Witam Was 😉

Dzisiaj kolejna osoba znana z mojego ulubionego okresu historycznego. Pewnie co po niektórzy będą wiedzieć o kogo chodzi. Jest zaliczana do najbardziej znanych i może też wpływowych Matres XIX i XX wieku. A o kim mowa?! Dzisiaj krótka notka o Katarzynie Schratt. Zapraszam:

Katharina Schtatt urodziła się 11 września 1853 roku w Baden, w Dolnej Austrii. A zmarła 18 kwietnia 1940 roku w Wiedniu. Była austriacką aktorką. Znana głównie jako „droga przyjaciółka” czy „łaskawa pani” i w opinii wielu wieloletnia kochanka cesarza Franciszka Józefa I.

Od 1883 roku pracowała w Cesarsko-Króleswkim Teatrze w Hofburgu. Cesarza poznała również w Teatrze, a ich dalsza znajomość była zasługą żony Cesarza – Cesarzowej Elżbiety. Do 1909 roku była żoną Mikołaja von Kiss, pomimo rozstania wcześniej.

Katarzyna Schratt – tajna żona cesarza

Życie Katarzyny Schratt uchodziło zawsze za coś więcej niż niezwykłe. Najważniejszym mężczyzną w jej życiu był Cesarz Austrii – Franciszek Józef I. Aktorka przez ponad trzy dekady była jego najbliższą zaufaną osobą. Przez dziesięciolecia była zaprzyjaźnionym „oknem na świat” przez które do pałacu Schönbrunn i Hofburgu docierały wiadomości do zniewolonego niczym więźnia – Cesarza Franciszka. Temat przyjaźni Cesarza i Aktorki nurtował ludność Monarchii, rozmawiano o tym jak żyli, o tym co myśleli oraz o tym co robili.

Schratt to rozumiała, iż ze względu na pozycje jej „Franziego” – jest w centrum uwagi, ale również posądzana była o to, że czerpie osobiste korzyści ze stosunków jakie miała z Cesarzem. Jej pozycja w Burgtheater była umacniania właśnie dzięki Franciszkowi Józefowi. Aktorka musiała często przechodzić przez kpiny typu: „Ona nade wszystko kochająca Franciszka Józefa”.

Prezenty jakie otrzymywała od Cesarza nie ułatwiały tego postrzegania Schratt. Cesarz który zresztą był bardzo hojny – jak wobec swojej żony, Sisi – podarował jej Willę ala Schönbrunn, pałac na Ringstrasse czy też najwartościowszą kolekcję biżuterii jego czasów, zaraz po kolekcji jaką posiadała Cesarzowa Sisi.

Nie łatwe życie

Jako zaufana osoba, Schratt stała w centrum władzy i wydarzeń, które prowadziły Franciszka Józefa – 68-letniego Cesarza – do końca austro-węgierskiej Monarchii. Na Gloriettegasse, w pobliżu pałacu Schönbrunn stoi willa, w której mieszkała Schratt. Przyjaźń Cesarza z aktorką się umacniała, szczególnie po gwałtownej śmierci Sisi w 1898 roku w Genewie.

Co tak bardzo fascynowało najpotężniejszego Monarchę Europy w córce papierniczego i sprzedawcy biurowego z Baden około Wiednia? Cesarz bywał u niej prawie codziennie, i w kuchni Schratt – kucharz gotował wszystko, czego tylko zapragnęło cesarskie podniebienie.

Autor „Biografia Schratt” Georgowi Markusowi udało się zebrać wypowiedzi świadków, które potwierdzają jednoznacznie, co było dotychczas tylko przypuszczeniem: „Franciszek Józef po śmierci swojej żony, Cesarzowej Elżbiety i śmierci męża Schratt, para postanawia sformalizować swoje uczucie. Aktorka wychodzi za mąż za Cesarza. Ze zrozumiałych powodów ta różnorodna para bierze ślub, w Wiedeńskim Ordynacie Arcybiskupim przed Bogiem – na wiarę, ale nie jawnie wobec wszystkich w Monarchii. W ten sposób Franciszek Józef chciał zalegalizować długotrwały związek ze Schratt.” Była też jedną z pierwszych osób wpuszczonych do łóża po śmierci Cesarza w listopadzie 1916 roku.

Jednak Franciszek Józef nie był jedynym Monarchą Europy, który uległ czarowi i wdziękowi aktorki, który fascynował i publiczność i krytyków. Schratt wywarła również wrażenie na niemieckim Cesarzu Wilhelmie I oraz Królu Belgii, który utrzymywał z nią stosunki.

To tyle na dzisiaj 🙂

Pozdrawiam, Molcia 🙂

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Na początek przeprosiny się wam należą, nie pisałam bardzo długooo. Od powrotu do domu, jestem w ciągłym wirze remontowania mieszkania i małych urlopów, że nie mam głowy do tego by pisać. Ale obiecuję, poprawię się 🙂 Zresztą mam już dla Was kilka postów przygotowanych. A zaczniemy od tego. Jak wspominałam jakiś czas temu na instagramie – chce wam przedstawić pozycję „Był sobie Pies”. Książka naprawdę dobra. Popłakałam się na niej aż 4 razy, co zdarza mi się naprawdę rzadko w mojej karierze „mola książkowego”. Ponadto na podstawie książki powstał, też film – który jest dobry dla całej rodziny do zobaczenia.

Każdy z nas jako dziecko marzył o tym by posiadać psa. Jednym udało się to marzenie zrealizować, innym nie. A jednak posiadanie takiego psa jest naprawdę sporą odpowiedzialnością. To tak jakby posiadanie dziecka, tylko ono nigdy się nie wyprowadzi z domu. Pies jednak jest zawsze oddanym przyjacielem, i jest przy nas niezależnie od sytuacji.
Moim marzeniem od zawsze było posiadanie psa rasy Labradora Golden Retrivier, Bernardyna lub Owczarka Niemieckiego. Jednak jako dziecko nie mogłam ze względu na to, iż moja mama była uczulona.

A o czym jest ta historia?

Książka i film opowiada o kilku kolejnych żywotach psa, który pamięta co działo się z nim wcześniej. Bailey to labrador który trafia w ręce chłopca o imieniu Ethan. Bailey uczy się różnych rzeczy, które wykorzystuje potem w kolejnych swoich wcieleniach, wciąż pamiętając o wielkiej miłości jaką darzył swojego chłopca. Film i książka mają jeden cel – pokazać, że miłość nie zna granic, a nasi najbliżsi zawsze są przy nas. To cel kiedy stajemy się dla kogoś przyjacielem. Ponadto pies przez cały czas zastanawia się co jest sensem jego życia. Podsumowując książka i film są dobrym przygotowaniem do posiadania psa lub chęci adoptowania go. Zarówno książka jak i film podkreślają – że to od nas, a nie psa zależy jak wyglądać będzie nasze życie z czworonogiem.

I to prowadzi mnie do tematu tego, jak zadbać o nasze psiaki w nadchodzącym okresie zimowym. Wiadomo, że każda rasa psa potrzebuje odpowiedniego wyposażenia do domu jak i na spacerki. Przez kilka miesięcy miałam okazję pracować w sklepach zoologicznych, więc napomknę o kilku rzeczach.

W co warto zaopatrzyć czworonoga?!

Po pierwsze – potrzebują one specjalnej karmy. Jeśli mamy rasowe psy – wiadomo nie mogą one wszystkiego jeść co tradycyjny kundelek. Mamy dwa rodzaje karmy – suchą i chyba najczęściej preferowaną przez posiadaczy czworonogów oraz mokrą (typu konserwy), wiadomo również że musimy jakoś rozpieszczać nasze czworonogi, więc warto przyjrzeć się też różnym smakołykom jakie są na półkach. Osobiście chyba największą różnorodność widziałam marki Pedigree, ale nie powiem często też dla rasowych psów polecana jest karma firmy Royal Canin, np. Royal Canin dla Labradora.

Po drugie – ubranka dla psa. Jeśli nam jest w zimę zimno, to co powiedzieć o naszych wiernych towarzyszach?! Nie jestem promotorem „strojenia” psów, ale ubranka typu płaszcz czy też ocieplacze na łapy, kiedy na dworze jest około -20 stopni nie są dla mnie głupim pomysłem.

Po trzecie – w domu czy w mieszkaniu – pupil ma swoje legowisko. Warto byłoby też czasami zadbać by było mu w nim wygodnie. Ja osobiście wybierałam prawie 3h materac do łóżka, więc czemu dla psa miałoby być inaczej. Kiedy pracowałam przy inwentaryzacjach, zazwyczaj zajmowałam się legowiskami – jako tłumacz zagranicą najszybciej mogłam się dopytać o ceny – spowodowało to, że miałam okazję poznać trochę różnych wariantów poszczególnych firm. Najbardziej do gustu przypadła mi firma Trixie – która też jest dostępna na polskim rynku. Moją ulubioną wizualnie linią było Legowisko „Charly” – miękkie w dotyku, fajnie i łatwe do przenoszenia i co chyba najważniejsze – lekkie. Jeśli podróżujemy z psiakiem – lekkie legowisko jest dużym ułatwieniem 🙂

Oraz ostatni punkt o którym moim zdaniem warto wspomnieć – to zabawki i inne akcesoria dla psiaków. Wiadomo, że nie samą pracą człowiek żyje, więc czasem fajnie byłoby poskakać ze swoim czworonogiem 😉 No i tutaj kłania się nam cała masa przeróżnych zabawek dla psa i akcesoriów ułatwiających życie nam i naszym czworonogom. Chociażby – Gryzaki świetnie zastąpią nasze buty lub ubrania, maty do drapania zastąpią nasze meble 😉 Czego chcieć więcej, sama radość dla nas i psiaka.

To tyle na dzisiaj 😉 Mam nadzieję, że skorzystacie z posta 🙂

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Ostatnio na Facebooku była akcja na grupie czytelniczej o swoich sekretach związanych z czytaniem. Jako, że jestem molem książkowym, postanowiłam że też coś od siebie napiszę. No i przyznałam się do kilku swoich czytelniczych „grzeszków”.

Zatem co mam na sumieniu?!

Po pierwsze – zaginam strony książek – przy czytaniu, jeśli natykam się na ciekawy cytat, wartościowy moment akcji czy choćby fragment do którego będzie chciała wrócić – zaginam stronę, tzn jej róg. Lub jeśli posiadam długopis to podkreślam. Co prowadzi do kolejnego punktu.

Po drugie – piszę w własnych książkach. Zaznaczam, podkreślam. Proszę o dedykację w nich. Wszystko co ma dla mnie znaczenie zawsze jest podkreślone, długopisem, ołówkiem czy flamastrem.

Po trzecie – chyba najbardziej karygodne – jem i piję przy książkach. Już nie raz spotkała mnie za to kara, typu zalana kawą czy herbatą książka. Albo ubrudzona jedzeniem, a jednak to najlepsze co mogę robić jednocześnie czytając. Kubek gorącej czekolady, wafle ryżowe albo inne słodkości i książka to mój idealny zimowy wieczór pod kocem w domu.

Po czwarte – czytam wszędzie. To prawda zabieram książkę ze sobą nawet do toalety. Wiem nie musicie tego czytać, ale jednak. W drodze, na spacerze, podczas podróży. Staram się czytać jak najwięcej w każdej możliwej chwili. Jeśli nie mam w danym momencie kaca czytelniczego.

Po piąte – czytam na wszystkim. Poza książkami drukowanymi, książki czytam też na komputerze, tablecie i na telefonie. Głównie na Adobe Acrobat Reader ale mam też dobrą apkę pt. „eReader Prestigio”.

I ostatni mój grzeszek – uwielbiam zapach książek, mam ich sporo i często zdarza mi się otworzyć książkę po to tylko by ją powąchać. Nawet nie po to by ją przeczytać.

To takie moja małe wyznania, jako książkoholika. A wy macie jakieś swoje grzeszki przy czytaniu książek? Albo oglądaniu telewizji czy siedzeniu na komputerze? Podzielcie się 🙂 w komentarzach. A tymczasem, życzę wam spokojnego wieczoru 🙂

Wasza Molcia :*

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Dzisiaj po miesiącu od wydania kolejnego tomu cyklu Millennium, jestem po skończeniu tej książki. I powiem szczerze z tomu na tom dla mnie historia jest słabsza…Pierwsze trzy napisane przez Stiega Larssona są najlepsze. Lagercrantz próbuje mu dorównać, jednak jest daleko w tyle. Po przeczytaniu 4 tomu, byłam lekko rozczarowana – jednak historia zachowywała spójność. Piąty tom jest dla mnie pisany już na siłę. Śmierć jednego z głównych bohaterów niby był dobrym chwytem, a jednak… Cała historia przedstawiona na kartach „Millennium, Mężczyzna, który gonił swój cień” jest niby ciekawa, niby pomysłowa… A jednak do kitu. Choć to tylko moje zdanie, nie wiem jak innych.

O czym jest?

Lisbeth Salander odbywa karę w więzieniu dla kobiet Flodberga i stara się nie wchodzić w żadne konflikty. Ale pewnego dnia staje w obronie prześladowanej dziewczyny z Bangladeszu i ściera się z przywódczynią więziennego gangu. Tymczasem Holger Palmgren informuje Lisbeth, że posiada dokumenty, które rzucają nowe światło na wydarzenia z jej dzieciństwa. Hakerka prosi o pomoc Mikaela Blomkvista. Śledztwo doprowadza ich do Leo Mannheimera, bogatego maklera giełdowego.

Książka składa się z 420 stron opowiadająca kolejną historię z dzieciństwa Lisbeth. Nie wchodząc w szczegóły bo zdradzę wszystko, znowu była mocno wykorzystana przez system. Historia całkiem w porządku, nie „utknęłam” na niej, czytało się przyzwoicie. Ale jak już wspomniałam brakowało mi tego czegoś w tej książce. Ktoś też zauważył w recenzjach książki, że jak na kontynuację losów Lisbeth – jej i Blomvista jest stanowczo za mało.

Jakie są wnioski?!

Dla zapaleńców Larssona – nie polecam tej książki, dla osób lubiących dobry kryminał – jak najbardziej fajna książka. Polecam wam byście przeczytali 😉 I sami ocenili ją. Książkę zamówicie wszędzie, najszybciej dostaniecie ją w empiku (Tom 5). Ale też w każdej stacjonarnej księgarni.

5 tom Millennium

I na koniec 🙂

Przedstawie wam dwa cytaty, które bardzo spodobały mi się w tej książce:

„Oczywiście życie nie było tylko czarne jak noc.”

„Życie najczęściej jest najpiękniejsze z daleka.”

No to tyle na dzisiaj 😉 Do usłyszenia niebawem

Pozdrawiam Molcia 🙂

Udostępnij

Pomyślę o tym wszystkim jutro, w Tarze. Zniosę to wtedy lepiej. Jutro pomyślę,jak go odzyskać. Mimo wszystko, życie się dzisiaj nie kończy.

Witajcie Kochani!

Dzisiaj przywitałam was cytatem z książki pt. „Przeminęło z Wiatrem” – Margaret Mitchell. Prawie każdy z nas zna ten cytat lub słyszał o pięknej zielonookiej Scarlett O’Hara. Jedną z najlepszych wcieleń kinowych tej bohaterki zaprezentowała 78 lat temu Vivien Leight w filmie pod tym samym tytułem. Więc dzisiaj trochę o tym filmie 😉 o książce może w niedługim czasie też napisze 😛

Przeminęło z wiatrem – Gone With the Wind

Klasyka kina amerykańskiego z Okresu Złotego Wieku autorstwa Victora Fleminga trwająca prawie cztery godziny. Jeden z najdłuższych filmów jaki oglądałam i jeden z najlepszych na jakich wytrzymałam tyle przed telewizorem. Powstał w latach 1938/1939 roku i jest jednym z pierwszych filmów kolorowych. Melodramat oparty na powieści pod tym samym tytułem autorstwa wspomnianej już przeze mnie – Margaret Mitchell. Zdjęcia zaczęto w grudniu 1938 roku a ukończono je w listopadzie 1939 roku.

15 grudnia 1939 roku odbyła się premiera filmu w Atlancie. Koszt produkcji wyniósł około 4 mln dolarów, jednak film zarobił o niebo więcej na całym świecie, niż w ogóle zakładano iż zarobi. Według Box Office Mojo – jest to najbardziej dochodowy film wszechczasów, pobijając nawet Avatara. W Polsce premiera filmu odbyła się dopiero w 1963 roku.

O czym jest?

Fabuła osadzona jest podczas wojny secesyjnej i przedstawia losy Scarlett O’Hary i jej rodziny oraz przyjaciół. Po przegranej wojnie Scarlett przeżywa trudne chwile. W między czasie do życia Scarlett wkrada się – zakochany w niej po uszy Rhett Butler. To powoduje wiele różnych sytuacji w których musi odnaleźć się Scarlett.

W główną parę grają w filmie – Vivien Leigh i Clark Gable (Rhett). Poza tym w filmie grają również inne wielkie sławy ówczesnego kina, takie jak Barbara O’Neil (matka Scarlett) czy Leslie Howard – grający Ashleya Wilkesa. Reżyserem był wspomniany już Victor Fleming, który wyreżyserował około 45% filmu. Scenariuszem zajął się Sidney Howard, a za muzyke odpowiedzialny był Max Steiner.

Ciekawostki o filmie

Przeminęło z Wiatrem był też jednym z najlepiej nagrodzonych filmów podczas 12 rozdania Oscarów w 1939 roku. Na 13 nominacji do oscara, wygrał on 8 nagród, m.in. dla najlepszego filmu, najlepszego reżysera, najlepszej aktorki czy najlepszego scenariuszu adaptowanego. Poza tym przez lata film wygrywał różne plebiscyty. I znajduje się na liście 100 najlepszych amerykańskich filmów wszechczasów w pierwszej 10 listy. Wyprzedzają go tylko Obywatel Kane z 1941 roku, Casablanca z 1942 roku oraz Ojciec Chrzesny z 1972 roku.

Co można jeszcze powiedzieć o tym filmie? Na przykład to, że Hattie McDaniel to pierwsza czarnoskóra laureatka Oskara za najlepszą drugoplanową rolę. Ponadto w poszukiwaniu odtwórczyni roli Scarlett przesłuchano aż 1400 aktorek, m.in. Katharine Hepburn czy Bette Davis. Rolę Rhetta Batleta natomiast odrzucił Gary Cooper mówiąc, że to będzie największa klapa w całym Hoolywood – oj jak bardzo się mylił. Odnosząc się jeszcze do Oskarów – po raz pierwszy została ona też przyznana pośmiertnie dla Sidneya Howarda za scenariusz. A mówiąc o funduszach – stacja CBS zapłaciła bagatela 35 mln dolarów za prawo emisji filmu na swoim kanale.

To tyle mówiąc o tym filmie. Do dziś uwielbiam go za najlepszą rolę męską – Clarke Gable jest tutaj niesamowity. A kwestie jego to najlepsza szkoła aktorska jaka może być. A kiedy wypowiada pamiętną kwestię: „Kocham cię, Scarlett, za to, że jesteś tak bardzo do mnie podobna… Za to, że oboje jesteśmy renegatami i egoistami. Żadne z nas nie dba o to, czy świat idzie na psy, byle nam było dobrze i przyjemnie.” – to aż nogi mi miękną podczas oglądania. I tym akcentem zakończę dzisiejszego posta i wezmę się za ponowne oglądanie tego klasyku.

Pozdrawiam was serdecznie, Molcia 😉

Udostępnij

Witam Was!

Jak każde duże dziecko – uwielbiam bajki Disneya. Niektóre z nich mają naprawdę dobre teksty, mówiące o życiu i nie tylko. Dzisiaj wam chce kilka z nich zaprezentować. Jakie są mądrości Belli czy Kopciuszka?! Oto one:

Niektórzy mówią, że nad losem nie da się zapanować, że przeznaczenie nic nie zmieni. Ale ja wiem swoje. Los jest częścią naszego życia. Trzeba tylko trochę odwagi. – Merida Waleczna

Marzenie jest życzeniem wypowiedzianym przez serce. – Kopciuszek

Kwiat, który rozkwita w niepogodę jest rzadszy i piękniejszy niż inne. – Mulan

Ja pragnę przygód w hen szerokim świecie, choć trudno wam zrozumieć mnie. Świat wspaniały by się stał, gdyby ktoś to pojąć chciał. Pragnę więcej niż los dać mi chce. – Bella

Choć nie wiem skąd i nie wiem jak, że coś się już zaczyna, nadchodzi dzień, ten w którym mnie Wasz przyjmie świat. – Ariel

Opuść swoją strefę komfortu. Nagroda jest tego warta. – Roszpunka

Nigdy nie jesteś za stary, by być młodym. – Królewna Śnieżka

Mam tę moc! Mam tę moc! Rozpalę to co się tli. Mam tę moc! Mam tę moc! Wyjdę i zatrzasnę drzwi! Wszystkim wbrew, na ten gest mnie stać! Co tam burzy gniew?! Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha. – Elsa

Oto kilka fajnych, które mnie się spodobały. Są fajne i wartościowe 🙂 A ja tymczasem wam dziękuję i do usłyszenia niebawem kochani!

Pozdrawiam Was, Molcia 🙂

Udostępnij

Witajcie Kochani!!!

O złotym wieku kina amerykańskiego słyszeli wszyscy którzy są starsi ode mnie i pamiętają czasy pierwszych telewizorów w Polsce. Ja jako osoba urodzona w latach 90, bardziej nastawiona byłam na filmy typu Titanic czy Zakochany Szekspir. Jednak prawdą jest, że filmy z lat 1930 – 1959 urzekły mnie najbardziej. Słynna Casablanka czy Przeminęło z Wiatrem – to klasyki do których z chęcią i ciągle wracam. Charyzmatyczny Clark Gable czy urodziwa Vivien Leight z Przeminęło z Wiatrem, stworzyli jedną z najpiękniejszych adaptacji książek Margaret Mitchell. Kolejne coraz bardziej zyskujące uznanie ekranizacje filmów z udziałem wspominanej już na blogu kiedyś Grace Kelly są zabawne, z przesłaniem lub dające do myślenia. Kreacje Kathrine Hepburn – czterokrotnej laureatki Oskara – są niezapomniane. I nie można też zapomnieć o znakomitym komiku jakim był Charlie Chaplin. Oraz wielu innych osobach, które tworzy złoty wiek Hollywood.

Rhett i Scarlett (Gable i Leight)

Tamtych filmów nie pobije nic. Dla mnie są o wiele bardziej brawurowe, niż obecne. Może nie powalają jakością, efektami specjalnymi – ale zachwyca grą aktorską, dobrą reżyserią czy dialogami bohaterów. Dlatego zamierzam od dzisiaj przedstawić wam nową serię pt. „Złoty wiek Hollywood”. Postaram się zamieścić tutaj recenzje filmów, z tamtych czasów – które miałam okazję oglądać czy też posiadam w swojej kolekcji domowej i chętnie do nich wracam. Filmów jest sporo, które widziałam i naprawdę lubię. Aktorów jeszcze więcej 😉 A ich ciężka praca, jaką było ówczesne aktorstwo zaowocowało licznymi Oskarami i nominacjami do nich i nie tylko. Postaram się wam ukazać tą magię dobrego kina, która mnie urzekła lata temu. Ale oczywiście zrozumiem, jeśli ktoś woli współczesne kino – macie prawo do tego. Sama też oglądam 😀 Jednak uwielbiam wracać do „staroci” jak to koleżanka określiła. Bo właśnie brakuje mi tego czegoś – co mają klasyki, a w obecnym kinie trudno spotkać 😉

Casablanca (od lewej: H. Bogart, C. Rains, P. Henreid, I. Bergmann)

Zatem zapraszam na kolejną serię postów 😉 Zacznę od posta w najbliższy weekend, a dzisiaj tylko zapowiedź posta: „Pomyślę o tym jutro” – czyli jak tworzono klasyk z 1939 roku – Przeminęło z Wiatrem.

Pozdrawiam Wasza, Molcia 😀

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Posąg Lwa w Darmstadt

Ostatnio szukając inspiracji na posta by wam coś ciekawego zamieścić, znajoma podrzuciła mi pomysł by napisać coś o moich lwach. O co chodzi?! Odkąd trochę podróżuję po Europie, korzystałam z okazji i robiłam sobie zdjęcia z pomnikami lwów, które napotkałam. No i nie powiem, każdy lew w miastach, jakim mi było dane odwiedzić – miały swoje historie. Lecz ogólna symbolika jest taka sama dla wszystkich napotkanych dzieł sztuki. Więc zacznijmy temat od symboliki.

Przykład Lwów w Herbie

Lew symbolizuje odwagę, siłę, moc, potęgę, zwycięstwo, triumf, działanie i majestat. Może też oznaczać ambicję, dzikość, mądrość, sprawiedliwość i szczodrość oraz Boską moc. W starożytności był symbolem w wielu religiach i kulturach. Uznawany za króla zwierząt lądowych.

Lew w Bazylei

Co warto wiedzieć jeszcze o symbolice:

  • król zwierząt ziemi
  • umaszczenie i grzywa powodują, że jest kojarzony z słońcem
  • siła, odwaga i czujność lwa powodują że znajduje się w godle straży
  • utożsamiany jest w mitologii z bogiem zemsty, srogości, zapalczywości
  • na pustyni chronią przed zanieczyszczeniem czy też bronią skupisk wodnych
  • skóra lwia stanowiła synonim waleczności
  • każdy zna Ryszarda Lwie Serce – za jego męstwo i nieustraszoność – stąd też ten przydomek
  • lew często jest też ustanawiany jako godło serca i krwi
  • najczęściej występuje w herbach lub dźwiga go

Lew w Palmgarten we Frankfurcie

Lew w sztuce i religii:

  • w Chinach wraz z smokiem uchodzi za obrońcę przed demonami
  • w starożytnym Egipcie, Mezopotamii czy Asyrii – spotykało się bardzo wiele wizerunków lwów
  • w Egipcie np. dwa lwy odwrócone do siebie grzbietami – symbolizują wschód i zachód kraju
  • w Indiach jest ucieleśnieniem boga Kryszny i Buddy
  • lew w nawiązaniu do bóstw w starożytności to: Kybele, Dionizos, Afrodyta, Isztar.
  • w Biblii również znajduje się nawiązanie do lwa

Warszawski Lew przed Pałacem Prezydenckim

A gdzie możemy znaleźć takie lwy:

  • oczywiście w miastach które odwiedziłam i już wam wstępnie opisywałam np. Darmstadt, Stuttgart, Luxemburg
  • w Egipcie przykładem tym jest Sfinks
  • dziedziniec Lwów w zespole Alhambry
  • w licznych herbach, godłach, umieszczany był w obiciach tronów, posągi, amulety, biżuteria królewska, na murach pałaców, przed wejściami do świątyń, obecnie przed wejściami do urzędów państwowych

Lew w parku, Stuttgart

Więc to tyle na dziś. A kończąc wpis, przetłumaczę wam jeszcze tytuł. Jest to z łaciny – Lwa z pazura poznać. Więc ja dzisiaj kończę z pazurem 😉

Działa Armatnie z symboliką Lwów, Inglostadt

Pozdrawiam, Molcia :*

Udostępnij

Witam Was!

Dzisiaj trochę nie typowo. Ale napiszę o autorce powyższego dzieła. Skończyłam czytać dzisiaj tą książkę i jedno co tłucze mi się teraz w głowie, to myśl że czemu Ja jej nie miałam 4 lata temu. Może łatwiej byłoby mi przejść przez żałobę. Przedstawie wam sylwetkę dr Elisabeth Kübler-Ross.

dr Elisabeth Kübler-Ross urodziła się 8 lipca 1926 roku w Zurychu – w Szwajcarii, a zmarła w wieku 78 lat, 24 sierpnia 2004 roku w Arizonie. Jest to amerykańska lekarka, pochodzenia szwajcarskiego – najbardziej znana z powyższej książki. Książka przedstawia teorię psychologiczną reakcji pacjenta na wieści o nieuleczalnej chorobie i niedalekiej śmierci. W książce pani doktor opisuje 5 etapów psychologicznych: zaprzeczenie, gniew, negocjacja, depresja i akceptacja. Taki same etapy przechodzą bliscy pacjenta.

Doktor Elisabeth ukończyła w 1957 roku studia medyczne w Zurychu. W 1958 roku wyjechała do USA by kontynuować kształcenie w Nowym Jorku. To w USA zaszokowana została podejściem lekarzy do umierających pacjentów. To doprowadziło do serii wykładów na temat choroby, śmierci i jej konsekwencji. W 1963 roku specjalizowała się na uniwersytecie w Kolorado z dziedziny psychiatrii. Jako jedna z pierwszych zajęła się tanatologią – nauką o śmierci. Jej praca zaowocowała wydaniem kilku opracowań

  • Dzieci i śmierć
  • Koło życia
  • Rozmowy o śmierci i umieraniu
  • Śmierć. Ostatni etap rozwoju
  • Życiodajna śmierć

Jej praca naukowa uzyskała aprobatę w świecie medycyny i uhonorowano ją ponad 20 razy tytułem doktora honoris causa. Pani Elisabeth w 1995 roku przeżyła kilka udarów mózgu, co spowodowało jej paraliż. Pani doktor zmarła w swoim domu w 2004 roku.

Kilka słów

A teraz przedstawię Wam kilka cytatów z przeczytanej książki.

„Ci, którzy mają dość sił i miłości, żeby siedzieć z umierającym pacjentem w ciszy wykraczającej poza słowa, wiedzą, że ta chwila nie jest ani przerażająca, ani bolesna – to tylko spokojne ustanie funkcjonowania ciała.”

„Musimy spytać samych siebie, czy medycyna ma pozostać humanitarną i budzącą szacunek profesją, czy też nową, bezosobową nauką, która dąży raczej do przedłużenia życia niż ograniczenia ludzkiego cierpienia.”

„Ze wszystkich lęków człowieka lek przed śmiercią jest najbardziej nieuchronny i niechybny… Śmierć to nadal niesmaczne, ale nieuniknione wydarzenie, o którym rzadko się mówi. Można by pomyśleć, że wychowany w świadomości naukowej człowiek dwudziestego wieku powinien nauczyć się radzić sobie z tym powszechnym strachem równie skutecznie, jak nauczył się przedłużać sobie życie… Ale postęp naukowy nie tylko nie pomógł, ale wręcz przeszkodził człowiekowi w przyjęciu śmierci z godnością. „

To tyle na dzisiaj. Gdyż mam bardzo refleksyjny nastrój po tej książce. Kilka lat temu naprawdę by mi pomogła. Dzisiaj mogę tylko polecać kolejnym osobą, które mierzą się z tym problemem w rodzinie.

Ja tymczasem was pozdrawiam, Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Jak wiecie jestem maniakiem serialowym i filmowym. Oglądam bardzo dużo 🙂 a ostatnio będąc w pracy wróciłam sobie do mojego starego serialu pt. Pogoda na miłość. Było tam sporo postaci, które nie raz przytoczyły cytaty warte zapamiętania. Od dzisiaj postaram się powrzucać kilka wartościowych tekstów. Zapraszam serdecznie do przeczytania 🙂

„Jest fala w uczuciach, która zabrana przez powódź, prowadzi do szczęścia. Ale ominięta, podróż ich życia staje się ograniczona do płycizny i nieszczęścia. Na falach takiego morza jesteśmy teraz i musimy brać to, co jest nam dane, albo stracimy, zanim zaryzykujemy.”

„Nie możesz się wypalić, iskra nie jest zastąpiona przez kolejną iskrę. Beznadziejny nie zmienia się całkowicie, jeszcze nie teraz i nie w wszystkim. Nie pozwól zaniknąć duchowi walki w twej duszy, w samotnym przygnębieniu życia, na jakie zasłużyłeś i będąc nie do osiągnięcia. Świat, jakiego pragniesz jest możliwy do osiągnięcia. On Istnieje… Jest prawdziwy… To jest możliwe, on jest twój…”

„Być nikim, ale sobą, w świecie, który robi wszystko, co w jego mocy, dniami i nocami, by zrobić z ciebie przeciętniaka, oznacza walkę w najcięższej bitwie, w jakiej dane było walczyć ludzkości i która nigdy się nie skończy.”

Są to pierwsze cytaty z początkowych odcinków serialu, które naprawdę miło wspominam. Każdy z nich jakiś czas temu coś wniósł do mojego życia, gdy przechodziłam ciężki okres choroby i śmierci mojej mamy. Więc podzielę się z wami nimi wszystkimi, albo przynajmniej tymi które mnie osobiście udało się wychwycić przez te wielokrotne oglądanie serialu 🙂

A tymczasem pozdrawiam was serdecznie i do spisania już w pt 🙂 a wpis będzie o kolejnym zameczku z ostatniej mojej eskapady.

Pozdrawiam Molcia

Udostępnij