiałam wyjechać na kilka dni. Natomiast dzisiaj chcę zaprezentować znowu trochę swojej twórczości, ale innej niż próby pisania krótkich biografii. Przedstawiam państwu jeden z moich wierszy 😉 Mam nadzieję, że się spodoba. To na razie tyle, ale obiecuję powrzucać coś znowu w niedługim czasie.

Pozdrawiam Was, Molcia 🙂

Udostępnij