Coś co mnie zastanawia…

Coś co mnie zastanawia…

Witam Was Kochani!

Ostatnio nie mam czasu – co zresztą można zauważyć po ilości wpisów. Jednak nie o tym dzisiaj. Przez ostatni tydzień miałam prawdziwą wojnę nerwów i nieprzyjemnych sytuacji. Co najbardziej chyba mnie boli – to zachowanie niektórych osób.

Od jakiegoś czasu staram się walczyć z wspomnieniami, które nie są przyjemne. Walka ta trochę wygląda, jak próby przejścia chociaż kawałka drogi podczas okropnej wichury. I pomimo, że zrobię jeden krok do przodu – za chwilę cofam się o dwa, a nawet i więcej. Walczę z nimi nie ustanie od długich już lat, ale ostatnie tygodnie są szczególnie pod tym względem trudne. Bez pomocy kilku osób nie dałabym rady – jednak boli mnie bardzo, jak wiele osób potrafi łatwo mnie osądzić na podstawie skąpych informacji o tych przeżyciach.

Jedna uwaga – ile może zdziałać?!

Nawet nie wiecie ile jedna głupia uwaga może wyrządzić krzywdy – osobie która te piekło przeżywa przez 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 lub 366 dni w roku przez jakiś okres. Rozmowy pomagają w dużej mierze z zaprzyjaźnionymi osobami, jednak w sercu i umyśle to ciągle otwarta rana, która bardzo powoli się goi. A nie muszę tłumaczyć każdemu z osobna czemu nie łatwo mi z czymś sobie poradzić. Podobno jestem twarda i zaradna – takie są o mnie opinie – ale szkoda, że nie widzicie tej drugiej strony, kiedy nie potrafię wstać z łóżka i ruszyć w świat, kiedy każda kolejna minuta jest dla mnie torturą.

Zdarzają się dni, kiedy wszystko się układa i wierzę, że będzie lepiej. Jednak już następnego dnia mój spokój i wiara uciekają jak powietrze z balonu – bo znowu stanęłam pod murem, znowu ktoś zażartował sobie w niestosowny lub niewłaściwy sposób. Najlepsze jest to, że wiele osób naprawdę – nawet znając prawdę – nie potrafią zrezygnować by jakoś jej nie skomentować. Czasami aż zadziwia mnie to jak ludzie potrafią być egoistyczni. Fakt nikt ideałem nie jest i nie będzie, ja również – jednak można starać się jakoś uważać na odczucia innych (co mi ostatnio też niestety za dobrze nie wychodzi).

Nie jestem ideałem

Sama wiem, że wiele razy dopięłam taką szpilkę moim najbliższym osobą, i pomimo szczerych przeprosić – dalej czuję się jak ostatni drań. Jednak wiem że takim zachowaniem podkopuję ich zaufanie do mnie, że czasami potem człowiek się zatrzymuję na chwilę i zastanawia się czy warto znowu coś powiedzieć tej osobie, by mi się nie odgryzła niespodziewanie. Andrew Davidson napisał kiedyś, że to nasze blizny czynią nas tym kim jesteśmy. A ja się zgadzam z tym. To co każdy z nas przechodzi z pewnością w pewien sposób nas kształtuje.

Mnie życie bardzo zmieniło, nie wszyscy są w stanie to zaakceptować – jednak to już nie mój problem. Nie jestem tą samą osobą co 10 lat temu, fakt może skończyłam 18 lat i stałam się dorosłą osobą – jednak gdzieś ciągle w głębi jestem tylko dzieckiem. To jako dziecku zostało mi odebrane wszystko co najważniejsze – poczucie miłości, bezpieczeństwa i oparcia. Trudno, jakoś przeszłam przez to i teraz na nowo staram się odbudować w sobie to poczucie, tego, że komuś jeszcze na Mnie zależy. Straciłam przyjaciół – ale zyskałam kolejnych, na których wiem że mogę polegać. Nie myślę jak większość dwudziestolatków, mam całkiem inny tok myślenia zmieniony tym, że wiele przeszłam.

Kiedyś byłam bardziej radosna – teraz otwarcie mogę powiedzieć, że większość czasu jestem wrakiem psychicznym. Kiedyś bardziej byłam pomocna – teraz staram się dbać tylko o swój interes lub przyjaciół. Potrafiłam się cieszyć z życia – teraz mnie ono przeraża z każdą kolejną chwilą. I to tylko dlatego, że dostałam kilka bolesnych i ciężkich nauczek od życia.

Jakie wnioski?!

I co z tego wyniosłam, pewnie się zapytacie. Szczerze?! Nie wiele, tylko to co zawsze się powtarza od wielu stuleci – życie jest pełne wzlotów i upadków, rozczarowań i szczęśliwych chwil. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Jedni pozostają na chwilę, ale potrafią zrujnować Ci całe życie, drudzy zostają na dłużej i pomagają Ci uporać się z tym całym bałaganem. To moje wnioski – żadne odkrywcze, nie nowe, znane od dawien dawna. A jednak pomimo iż mówi się o tym, najczęściej człowiek przekonuje się o tym sam po doświadczeniach i próbach.

Mama mi zawsze powtarzała bym uczyła się na jej błędach, bym swoich robiła jak najmniej, bym jak najmniej cierpiała. Szkoda, że nie do końca udało mi się zrealizować tą prośbę, jednak mam przed sobą jeszcze jakiś czas by móc nad tym popracować.

A zatem to tyle na dzisiaj, wybaczcie te bazgroły. Do usłyszenia wkrótce 🙂 Pozdrawiam Molcia

Udostępnij

2 responses to “Coś co mnie zastanawia…”

  1. dee4di napisał(a):

    Jestem od ciebie 2 razy starsza, życie dało mi po dupie wielokrotnie, o niektórych rzeczach zaczęłam nawet pisać ( mozesz znaleźć u mnie pod hasłem Alfabet Emigracji), i też byłam wrakiem, ale stopniowo krok po kroku, od nowa uczyłam się żyć i teraz inaczej podchodzę do wszystkiego, żyję chwilą, momentem,cieszę się każdym drobiazgiem i to daje mi szczęście. Polecam takie podejście i polecam unikać ludzi, którzy wnoszą złą energię do życia, na świecie jest mnóstwo wartościowych ludzi, szkoda tracić czas, na tych, co nas ciągną w dół.
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *