Witajcie Kochani!

Od tygodnia biję się z myślami czy zawiesić czy też skończyć swoją przygodę z blogowaniem. Jak widać w ostatnim czasie, mam bardzo dużo problemów z systematycznością na blogu. Niestety brak czasu, chęci i wypalenie mocno doskwierają mi w ostatnich tygodniach. Wypalenie to chyba główna przyczyna. Poza tym pozmieniały się po raz kolejny moje priorytety. Nie czerpie z tego takiej radości jak wcześniej kiedy pisałam posty. Dlatego decyzja o odejściu od pisania, na chwilę obecną jest dla mnie najlepsza. Pozostanę nadal na instagramie i twitterze. Więc tam mnie znajdziecie. Teraz muszę odpocząć od wszystkiego, aż znowu znajdę tą iskierkę radości w tym co lubię. I wrócę z swobodą do pisania.

Przepraszam Was. Za wszystko. I pozdrawiam serdecznie. Zaglądajcie na instagrama i twittera.

Pozdrawiam, Molcia

Udostępnij

Witam Was!

Podejrzewam, że pisząc dzisiaj tego posta narażę się na krytykę i to sporą. Ale cóż. Od ponad 24 godzin staram się być na bieżąco z dramatyczną sytuacją w Pakistanie. Chodzi o himalaistów pod Nanga Parbat. Na wysokości prawie 7300 metrów utknął Polak, a jego partnerka – Francuzka postanowiła zejść. Obecnie znajduje się na wysokości około 6700 metrów. Walczy i dalej próbuje zejść na dół.

Jest wiele różnych opinii na ten temat. Wielu się wypowiada o motywacjach obojga. Jacy to głupi byli, nierozsądni i tym podobne, nawet padają komentarze po co ich ratować. Jest wielu jednak którzy pomagają słowami otuchy, bronią czy też wspierają w zbieraniu funduszy. Dwie typowe postawy, tak przewidywalne dla otoczenia obecnie.

Samo porównywanie już obojga do sytuacji, jakie spotykamy na co dzień w Tatrach jest dla mnie absurdem i abstrakcją. Himalaizm to nie przelewki to zdobywanie szczytów powyżej 7000 metrów, gdzie nie idzie się w sandałkach tylko w pełnym ekwipunku. To, że teraz losy tych dwóch doświadczonych wspinaczy potoczyły się tak a nie inaczej mogło zależeć od wielu czynników. A oni z pewnością się z tym liczyli. Nikt z nas nie może przewidzieć jak zachowa się góra, czy choćby sama pogoda. A ci, co po górach chodzą, wiedzą że ona jest najbardziej w tych rejonach zdradliwa.

Pasja? Ile warta?

Jednak co mi do tego?! Może nie jestem wysokiej rangi himalaistą czy też alpinistą, ale potrafię tych ludzi zrozumieć. Zrozumieć ich pasję. Sama uwielbiam góry – choć w Himalaje się nie wybieram, ale Alpy to mój świat. I choć jestem amatorem to zaliczyłam parę szczytów do 3400 metrów. Więc jestem w stanie zrozumieć tych ludzi. Ich chęć zobaczenia z szczytu tego co innym na co dzień nie jest dane. Czy da się jakoś wycenić pasję?! Czym ona jest? Według słownika języka Polskiego to wielkie zamiłowanie do czegoś. Więc jak karać ludzi za miłość do sportu, muzyki czy właśnie wspinaczki.

Dla wielu pasja była motywem wyjścia z najgorszych okresów w życiu. Bo pasja dawała motywację, dawała nadzieję na lepsze jutro. To dlaczego tylu ludzi dzisiaj gani tę dwójkę, za to że żyją swoją pasją?! Moim skromnym zdaniem, dlatego – że sami nie mają czegoś takiego. Ale co ja mogę wiedzieć?!

Nanga Parbat to jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników na ziemi. Poza K2 – to właśnie ta góra nie została zdobyta zimą przez długi czas. Pierwszy raz udało się to dopiero w 2016 roku. Przez lata góra pochłonęła ponad 60 wspinaczy. Nie wspominając o 11 którzy zostali zabici w zamachu terrorystycznym w 2013 roku. Góra ma 8126 metrów nad poziomem morza i jest to 9 najwyższa góra świata. Pierwszy raz szczyt zdobyto w 1953 roku, dokonał tego Hermann Buhl. Góra znajduje się na terytorium Pakistanu, a dokładnie w jego północno-wschodniej części.

Miejmy nadzieję, że akcja ratunkowa, która jest teraz prowadzona zakończy się sukcesem. Ja trzyma za to kciuki. Was też o to proszę.
Pozdrawiam, Molcia

Udostępnij

Witam Was Kochani!

Jak co roku i teraz postanowiłam wziąć udział w wyzwaniach różnego typu. W tamtym roku nie udało mi się spełnić wszystkich. A jak będzie w tym roku?! Sama nie wiem, jak na razie jestem w miarę zadowolona z czterech wyzwań jakie podjęłam na ten rok 🙂

Ogólnie biorę udział w dwóch wyzwaniach czytelniczych – jakże by inaczej. Jednym wyzwaniu serialowym i jednym filmowym. Czytelnicze polegają na przeczytaniu 52 książek w roku według pewnych kryteriów, oraz przeczytaniu po prostu 104 książek (zarówno papierowych i e-booków). Póki co na pierwsze 21 dni roku mam za sobą 9 e-booków i jedną książkę papierową. Z czego jest to spełnienie tylko 2 kryteriów z listy 52 jakie sobie przyjęłam.

Wydarzenie serialowe póki co spełnia się najlepiej, z 52 punktów – mam już 11 za sobą. I pewnie do końca stycznia uda mi się jeszcze trzy kolejne dopisać 🙂 Po prostu mam czas w pracy, by to ogarnąć. Z filmowym wyzwaniem jest o wiele trudniej. Bo kryteria są już bardziej rygorystyczne i trudno cokolwiek w to wpasować z tego co chce oglądać. Udało mi się zaliczyć dwa punkty póki co. Pierwszy to oglądanie filmu który miał premierę 25 lat wcześniej w dniu w którym go oglądam. A drugi punkt to film autorstwa Hitchcocka. Kolejne pozycje są trochę cięższe, bo np. nie znam jeszcze dorocznego zdobywcy Oskara. Więc na realizację tego wyzwania poczekam aż się pochoruje 😉

A czy wy macie jakieś wyzwania z którymi chcecie powalczyć w tym roku?! Powalczyć w pozytywnym sensie?! 😉 Bo wyzwanie wyzwaniem, ale przede wszystkim ma to sprawiać frajdę 😉 Zatem?! Poniżej moje wyzwania 😉

Wyzwanie Czytelnicze

Wyzwanie Filmowe

Wyzwanie Serialowe

Pozdrawiam, Molcia :*

 

Udostępnij

Witam Was!

Winnie the Pooh – to fikcyjna postać znana każdemu z nas. Postać stworzona przez brytyjskiego pisarza A.A. Milne’a w 1926 roku.

Pierwszy raz opublikowana została 14 października 1926 roku, i poza Kubusiem, spotykamy tam również Prosiaczka, Królika, Kłapouchego, Sowę Przemądrzałą, Mamę Kangurzycę i Maleństwo oraz Krzysia. Od kolejnej części poznajemy też losy Tygrysa. Choć nam bardziej znany jest Tygrysek, jednak to imię stworzyła Wytwórnia Disneya.

Imię głównej postaci wzięło się od prawdziwego misia maskotki kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego Kanady, który od października 1914 roku znajdował się w Londyńskim Ogrodzie Zoologicznym. Tam też w 1924 roku widział go czteroletni syn autora i polubił go od razu. W Polsce najsłynniejszy przekład jest autorstwa Ireny Tuwim.

 

Książki, gdzie występuje postać Puchatka autorstwa Milne’a:

– 1926 – Kubuś Puchatek
– 1928 – Chatka Puchatka
– 1924, 1927 – Wiersze dla Krzysia

Od wielu lat prawa do książek o Kubusiu Puchatku ma wytwórnia The Walt Disney Company, która także zarejestrowana jego wizerunek jako znak towarowy w wielu krajach.

Jest wiele ekranizacji Kubusia Puchatka. Zarówno filmowe jak i serialowe. Najstarsza wersja pochodzi z 1966 roku pt. „Kubuś Puchatek i miododajne drzewo”. Ostatnia ekranizacja z nawiązaniem do żółtego misia miała miejsce w 2011 roku w filmie pt „Kubuś i przyjaciele”.

Kadr z serialu „Nowe Przygody Kubusia Puchatka” z lat 1988 – 1992

Dla mnie Kubuś jest symbolem dzieciństwa. Jedne z najlepszych wspomnień związane z wieczorami przy rodzicach, oglądanie wieczorynki z Kubusiem Puchatkiem. A dzisiejszy post jest nawiązaniem do 18 stycznia, który jest uznany za światowy dzień Kubusia Puchatka. Trochę spóźniona publikacja, ale mam nadzieję, że się nie obrazicie.

To tyle na dzisiaj 😉
Do usłyszenia, Molcia

Udostępnij

Witam!

5 sekund, minut, godzin, dni, tygodni, miesięcy i w końcu lat. Czas leci nie ubłaganie. Nic nie jest go w stanie powstrzymać. Najbliższe tygodnie stoją właśnie pod znakiem cyfry 5. Mija pięć lat od śmierci mamy, od naszej ostatniej rozmowy, odkąd mieszkam sama. I nie jest to łatwe. Ogólnie trzymam się jakoś, jest lepiej niż rok czy dwa lata temu. Ale ten mijający rok ma jeszcze dwie ważne daty. Pierwsza to 5 stycznia. Jechałam wtedy do pracy w Niemczech i bardzo nie wiele brakowało a pożegnałabym się z tym życiem. Wystarczyło trochę mniej szczęścia. Kiedy tak jedziesz samochodem i widzisz, że kierowca nagle zaczyna tracić panowanie nad nim, całe twoje życie nabiera sensu. To zajście pozwoliło mi zmienić siebie, docenić bardziej to co dostałam od Boga – dar życia.

Może brzmi to banalnie, ale pierwszy raz od śmierci mojej Mamy jestem w stanie powiedzieć że mam plan na życie. Że posiadam jakiś cel do którego chce dążyć. 5 stycznia mogło się skończyć moje życie. I zastanawiałam się co by po mnie zostało? Nie jestem w stanie nawet tego napisać. Druga data to 15 lutego. Nie chce nawet go opisywać, jednak też był bardzo ważnym dniem dla mnie. Wtedy zrozumiałam wiele rzeczy. Kiedy mogłam się przekonać jak kruche może być moje życie, postanowiłam zacząć działać. Nie planować co roku tego samego do realizacji na kolejny rok, tylko zacząć to robić. I choć czasem wiąże się to z ogromnym bólem czy smutkiem, czasami ogromnymi nakładami siły – zaczęłam działać. Bo nie chce za jakiś czas tłumaczyć się sama przed sobą, że mogłam więcej. Choć nie wszystko przychodzi mi łatwo, jest lepiej niż było 5 lat temu. Dlatego ten rok i następny zapiszę pod znakiem cyfry 5. A do końca życia pamiętać będę też o 5 stycznia 2017 roku…

Z poważaniem, Molcia 🙂

Udostępnij

Witajcie!

Jutro już koniec 2017 roku, więc wypadałoby go podsumować. Był to rok zmian i to sporych. Poza tym musiałam stawić czoła krytyce – co przyznam się łatwe nie było. Oraz kwestia tego, ze od dawna nic nie pisałam. Za to powinnam was przeprosić. Życie w domu bardzo ostatnio się różni od moich dotychczasowych zwyczajów. Ale nie o tym dzisiaj mowa.

Zatem: ten rok zarówno w moim życiu osobistym, jak i tutaj na blogu był znakiem wielkich zmian:
Po pierwsze – przeniosłam się w lipcu z publicznego serwera na prywatny. Jeden chyba z najlepszych kroków w tym roku jaki zrobiłam. Przynajmniej teraz to co publikuje jest moje i nikt nie ma do tego prawa, ani nie może mi blokować treści jakie publikuje.
Po drugie – zmieniłam swoje cele. Postawiłam bardziej na wiarę i czas spędzany z przyjaciółmi. Po przeżyciach związanych z wypadkiem na początku roku, bardziej doceniam to co mam. Życie jest zbyt kruche i można je bardzo łatwo stracić.
Po trzecie – czas. To spowodowało zmienę moich planów co do bloga i czasu jaki na niego poświęcam. Kiedy jestem w pracy mam czas pisać, w domu jest o wiele trudniej. Widać to po aktywności w ostatnich 3 miesiącach. Dlatego od nowego roku postanowiłam pisać posty dwa razu w tygodniu kiedy jestem w domu i trzy razy w tygodniu kiedy jestem w pracy. Mam nadzieję, że uda mi się to tak zrealizować.

Jakie plany?!

To chyba tyle z ważnych zmian w tym roku. Było sporo pomniejszych, ale szkoda czasu by o nich tutaj pisać. A co z postanowieniami na nowy rok 🙂 Są tylko 4 🙂
Po pierwsze – w nowym roku chce przeczytać 52 książki 🙂 tradycyjne postanowienie mola książkowego.
Po drugie – trzymać się planu publikowania postów.
Po trzecie – podróżować po świecie 🙂 by zbierać wspomnienia do swojego „Słoika wspomnień”.
Po czwarte – realizować plany związane z wiarą. Ale tym nie będę was zanudzać.

Tak więc kończy się rok 2017, zaczyna 2018 rok. Jestem rok starsza i mam nadzieję, że też mądrzejsza. Każdemu z osobna życzę jak zawsze spełnienia marzeń 🙂 a jeszcze lepiej, w końcu zacznijcie je realizować. Życie jest zbyt krótkie. Podzielcie się też jakie wy macie plany na nowy rok kalendarzowy w komentarzach.

Do spisania Kochani 🙂
Pozdrawiam
Molcia

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Na wstępie przepraszam za tą kolejną przerwę. Jak wiecie z instagrama jestem po remoncie mieszkania, które ciągnęło mi się jak krew z nosa. A to tylko było 14 dni 🙂 Byłam również na 3 dniowym wypadzie w Warszawie u przyjaciółki. Cały ostatni okres w moim życiu to jedna wielka zmiana – mam nadzieję, że pójdzie ona w pozytywnym kierunku.

Pobyt mój w Polsce wiąże się oczywiście z sporą ilością zadań i zobowiązań jakich się podjęłam, więc mój grafik, jest bardzo aktywny. Ale cieszę się, bo nie mam czasu na nudę.

Wracając do Remontu, wszystko gotowe poza sprzątaniem i myciem wszystkiego. Regał bardzo mi się podoba w stanie surowym, zastanawiam się czy jest sens go malować. Na razie nie mam czasu na to. Trzeba wykończyć jeszcze łazienkę i kuchnie, by móc jak najszybciej zapraszać gości do siebie 😉 choć to i tak już parę osób miałam u siebie 🙂

A dzisiaj podrzucę wam trochę zdjęć z swojej ciężkiej pracy remontowej 🙂 oraz postaram się w weekend nadrobić zaległości z ostatnich tygodni 🙂

Pozdrawiam Molcia :*

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Pewnie się zastanawiacie, czego będzie dotyczył dzisiejszy post. A no – cóż jak wiecie, niedługo wracam w końcu do domu i czeka mnie sporo w nim pracy. Mam kilka ciekawych pomysłów na to jak zmienić swój pokój w mieszkaniu. Przede wszystkim muszę zacząć od zabudowania do końca regału no i myślę co będzie lepszym wyjściem. Czy zrobić samemu to, czy poprosić kogoś o pomoc w realizacji mojego pomysłu. Wiadomo pierwszym ważnym czynnikiem są finanse. Wykonanie zabudowy samemu kosztuje o wiele mniej niż zapłacenie specjaliście. A jednak korci mnie zrobić to samemu.

Po drugie mam kilkanaście fajnych pomysłów zapisanych na aplikacji pt. Pinterest. No i kwestia tego co będzie lepiej się prezentowało już z moją wykonaną szafą 😉 Nie powiem pewien pomysł z wykorzystaniem drewnianych skrzynek czy też palet – jest nie dość efektowne to i łatwe do zrobienia samemu w domu. Szczególnie, że mam jakieś tam pojęcie o składaniu mebli i ewentualnemu mocowaniu.

Po trzecie chciałabym zagospodarować swoją przestrzeń jak najlepiej. Wiadomo posiadając jeden pokój do dyspozycji, chcemy by był jak najbardziej funkcjonalny i miał jak najwięcej powierzchni do przechowywania. Ja niestety nie mieszczę się już z swoimi książkami i materiałami z szkoły w obecnych dwóch regałach i chce jakoś wykorzystać wolną przestrzeń którą mam na częsci ściany i pod oknem.

Po czwarte – chce wielką mapę świata zamieścić nad sofą by móc zaznaczać miejsca w których już byłam. Oraz ogarnąć sobie na spokojnie część ściany, na której będą najważniejsze zdjęcia z moich wypraw i najważniejsze osoby w moim życiu. A to tylko pomysły na remont pokoju, a już nie wspominam o kuchni czy przedpokoju.

Wiadomo, wszystko wiążę się z kosztami, na jakie nas stać. A wy jak sądzicie? Lepiej poprosić fachowca, czy zmierzyć się samemu z tym przedsięwzięciem i być dumnym z własnej pracy? Jak mi radzicie? A może i wy macie jakieś pomysły na ciekawe zabudowy do mieszkania? Podzielcie się nimi! Będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi 🙂

Pozdrawiam Molcia :*

Udostępnij

Cześć Wszystkim 🙂

Każdy z nas lubi spędzać wolny czas aktywnie, ale kiedy siedzimy w pracy i jest nudno to gry stanowią dla nas najlepszą odskocznię. Ja spędzając czas w pracy korzystam i gram w różne gierki. Sporo niestety gierek wymaga wkładu finansowego w nie, jednak ja posiadam kilka które tego nie wymagają, a wręcz przeciwnie wciągają i można obejść się bez inwestowania.

Pierwszą grę którą opiszę, pykam już prawie 5 lat. Czyli od momentu posiadania pierwszego smartfonu. Jest to Farm Hero Saga – gdzie zbieramy na określonych poziomach owoce i warzywa. Gra jest cały czas rozbudowywana. Obecnie posiada coś około 1200 lvl, jak nie więcej. Ja mam dopiero 814 lvl. Więc jeszcze mi daleko. Poza tym są różne eventy oraz inne akcje. Gra fajna, można dobrze się pobawić w nią. Idealnie zabija czas 🙂

Kolejną grą w jaką gram od kilkunastu dni dopiero jest Idle Miner Tycoon. Polega ona na rozbudowie kopalń. Zaczynamy od kopalni węgla i poprzez kolejne kopalnie (złota, szmaragdów, szafirów itp.) dorabiamy się majątku i możemy je rozbudowywać. Mądre inwestycje przynoszą krocie. Ogólnie miałam okazję uczestniczyć w jednym evencie w grze, zobaczymy jak będzie dalej. Gra jest fajna, zapowiada się ciekawie i jest dobrze rozbudowywana. Więc też polecam ją by sobie umilić czas.

Kolejnymi grami są – Megapolis i Township – dwie gry z Facebooka polegające na rozbudowie miasta. Gry czasochłonne, więc dobre na korek lub coś w tym stylu – jeśli mamy neta cały czas. Zaczynamy od małej mieścinki i stopniowo rozbudowujemy miasto do coraz większej metropolii. Obie gry cechują się tym, że czasami trzeba w nie zainwestować trochę polskiej waluty – i to chyba jeden z najgorszych minusów tych gier oraz tego, że muszę mieć połączenie z internetem. Ale pomimo to gram w nie już od jakiego roku nieprzerwanie, choć nie inwestuje już w nie pieniędzy.

Oraz klasyka logiczna – Mahjong Solitaire Titan. Zbieramy tam gwiazdy za zakończenie danego poziomu. Przyznawane są one za: czas ułożenia planszy, czy wykorzystane były podpowiedzi oraz za skończenie planszy. Fajna gierka, nie ma żyć – więc można grać w nieskończoność. I do póki oczy nie zabolą.

Co jeszcze mam?!

Czy mogę coś jeszcze polecić. W zasadzie każda kolejna gra opiera się mniej więcej na tym samym co powyższe w które gram.. Mogę wam polecić jeszcze takie gry jak: Homescaper, Juice Jam, Snoopy Pop, Panda Pop, Family Zoo (poniżej) czy Puzzle Adventures. Wszystkie dostępne są w sklepie Google.

To tyle na dzisiaj, mam nadzieję – że wam się temat spodobał. Niedługo napiszę o swoich początkach jako „profesjonalnego blogera” oraz aplikacjach z jakich korzystam by móc pisać na blogu. Może temat nie ważny, ale chciałabym mieć możliwość tego napisania i zachowania na przyszłość.
Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie

Wasza Molcia 🙂

Udostępnij

Witajcie Kochani!

Dzisiaj trochę z innej beczki. Jak wiadomo powoli zbliża się zimowa szarówka i długie wieczory. Co wtedy najlepiej robić z najbliższymi?! Poza czytaniem książek, oglądaniem seriali i filmów – mam jeszcze inne pomysły na wspólnie spędzanie czasu. Pierwszą propozycją jest układanie puzzli, im więcej tym dłuższa zabawa – choć dla mnie to max 3 dni przy 15 tysiącach. Drugą sugestią, która się sprawdza się niezawodnie to gry planszowe. Zastanawiałam się jakie wam polecić i wybrałem te które ja uwielbiam oraz posiadam w swoim asortymencie.

Oto lista:

  • Monopoly (Hasbro Monopoly Standard) – klasyka na zabawy dla większej ilości osób. Poza tym gra ma bardzo wiele już odsłon. Widziałam wersję Europejską, wersję z ulubionymi klubami (np. Monopoly FC Barcelona), wersję z Olimpiady w Rio czy wersja z Super Mario (Hasbro Monopoly Gamer). Gra fajna, dobrze można przy niej się uśmiać, a też przy okazji trochę do edukować. Monopoly ma też tańsze odpowiedniki. Typu Biznes po Polsku czy Eurobusiness. Więc stanowczo polecam 🙂

  • Grzybobranie (Granna Grzybobranie) to też klasyczna gra, dla rodziny. Zasady zna każdy, zabawa przednia. Czego więcej chcieć. Grzybobranie też doczekało się kilku różnych edycji, ja znam akurat – rajd samochodowy. Dobra dla dzieci by się z nimi pobawić.

  • Na trzecim miejscu jak dla mnie są zdecydowanie Scrabble (Mattel Scrabble Original). Ile razy zdarzyło mi się w nie przegrać, tak do tej pory uwielbiam układać słówka z tych malutkich żółtych kafelków. Są też wersje elektroniczne na tableta i telefon, ale co to za zabawa??? Lepiej szaleć nad planszą z innymi osobami, śmiejąc się jak dziwne słowa potrafią ludzie układać. Wiadomo że oryginalne scrabble też kosztują, ale na rynku znajdziemy też tańsze odpowiedniki jak np. Scriba (Alexander Scriba Exclusive) .

  • Godna polecenia według mnie gra to również: zgadnij kto to?! (Hasbro Zgadnij Kto To?!). Jedynym minusem tej gry jest to, że mogą grać tylko dwie osoby jednocześnie. To trochę utrudnia zabawę z dziećmi, jednak kto mówi, zę nad jedną planszą nie mogą być jednocześnie dwie osoby?! Ile pytań musisz zadać by odgadnąć o kim myśli przeciwnik?! Ile czasu ci to zajmie?! Dobra zabawa gwarantowana 🙂

  • Piąta gra warta uwagi to tradycyjny chińczyk. Zabawa dla 4 osób, a ile śmiechu. Można wiadomo się też zdenerwować, jeśli traci się wszystkie pionki po kolei i od nowa trzeba 6 wyrzucać, ale warto się bawić. Zabija czas niesamowicie 🙂 Oczywiście ten klasyk posiada również tańsze wersje mini (Dromader Chińczyk Magnetyczny Mini) lub droższe wersje np. z zwierzętami (Small Foot Gra Chińczyk Zwierzęta) 🙂 Zależy kogo na co stać 🙂

A niedługo 😉

To tyle na dzisiaj w tym temacie 🙂 A w niedługim czasie napisze jakieś fajne pomysły na gry karciane, które też mogą umilić nam zimowe wieczory. Zobaczymy co z tego wyjdzie w praniu. Mam nadzieję, że pomysły wam się przydadzą 😀 Ja wiem z czego będę korzystać w najbliższych tygodniach w pracy 😀 na zabijanie wieczornej nudy.

Pozdrawiam Molcia :*

Udostępnij