Witajcie Kochani!

Ja dzisiaj nie mam jakoś weny do pisania. Więc wrzucę coś co mam od dłuższego czasu napisane. Kiedyś wylądowało to w pewnym scenariuszu, wystawianym w moim liceum. Mam nadzieję, że was tym nie wystraszę 🙂 A oto te wypociny z dawnych czasów:

Moje uczucie z chwili na chwilę w miłość się zmieniało,
Rosło, dojrzewało,
Czymś pięknym się stawało,
Nie miałam dość,
O więcej prosiłam.
Każdy kolejny jego pocałunek,
Kolejne jego spojrzenie,
Utwierdzało mnie w ty święcie,
Że to nie jest takie tam zauroczenie.
I tak też się stało,
Teraz idziemy razem tą samą drogą,
I jest nam ciągle mało,
Mimo że czasem jest ciężko,
Mimo iż różne problemy mamy,
Ale przecież jesteśmy razem,
Wspólnie to pokonamy,
Wszystko przecież przetrwamy,
Bo się bardzo kochamy.

Mam nadzieję, że tragiczny nie jest 🙂 Więc na tym dzisiaj poprzestanę, bo nie mam nastroju na długie elaboraty.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witam jeszcze raz!!! 😛

Wybaczcie ten spam, jednak pora trochę uporządkować sobie rzeczy na telefonie w notatkach. A wiąże się to z tym, że muszę w końcu po przepisywać zapisane w nich cytaty z książek. Więc dzisiaj poza kawą, mała porcja ciekawych i życiowych lub też nie cytatów.

Historyk:

„Tylko sama historia może człowieka czegoś nauczyć. Ale kiedy pozna się prawdę… Rzeczywiście się ją zrozumie… Nie ma już odwrotu.”

Jutro 4:

„Lepiej prosić o wybaczenie, niż o pozwolenie”

„Kiedy to się skończy, przeżyję swoje załamanie nerwowe. Zapracowałam na nie, jestem do niego uprawniona, zasługuję na nie i na pewno z niego nie zrezygnuję.”

„No cóż, wiem jedno: bez względu na wysokość tej ceny warto ją zapłacić. Nie wolno iść na łatwiznę i nie wolno żyć bez celu. Myślę, że trzeba zapłacić cenę i być z tego dumnym.”

Byłam żoną seryjnego mordercy:

„Wiele włożyłam w to, by odbudować moje życie, ale straciłam już zbyt dużo czasu na uciekanie od prawdy. Dopóki nie zmierzę się z przeszłością, dopóty moja ucieczka przed złem będzie niepełna.”

Uwięziona w Bursztynie:

„Hodie mihi eras tibi. Stc transit gloria mundi. – Dziś moja kolej, jutro twoja. Tak przemija chwała świata.”

Miłość w czasach zagłady:

„My ludzie, jesteśmy wszyscy bez wyjątku ogniwami jednego łańcucha. Jesteśmy ze sobą nierozerwalnie złączeni, ponieważ nosimy w sobie cząstkę życia i myśli tych, którzy byli przed nami. I jeśli miłość jest sercem, to pamięć duszą – a obie są nieśmiertelne. Czasem jednak zdarza się w życiu, że okrutny los wyrywa jakieś ogniwo z tego łańcucha i sprawia, że serce i dusza zasnuwają się mrokiem.”

„Ludzie stali się nieufni i podejrzliwi. Ci, którzy przedtem mieli niewiele, nagle posiadali wielkie majątki, ci, którzy wcześniej byli bez znaczenia, zyskali wpływy i władzę, a kto miał majątek i władzę, starał się, żeby wszyscy o tym wiedzieli. Ci zaś, którzy nie uczynili niczego złego, stali się ofiarami.”

„Najmniejsze nawet działanie może zmienić cały porządek świata. Bóg stworzył na początku rzeczy tak, aby były proste i zrozumiałe. Dobro to rezultat prostej logiki umysłowej, którą nazywamy rozsądkiem, zło zaś to długa i szkodliwa droga okrężna i nazywa się ją głupotą. Tę oczywistą mądrość w naturalny sposób posiadają dzieci, ale kiedy stają się dorosłe, szybko o niej zapominają.”

„Postępuj tylko wedle takiej maksymy, co do której mógłbyś jednocześnie chcieć, aby stała się ona prawem powszechnym.”

„Zaprawdę, czas to rzeczywiście najbardziej złośliwy wynalazek w całym boskim Wszechświecie – zawsze zachowuje się przeciwnie względem tego, czego pragnie człowiek. A już szczególnie powoli i nieśpiesznie płynie w okresach smutku.”

No to na razie tyle, przynajmniej mam trochę luzu w notatkach w telefonie. Jak znowu znajdę chwilę to ogarnę kolejną porcję cytatów dla Was!

A tymczasem pozdrawiam was jeszcze raz serdecznie! Wasza Molcia 🙂

 

Udostępnij

Witam Was!

Po takiej długiej przerwie w pisaniu. Ale jak ostatnio wspominałam miałam u siebie przyjaciółkę, spędziłam trochę czasu w pracy i z nią oraz z drugą przyjaciółką. Ostatnie tygodnie pokazały mi, jak bardzo czasami potrzebuję towarzystwa. I potwierdzają słowa, które kiedyś czytałam w książce pt. „Kubuś Puchatek”:

„- Puchatku! – zawołał Prosiaczek.
– Tak, Prosiaczku? – Odpowiedział Puchatek
– Nic, chce się tylko upewnić, że jesteś obok mnie przyjacielu.
– Jestem, zawsze!”

Ostatnie dni pokazały mi, że potrafię być wredna i drobnostkowa – jednak jestem człowiekiem, który tęskni i oddałby wszystko co może swoim najbliższym. A takimi  właśnie osobami są dla mnie – moi przyjaciele. Od wielu lat się powtarza, że w obecnym świecie mieć jednego prawdziwego przyjaciela to cud, prawdziwe złoto. Ja mam ich aż pięciu, za których jestem ogromnie wdzięczna. Bo zawsze, bez względu na wszystko – mogę na nich polegać, mogę z nimi porozmawiać, poradzić się, pośmiać czy nawet pobeczeć. I może nie zawsze jestem ideałem w tej relacji, znamy się i staramy się nawzajem znosić i tolerować swoje dziwactwa.

Moje złoto

Już nie raz o nich pisałam. Nie raz dziękowałam losowi za nich, i pewnie nadal będę. Nie muszę się rozpisywać nie wiadomo ile. Ostatnio jak byłam z przyjaciółką w Świerklańcu, to ona bez problemu wyczuła, że coś mnie gnębi. I byłam jej wdzięczna za to, że potrafi to zauważyć, wyczuć.

Bo pomimo, iż ostatnio miałam naprawdę wspaniały czas z moimi przyjaciółkami. To gdzieś w podświadomości miałam mały kłopot. Przy moich wojażach po Polsce czułam się wolna i przez to miałam wyrzuty sumienia. Bo kiedy moja mama żyła, nigdy nie mogłyśmy sobie na to pozwolić. A teraz kiedy jej nie ma – poznaję na nowo świat, poznaję jego piękno… I jest mi przykro, że odkrywam to wszystko sama, bez niej u boku. Może, jest to głupie… Sama już nie wiem, pewnie to kolejny problem do omówienia na terapii u Psychiatry.

Jednak czasami żałuję, że mama pozbawiała się wszystkiego z powodu innych, że ja też musiałam przez większość czasu pozbawiać się odrobiny przygody – bo nie mogłyśmy z jakiś powodów. Nie mam do niej o to specjalnych pretensji, ale to powoduje, że  brakuję mi tych wspomnień, ciekawych i radosnych do pielęgnowania czy oglądania na fotografiach. Brakuje mi po prostu tych wspomnień. By móc pamiętać mamę inaczej niż zazwyczaj. Teraz tworzę sama swoją historię, swoje wspomnienia i realizuję swoje jakieś marzenia. W gronie osób które szanuję i cenię, które można powiedzieć w pewien sposób kocham.

To znowu mi ostatnio tak przysłowiowo leżało na wątrobie. Nie jest to składnie i ładnie, trudno się mówi. Jednak musiałam to z siebie wyrzucić.

Na razie i do usłyszenia
Wasza Molcia

Udostępnij

Witajcie jeszcze raz 😀

Skoro już dzisiaj wzięłam się za pisanie, postanowiłam, że wrzucę ostatnio przeze mnie napisany wiersz 🙂 Nie mam pomysłu jak go nazwać, więc jeśli ktoś na to wpadnie z chęcią skorzystam. Póki co pozostanie beztytularny 😛 I oto on:

Mijają sekundy, minuty, godziny,
Dni, w końcu lata.
A każdej kolejnej chwili coś się
Wyłania, zapomina i przypomina.
Myśli krążą niespokojne po
Morzu słów, zdarzeń i obrazów.
Trudno wzrok zatrzymać,
Myśli zebrać i poskładać.
Trudno cel postawić na swej drodze,
Gdy nie ma się motywacji.
Trudno walczyć z czymś czego
Nawet dusza nie widzi.
A jednak każdego dnia ciągle
Wspinam się po zboczach życia,
Doświadczeń i zmartwień.
Codzienne troski, problemy
I radosne chwile,to jest to.
To jest to – co mnie kreuje
Właśnie teraz w tych nocnych
Rozmyślaniach i planach. 

Autor:Molcia

To tak w ramach małej wstawki 😀 Bo dawno nic nie pisałam swojego, a naszła mnie dzisiaj ochoto na to.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witajcie Wszyscy!

Dzisiaj mam dla was pewną historią. Zapoznajcie się z nią:

Znany profesor rozpoczął swój wykład dla 200-stu osób, trzymając w ręku stu dolarowy banknot.  Zapytał: „Kto z was chciałby dostać ten banknot?”. Wszyscy podnieśli ręce… Wtedy powiedział: „Dam go jednemu z was, ale pozwólcie, że najpierw zrobię to”. I zgniótł banknot w ręku. I znowu zapytał: „Kto teraz chce ten banknot?” Ręce nadal były podniesione. Profesor dodał: „A jeśli zrobię tak…” Rzucił pieniądz na ziemię, podeptał i zgniótł. Podniósł pieniądz, wygnieciony i brudny, i zapytał znowu: „A teraz? Kto jeszcze chce te 100 dolarów?” Ręce nadal były podniesione. Wtedy powiedział: „Nieważne, co zrobię z tym banknotem, zawsze będziecie go chcieli, bo nie traci on swej wartości. To samo jest z nami.

Często w naszym życiu jesteśmy deptani, gnieceni, czujemy się kompletnie bez wartości. Ale to nieważne, bo nigdy nie tracimy naszej wartości. Brudni czy czyści, zgnieceni czy cali, wysocy czy niscy, grubi czy chudzi, to wszystko jest nieważne Nie wpływa to w żaden sposób na naszą wartość! Ceną naszego życia nie jest to jak wyglądamy, ale co zrobiliśmy i co wiemy! A teraz pomyśl przez chwilę i zrób: Po 1 – Wymień 5 najbogatszych osób na świecie. Po 2 – Wymień 5 ostatnich zwyciężczyń konkursu Miss Świata. Po 3 – Wymień 5 osób, które w zeszłym roku dostały nagrodę Nobla. Po 4 -Wymień 5 osób, które w ostatnich latach dostały Oscara jako najlepsi aktorzy/aktorki. I jak? Nie bardzo? Nie przejmuj się, nikt z nas dziś nie pamięta wczorajszych zwycięzców. Brawa cichną! Nagrody przykrywa kurz! Zwycięzcy są zapomniani!

A teraz zrób tak: Po 1 – Wymień 3 nauczycieli, którym wiele do dziś zawdzięczasz. Po 2 -Wymień 3 przyjaciół, którzy pomogli ci w trudnych chwilach. Po 3 -Pomyśl o osobach, które sprawiły, że poczułeś/aś się kimś wyjątkowym.  I po 4 -Wymień 5 osób, z którymi spędzasz najwięcej czasu. I jak? Prawda, że lepiej? Osoby, które mają znaczenie w naszym życiu, to nie ci najlepsi, najbogatsi, najmądrzejsi, zwycięzcy. To ci, którzy o nas myślą, chcą naszego dobra, pomagają nam, w taki czy inny sposób są obok nas.

I co możecie o nim powiedzieć?

Te opowiadanie podesłała mi znajoma. Historia prawdziwa, przeze mnie sprawdzona w życiu i to nie raz. Próbując wczoraj przypomnieć sobie odpowiedzi na pierwszą serię pytań, doszłam do wniosku że mogę odpowiedzieć tylko na jedno pytanie. Natomiast już z drugiej serii bez problemu można odpowiedzieć na każde. I tak zastanawiałam się nad nimi. I dzisiaj postanowiłam na nie odpowiedzieć właśnie tutaj na blogu.

Więc po pierwsze – trzech nauczycieli, którym wiele zawdzięczam. Przyznam się, że na chwilę obecną mam ich więcej niż trzech. Ale na przestrzeni lat tylko ta czwórka wydaje mi się najważniejsza – Po pierwsze są to nauczycielki z gimnazjum, jedna z historii a druga z biologii – obie bardzo pomogły mi po śmierci mojego taty, były dla mnie wielkim wsparciem. Kolejne dwie poznałam już w szkole policealnej – jedna jest tam wicedyrektorką i zrobiła dla mnie wiele dobrego po śmierci mojej mamy. Z drugą panią nauczycielką mam bardzo dobry kontakt do dzisiaj i uczyła mnie anatomii. Bardzo wiele zawdzięczam tym nauczycielkom, bo w najgorszych chwilach były dla mnie jedną z niewielu ostoi pewności i wsparcia, oraz wiary we mnie.

Po drugie – trójka przyjaciół która wspierała mnie w trudnych chwilach. Oczywiście, że ich mam i mam ten zaszczyt nadal mieć ich jako przyjaciół. Niektórych poznałam przez internet, innych na siłowni. Ale cała trójka była i jest dla mnie ogromnym wsparciem na co dzień w walce z swoimi demonami i nie tylko. Jestem im ogromnie wdzięczna, że mogę się im czasem również przydać jako podpora. Wiem, że mnie kochają i martwią się o mnie. I to samo ja mogę powiedzieć o sobie w stosunku do nich. Dziękuję Weroniko, Karolino i Marcinie, że jesteście ze mną każdego dnia.

Po trzecie – osoby które sprawiły, że poczułam się wyjątkowo. Jest kilka takich osób, ale chyba najważniejszymi z nich są moi przyjaciele, ale zaraz za nimi są dwie bliskie mi osoby. Jedna to starsza już osoba, która zawsze wspierała moją mamę, a potem po jej śmierci wspierała mnie. Jest dla mnie jak babcia i mama, których już nie mam. Kolejną osobą jest moja była wychowawczyni, to dzięki niej nie raz walczę sama z sobą, i przekonaniem, że nic nie umiem i jestem głupia. Zawsze mi powtarza, że to nie prawda i nie raz udowodniła mi to swoimi długimi rozmowami na różne tematy 🙂

I ostatnie zadanie. Pięć osób z którymi spędzam najwięcej czasu. Jeśli brać pod uwagę faktycznie spędzanie czasu w towarzystwie – to będzie pewne małżeństwo znajomych, moja przyjaciółka i znajdzie się jeszcze ktoś. Jeśli chodzi o czas spędzony na rozmowy i wspólne chwile – to będą zdecydowanie moi przyjaciele, zwłaszcza Weronika 🙂 za co jestem jej wdzięczna. Oraz moja Ciocia, bo rozmawiam z nią często i staram się też w miarę odwiedzać też. Oraz ostatnią osobą będzie moja znajoma Ewelina, która też okazała się wartościową osobą i pomogła mi wtedy kiedy najmniej się tego spodziewałam.

Jestem wdzięczna każdej osobie, tutaj wymienionej i nie wymienionej, ale będącej w moim sercu za każdą chwilę jaką mogłam z wami spędzić. Choć czasem mam ciężkie dni, wiem, że dzięki wam jestem ta osobą, którą jestem. I sporo wam zawdzięczam.

No to tyle w dzisiejszym temacie. A Wy moglibyście też odpowiedzieć na pytania Profesora??? Może podzielicie się tym w komentarzach.

Pozdrawiam, Wasza Molcia.

Udostępnij

Witam Was!

Dawno nic nie pisałam jakiś krótkich notek o muzyce. Dzisiaj po 10 dniach przerwy w pisaniu, kiedy to próbuję cokolwiek ogarnąć w swojej głowie, by napisać – postanowiłam, że umieszczę tutaj piosenkę, która ostatnio chodzi mi po głowie w związku z serialem który oglądam.

Castle jest znany chyba większości osób czytających mój blog. A jeśli nie to serial opowiada o przygodach policjantki i pisarza, którzy szuka natchnienia do pisania swoich książek. Jak ja to lubię mówić, on pisze o morderstwach, a ona je rozwiązuje z jego pomocą. Jest to para bardzo dobrana, irytująca siebie nawzajem, ale co ważniejsze jest między nimi ta chemia.

Wracając do piosenki, utwór ten jest ulubionym kawałkiem głównej pary bohaterów i w miarę często jest motywem przewodnim w ważniejszych scenach serialu. Podobnie jak piosenka wykonywana w serialu Poldark – ta jest odtwarzana ostatnio bardzo często w moim skromnym domostwie. Nawet w chwili obecnej jej słucham, by jeszcze lepiej nastroić się do pisania o niej. Tak jak mam w zwyczaju, zamieszczę polski i angielski tekst oraz linka do filmiki na YT. Zapraszam was serdecznie do posłuchania.

A tym bardziej zapraszam do zapoznania się z duetem serialowym – Beckett i Castle z serialu Castle (dla chcących 8 sezonów dobrego serialu i śmiechu).

Angielski Tekst:

Nothing goes as planned
Everything will break
People say goodbye
In their own special way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Everything will change
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone’s to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
No I cannot get you out
No I cannot get you out
Oh no, I cannot get you out
No I cannot get you…
Everything is dark
It’s more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
Oh, you’re all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you’re in my veins, and I cannot get you out
No, i cannot get you out
No, i cannot get you out…
Oh no, I cannot get you…

A teraz polskie tłumaczenie:

Nic nie idzie zgodnie z planem
Wszystko się rozpadnie
Ludzie mówią żegnaj
Na swój specjalny sposób
Wszystko, na czym możesz polegać
I wszystko co możesz udać
Zostawi cię z rana
Znajdzie za dnia
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś , bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Wszystko się zmieni
Nic nie zostanie takie samo
Nikt nie jest idealny
Oh, ale każdy jest winny
Wszystko, na czym możesz polegać
I wszystko co możesz ocalić
Zostawi cię z rana
Znajdzie za dnia
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś, bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Wszystko jest ciemne
To więcej, niż możesz znieść
Ale łapiesz promienie słońca
Świecące
Świecące na twoją twarz
Twoją twarz
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh, jesteś wszystkim, czego smakuję, w nocy w moich ustach
Oh, uciekłaś, bo nie jestem tym, czego szukałaś
Oh, jesteś w moich żyłach, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Nie, nie mogę się ciebie pozbyć
Oh nie, nie mogę się ciebie pozbyć

Poniżej link do YT:

Miłego słuchania i do spisania 😉

Wasza Molcia

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Zastanawiacie się skąd ten tytuł?! Cóż dla każdego z nas tematem tabu przez większość życia jest temat śmierci. Nikt o niej z nas nie myśli, póki ona nas nie dotyka w bezpośredni lub pośredni sposób. Póki ktoś nam z bliskich nie zachoruje, czy też odejdzie niespodziewanie z tego świata. Kiedy jesteśmy młodzi odkładamy ten temat na później – bo wychodzimy z założenia, że mamy na to jeszcze czas. Kiedy jesteśmy starsi mówimy, że wiemy iż nas czeka, a jednak mimo wszystko chcemy unikać tego tematu w rozmowach. Nie rozmawiamy o nim z bliskimi, nie rozmawiamy z przyjaciółmi. A jeśli coś takiego mówimy, to rodzina i znajomi – mówią, że nic się nie stanie, że jeszcze nie ten czas na takie rozmowy, że przesadzamy i świrujemy.

Czemu jest nam tak trudno rozmawiać o tym co czeka każdego z nas?! Czemu trudno nam przyjąć fakt, że jutro możemy się już nie obudzić, że nie będziemy rozmawiać z naszymi bliskimi, że więcej już ich nie spotkamy?! Najczęściej trudno nam przyznać się do tego, że się boimy – samotności, bólu, smutku. A jednak nie możemy uciec od tego wydarzenia w życiu. Prędzej czy później ono nas spotka.

Żegnamy rodziców, kuzynostwo, wujostwo. Niestety czasem rodzice żegnają swoje dzieci, czy jedna połówka chowa drugą połówkę. Ból niesamowity, nie wyobrażalny – a jednak każdy z nas musi przez niego przejść. Musi wylać te łzy, powiedzieć to co nam na sercu leży i pomimo to ruszyć dalej, bo życie toczy się dalej.

Z czym wiąże się śmierć?

W pewnej książce pt. „Droga do Domu” autorstwa K. McQuestion, znalazły się następujące słowa: „W śmierci najbliższych nie jest najgorsze to, że nie możemy ich już więcej zobaczyć, tylko to, że nie możemy się z nimi już więcej komunikować.” Prawda, po śmierci chyba najbardziej brakuję nam obecności i rozmowy z daną osobą. Nie raz miałam takie problemy, kiedy musiałam się borykać z świadomością, że po powrocie do domu – mama nie przywita mnie z obiadem na stole i zwykłym pytaniem: „Jak tam w szkole, córuś?”. Iż wieczorem nie będę mogła z nią porozmawiać w łóżku, albo rozmów podczas naszych spacerów. Tego najbardziej brakowało – obecności i rozmowy z bliską osobą.

Jak to mówi pewna osoba – czas pozwala lepiej radzić sobie z uczuciami i problemami które spowodowała śmierć. „Czas nie leczy ran, tylko uczy nas jak żyć z bólem” – te słowa powtarzam jak mantrę od śmierci mojego Ojca i będę je powtarzać jeszcze nie raz. Bo z czasem cały ból i smutek po prostu nie będą stanowiły głównego punktu dnia, ale będą do niego tylko szarym dodatkiem do końca naszego życia.
Więc to chyba tyle w dzisiejszym temacie, w temacie Tabu jakim jest śmierć. Może nie jest to najlepsza rada – ale jeśli macie choć trochę odwagi nie bójcie się o tym rozmawiać, pomówcie o tym z najbliższymi. Bo nigdy nie wiemy co może się stać jutro.

Wybaczcie za ten temat, jednak w ostatnim czasie zbyt często spotykam się z śmiercią. Czy to w rodzinie, czy wśród znajomych. Dzisiaj też jestem po kolejnym pogrzebie, stąd zapewne te myśli i rozważania.

Do następnego, wasza Molcia.

Udostępnij

Witam Kochani!

No i mamy za sobą pierwsze 22h 2016 roku. Jak większość ludzi – wielu z was zrobiło sobie listę planów i celi na ten rok. Moja nie wiele się zmodyfikowała. Z poprzedniego roku z 15 celi jakie mam od dłuższego czasu udało mi się zrealizować tylko, a może aż 7 celi. Pozostałe 8 pozostało na ten rok, i doszły mi dwa dodatkowe. Pierwszym z nich jest zdanie egzaminu zawodowego, który czeka mnie już za 2 tygodnie. Drugi cel jest trochę bardziej moim marzeniem niż celem – otóż chciałabym wybrać się na przejażdżkę do Paryża wraz z moimi przyjaciółmi. Ile uda mi się z tego zrealizować nie mam pojęcia. Z ostatniego roku jestem bardzo zadowolona, udało mi się prawie połowę osiągnąć i zrealizować.

Mam nadzieję, że ten rok pozwoli mi wypracować te cele i na następny rok będę miała tego mniej. Mam nadzieję również, że wraz z moimi przyjaciółmi będę mogła cieszyć się wieloma radosnymi i szczęśliwymi chwilami, że będziemy mieli wzajemnie jak najmniej smutnych chwil i momentów. A wiem, że jeśli trochę się postaramy będziemy mogli mieć naprawdę udany rok. Wszystko tak naprawdę zależy od nas i naszych starań i wzajemnego wsparcia.

W tym roku miałam okazję zobaczyć i poczuć jak moi przyjaciele są dla mnie ogromnym wsparciem. Ile im zawdzięczam oraz to, że mogę na nich polegać. Mogłam również sama być dla nich oparciem i pomocną dłonią w ciężkich chwilach. W każdej chwili wiem, że jeśli będą mnie potrzebować to dla nich jestem. Rok 2015 był bolesny, był strasznie trudny psychicznie – ale też był rokiem moich małych zwycięstw z przeszłością, był w moim odczuciu dobrym rokiem. Teraz będę dokładać wszelkich starań by ten był jeszcze lepszy.

Więc życzę wam tego samego. Bo jak to mówi Martyna Wojciechowska – „Niemożliwe nie istnieje”.

Pozdrawiam Was, Molcia.

Udostępnij

Witam Was!

Coraz bliżej jest koniec roku, jak i okres, gdzie większość osób ma trochę wolnego. Ja korzystając z tego, będę miała okazję trochę popracować nad blogiem, by go udoskonalić, a co najważniejsze dodać kilka opracowanych już postów 🙂

Będzie kilka postów o książkach, kilka o kawie – bo dawno nie pisałam ;P poza tym pora na powrót do moich korzeni i napisanie o mojej największej pasji – Monarchii Austro-Węgierskiej. więc zapowiada się pracowity okres dla mnie, ale i tez dla was – bo będzie co czytać. Poza tym jak niektórzy może wiedzą, zbliża się 2 rocznica istnienia tego bloga, więc też mam mały projekt w głowie (mam nadzieję, że on wypali). Mam też cel by w ciągu tych następnych 16 dni dojść do 100 wpisów na blogu. Jak widzicie zapowiadają się pracowite dwa tygodnie. Ale również podsumowanie tego roku. Sporo pracy i sporo zabawy przede mną 🙂 a mam nadzieję, że pomożecie trochę w tym przedsięwzięciu.

No i zastanawiam się co dzisiaj wam pozostawić w ramach tego wpisu do poczytania, ale jakoś na nic się zdecydować nie potrafię 🙂 Ale chyba wpadłam na pomysł co mogę Wam dzisiaj pozostawić.

Początek Pasji

Pracę ta kiedyś pisałam, teraz naniosłam niewielkie poprawki. Odnosi się do mojego dzieciństwa, to ten film zapoczątkował moją miłość do historii Europy XVIII /XIX wieku. Może jest to istna bajka, odbiegająca od historii – ale pozwoliła mi ona na szukanie i szperanie ciekawostek i prawy na temat tamtego okresu. Życzę Wam miłego czytania 🙂

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Każdy z nas ma w rodzinie kogoś kto przeżył lub urodził się podczas II wojny światowej.  W mojej rodzinie sporo osob nie pamięta już tego okresu,  jednak pozostają jakieś nieliczne zapiski,  zdjęcia czy też opowiadania w pamięci z tego okresu.

Jeden z członków mojej rodziny miał okazję brać czynny udział w II wojnie światowej i niestety zginął w Auschwitz w sierpniu 1944 roku. Dzięki jego pamiętnikom, które się tam zachowały mam możliwość poznania swojego wujka i jego dziejów,  decyzji,  charakteru. Nie raz się Mi zdarza, gdy czytam jego relacje –  że zastanawiam się czy potrafiła bym się tak samo zachować jak on w tej sytuacji. Czy byłoby mnie stać na taka odwagę czy też potrafiła bym wytrzymać psychicznie ten cały terror na jaki musiał patrzeć.

Ostatnio opowiadałam jego historię oraz jego relacje z tego okresu, i innych osób o tym jak się żyło, jak sie walczyło o przetrwanie.  I dzisiaj mam w planach zamieścić kilka jego wspomnien i nie tylko jego –  mówiących o tej ogromnej tragedii jaka spotkała młodych ludzi,  a przede wszystkim lekcji historii i życia jaka ja osobiscie mogę wyciągnąć z tych relacji cytując Georga Santayana: „Kto nie pamięta historii jest skazany na jej przeżycie.”

Getto Warszawskie okres 1940 –  1943:

„Całe rodziny musiały opuścić swoje domy, pozostawić całe dobytki albo je sprzedać za bezcen,  po to by zamieszkać w 5/6 osób w jednym pokoju lub na ulicy. Nie dostają odpowiednich racji żywnościowych,  ograbiamy ich z godności i wszelkich kosztowności.  Gdy wczoraj skończyliśmy budować mur i zamknęło się Getto. Nie ma już odwrotu. Dopiero teraz zacznie się piekło dla nas –  udowadniając SS-manom, że i my potrafimy być tacy jak Oni. Że możemy udawać to okrucieństwo z jakim Oni traktują Żydów dla przyjemności. ”

” Najtrudniejsze dzisiaj co musiałem zrobić to pozbawić kobietę godności.  Wraz z innym SS-manem krzyczałem i kazałem się jej rozbierać na środku ulicy. Wygrażałem karabinem, kazałem jej się spieszyć,  bo nie mam czasu na zabawy,  że jest tylko żydowskim ścierwem. Nawet nie zauważyłem kiedy ten drugi zastrzelił staruszka chcącego pomóc dziewczynie. Nagle wszystko potoczyło się bardzo szybko.  Dziewczyna uciekła,  staruszek zmarł –  a ja obserwowałem to z boku. Nagle dostałem cios w tył głowy – za to że nie dopilnowałem dziewczyny – która stanowiła zabawkę dla SS-mana. Jednak cieszę się,  że nie mam ich krwi na rękach.  Że jutro znów wyjdę na ulicę i będę mógł szmuglowacć żywność, lekarstwa i dzieci przez mur. To jest dobre,  to walka w słusznej sprawie, prawda?”

„Coraz trudniej wychodzi mi udawanie,  że jestem sprzymierzeńcem Niemców. Każdego dnia coraz chętniej mam ochotę zastrzelić mojego zwierzchnika. Ale co mi to da? Czy warto ryzykować całe przedsięwzięcie –  moją głupią zachcianką? Ja i Alik robimy tyle dobrego dla tych maluchów,  dajemy im szansę ucieczki,  lepszego życia. Ale czy do wystarczające wytłumaczenie dla tych okropnych czynów jakie muszę robić każdego dnia?”

„Jest po wszystkim. Tyle osób zginęło niepotrzebnie. Mogłem próbować jeszcze coś więcej zrobić,  ale jak? Każdy dzień to jakby chodzenie po linie nad przepaścią.  Nic nie jest pewne u SS-mana. Jego nastrój,  humor. Nigdy nie wiem co zrobi ta druga osoba,  po drugiej stronie – która nawet nie wie,  że chce im pomóc. Wykańcza mnie psychicznie i fizycznie to cierpienie ludzi, moja maska –  jaką nosze z niechęcią,  to lawirowanie w sieci kłamstw. Czasami zastanawiam się czy nie lepiej zginąć.  Mieć to za sobą wszystko, pozostawić to piekło na ziemi.”

Powstanie Warszawskie –  sierpien 1944 rok:

„Jest chyba 6 rano. Siedzę od 11 godzin w piwnicy i zastanawiam się kiedy Niemcy skończą naloty. Jeszcze dwa tygodnie temu mogłem chodzić po zrujnowanym mieście,  dzisiaj uciekam przed Niemcami za zdradę. To cena jaką płace za podwojne życie i szpiegostwo. Ale nie żałuję. Przez ostatnie miesiące nie czułem się dobrze jak teraz. Kiedy w końcu mogłem wszystko powiedzieć,  co sądzę o wojnie, o Niemcach,  o tym wszystkim co czuję. Nawet nie wiesz jaka to ulga,  móc powiedzieć po 5 latach uśmiechania się i służby u Niemców –  tego co naprawdę się myśli prosto im w twarz.”

„19 sierpnia.  Jutro ważny dzień,  oby tylko udało się wysadzić zaplanowany punkt.  A co najważniejsze –  nie możemy dać się złapać.”

„Złapali mnie.  Od samego początku czułem,  że coś pójdzie nie tak. Ale trudno się mówi. Teraz stoję w zatłoczonym wagonie,  ledwo umiem oddychać,  jestem głodny i brudny od błota. Mam potrzebę,  ale nie mogę się ruszyć.  Wszędzie czuć mocz i kał,  pot dookoła. Nie wiem gdzie jadę,  ale spodziewam się,  że do któregoś obozu.  Ludzie wokół mówią, że jedziemy w głąb Niemiec.  Ja jednak w to wątpię,  za długo z nimi pracowałem,  wiem, że im się to nie opłaca.  Zastanawiam się ile już jedziemy. Z każdą kolejną minutą moje nogi coraz bardziej są zmęczone,  trudniej mi się utrzymać. Nawet nie za bardzo już pisać potrafię.  Chce wyjść,  chce zaczerpnąć powietrza.”

To ostatni zapis jaki mogłam przeczytać w pamiętnikach mojego wujka. Kolejne relacje będą już innych osób,  które przeżyły obóz w Auschwitz.

„Trzeba było być egoistą by przeżyć.  Trzeba było skoncentrować się tylko na sobie.  Ja zostałam sama jak miałam 12 lat,  to musiałam myśleć o tym jak przetrwać,  jak się uratować,  jak się potem wychować i zacząć żyć normalnie.” –  wspomina Agata Bołdok.

Fella Allon wspomina:

„Codziennie o piątej rano były apele. Ustawiali nas w szeregach. Byłam chuda i bardzo drobna,  ale pomimo tego mama kazała mi stawać w pierwszym rzędzie,  obok najzdrowszych i najsilniejszych.  W ten sposób chciała uratować mi życie.  Ona cały czas się mną opiekowała,  dbała o mnie.”

O wyjściu z obozu w Auschwitz pisze tak: „Zaczął się marsz śmierci. Jeśli zatrzymałeś się na chwilę albo usiadłeś,  Niemcy od razu strzelali i zostawiali ciała na drodze.  W pewnej chwili nie miałam już siły iść dalej i powiedziałam mamie, że muszę usiąść. Mama się zgodziła i powiedziała, że w takim razie ona usiądzie ze mną. To dało mi siłę,  żeby iść dalej, bo wiedziałam,  że jak usiądziemy,  to nas zastrzelą.”
„To,  co pamiętam,  to krzyki kobiet w barakach. Krzyki spowodowane bólem, gdy jedna z więźniarek niechcący nadeptywały na stopę innej więźniarki. Ich stopy były poranione przez lód. To był ból spowodowany długim marszem, boso.”

Podobne wspomnienia opisuje Alina Dąbrowska: „Sam marsz nie stanowił najgorszego wydarzenia. Szło się, było zimno, spaliśmy w stodołach,  jechaliśmy w otwartych wagonach. Było potwornie zimno. Najstraszniejszy był jednak głód w Revensbruck. Nie byłyśmy tam mile widziane. Nazywano nas ‚bandą z Oświęcimia’.  Jeżeli w południe nie poszłam z miską i siłą,  narażając się na pobicie kijem,  nie zabrałabym z kotła choć trochę zupy, to nie mialabym co jeść. „

Kolejna więźniarka –  Olga Hoffman wspomina swoje przeżycia z pierwszych chwil w obozie:

„Rozdzielali matki i dzieci,  rozdzielali siostry. Trzeba było przejść z podniesionymi rękami,  oni sprawdzali, czy nic przy sobie nie masz. Jeśli miało się cokolwiek, odsyłali na bok. Wszyscy panikowali,  bo było wiadomo,  co się stanie,  jeśli każą odejść na bok. Najgorsze doświadczenie w moim życiu to selekcja. Ten cały strach.”

„Rano była czarna kawa. Wieczorem kawałek chleba i odrobina zupy. Cały czas byliśmy głodni,  cały czas. I cały czas rozmawiało się o jedzeniu. Pracowałam przy budowie baraku. W tym błocie i ziemi, musieliśmy bo w innych barakach nie było już miejsca. Raz w tygodniu chodziliśmy na piechotę z Birkenau do Auschwitz.”

Kolejną osobą która również wspomina o selekcji oraz komorach gazowych w Auschwitz jest Irving Roth:

„Ci, którzy zostali przy selekcji skazani na śmierć w komorze gazowej, musieli ustawiać się przed wejściem do niej. Mówiło się, że idą wziąć prysznic. W środku było pusto. Były tylko ponumerowane haki wbite w ścianę. Kiedy ludzie zaczynali panikować, strażnicy mówili, żeby zapamiętać numer wieszaka, na którym powiesiło się ubrania, żeby móc je po prysznicu znaleźć. Kazali wiązać buty parami, żeby się nie pogubiły. Przed wejściem do baraku był napis ‚łaźnia’. Każdy dostawał kostkę mydła, a w środku były prysznice, więc ludzie wchodzili do środka.”

O tym jak kobiety i inni są mordowani w komorach gazowych jest wiele wspomnień, opowiadań osób, które przy tym zadaniu musiały pracować. M.in. pan Zalewski wspomina o nich czy wtedy młody żyd z Czech – Michael Honey. Sporo takich wspomnień można odszukać na internecie, w książkach czy gazetach o tematyce II wojny światowej. Na koniec wspomnę jeszcze o jednej osobie, która opisuje normalny dzień z życia więźniów. Są to wspomnienia pana J. Harmsa:

„Dni powszednie nie różniły się od siebie. Prawie równocześnie z porannym gongiem, oznajmiającym porę wstawania, do naszych baraków, wpadał blokowy. Pilnował on porządku i nadzorował uprzątnięcie sali przy użyciu bicia i krzyków. Bez względu na pogodę wypędzano nas na ulicę obozową. Naszym śniadaniem było pół litra gorzkiego płynu nazywanego kawą. Po tym ‚posiłku’ ustawialiśmy się na placu apelowym, by później wymaszerować pięcioosobowymi grupami do 12 godzinnej pracy. Pracować musieliśmy bardzo często w biegu, bez wytchnienia. Pracowaliśmy pod nadzorem uzbrojonych w pałki SS-manów i Kapo. Czas naszej pracy odmierzano liczbą zabitych. Była tylko jedna przerwa, na której spożywaliśmy zupę z przegniłych warzyw. Dodatkowo pracę utrudniały drewniane buty, które grzęzły w rozkopanym terenie. Gdy wracaliśmy nieśliśmy lub wieźliśmy na taczkach zabitych więźniów i tych poranionych. Wiedzieliśmy, że my możemy jutro znaleźć się na ich miejscu. Po pracy mieliśmy apele, na których było trzeba się stawić żywym lub martwym. Apele trwały od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. Staliśmy lub siedzieliśmy w przysiadzie. Po apelach mieliśmy kolację. Na kolację otrzymywaliśmy 300 gram chleba, często spleśniałego, 30 gram margaryny i płyn z ziół. Dni różniły się tylko tym, że padał deszcz, śnieg lub było mroźno i wiatr, albo upalne słońce.

Wiem, że wiele się o tym pisze i mówi. Jednak temat do łatwych nie należy. Dla mnie Auschwitz to przykre wspomnienia, duże emocje i jakieś powiązania rodzinne. Jednak uczą mnie dużej pokory względem historii i doceniania jej – nie tylko jako mojej pasji, ale również by wyciągnąć jakieś wnioski odnośnie swojego życia. Przeżycia wujka i innych osób pozwalają mi na wyciągnięcie wniosków i możliwość postawienia się w ich sytuacji. Sama nie wiem czy potrafiłabym postąpić jak te osoby. Nikt tego nie wie, do póki nie staje przed takim wyborem.

Dlatego to opisuję, nie jako kolejny materiał – tylko jako moją lekcję.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij